Strona główna Nasz punkt widzenia Jak nie zgubić adopciaka? Nasze sposoby zabezpieczenia psa przed zgubieniem.

Jak nie zgubić adopciaka? Nasze sposoby zabezpieczenia psa przed zgubieniem.

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Zanim przejdę do sposobów oznakowania moich psów opowiem Ci kilka historii z naszego życia: o tym jak zgubiliśmy Budzika, jak oznakowuję psy (i dlaczego w taki sposób) oraz o tym, jak Molly bardzo chciała się zgubić. Ale jeśli interesują Cię suche fakty o sposobach oznakowania, ich wadach i zaletach oraz cenach, to zachęcam do przescrollowania w dół strony. 

Zacznijmy od pewniej historii, która spotkała mnie i młodego Budzika w Mazurskich lasach, kiedy nam się zgubił, mam obsesję na punkcie znakowania swoich psów i ich pilnowania. Jak wiecie Budzik był psem-cieniem. Nie odstępował mnie na krok, był posłuszny do przesady i choć całe życie robił wszystko w tempie geriatryka i z miną „serio muszę?” to był to pies, któremu jak coś się powiedziało to on to, robił niezależnie od tego czy był to las, środek miasta, czy epicentrum Armagedonu. Dlatego też całe życie chodził bez smyczy, bo smycz praktycznie nigdy nie była nam potrzebna. Tak też było na pamiętnych wakacjach na żaglach na Mazurach, kiedy to gdzieś roczny, może dwuletni Budzik poszedł z nami pozbierać leśne owoce na do śniadaniowych płatków. Był, ze mną naglę się odwracam i psa nie ma. Co myśmy się go naszukali i nawołali. Ile kilometrów po lasach zrobiliśmy tego nikt nie wie. Ja już oczami wyobraźni widziałam go tonącego w jakimś bajorze do którego wpadł (bo Budzik nie umiał pływać). Na szczęście po godzinie poszukiwań pojawił się na końcu leśnej ścieżki mocno zawstydzony i chyba trochę przestraszony. Oczywiście wówczas nie wiele zmieniło to w jego sposobie prowadzenia, bo Budzik po tym zdarzeniu tylko jeszcze bardziej zaczął się mnie pilnować, ale kiedy pojawił się Donner, pies przez pierwsze lata mający absolutnie na mnie wywalone, pies którego przywołanie istniało jedynie na placu szkoleniowym, a o spuszczeniu ze smyczy przez wiele lat nie było mowy, bo nie szło go potem na nią zapiąć ponownie uznałam, że dobre oznakowanie psa – na wypadek zgubienia, którego ryzyko istniało właściwie, tylko jeśli nie wytrzymałaby obroża lub smycz, lub jakimś zrządzeniem losu wypuściłabym linkę z ręki, to podstawa.

Chyba trochę przesadziłam

Niejednokrotnie oznakowywałam go, a później i Elę dość przesadnie, ponieważ identyfikatory mieli wszędzie – przy szelkach, obrożach, obrożach z lokalizatorami, dodatkowo lokalizatory, nie wspominając o rejestracji chipów w każdej z baz, które wyświetliły mi się na dwóch pierwszych stornach Google.

Na szczęście z biegiem lat Donner nauczył się przywołania i przestał być bezsmyczowym głupkiem, mimo to nigdy już nie zrezygnowałam z oznakowani, niezależnie od tego, czy psy były ze mną na spacerze, czy w domu.

Tak, bowiem w domu też istniało ryzyko zgubienia. Jeszcze mieszkając pod Warszawą mieliśmy mieszkanie z małym ogródkiem, do którego psy pod naszą nieobecność miały nieograniczony dostęp, gdyby w ciągu dnia miały potrzebę si-kupy. Wynikało to z tego, że zdarzały się dni, że nie było nas po 10h, a jednak Doś, gdy zbyt długo nie był na siku szybko dostawał problemów z pęcherzem. I choć mieliśmy chyba dwumetrowy płot, zawsze istniało ryzyko, że pies jakimś sposobem wyjdzie (choć im akurat nigdy się nie zdarzyło) lub nie daj Boże jakimś cudem ktoś je wypuści i porwie (to mój drugi koszmar, że ktoś mógł mi ukraść Dosia).

Tak więc nawet w domu, psy zawsze miały obroże z identyfikatorami, co w prawdzie trochę mnie drażniło, bo miały wiecznie wytartą sierść na szyi, ale był to tylko defekt wizualny nieporównywalny do mojego komfortu psychicznego, który później jeszcze podniosłam montując kamerkę, żeby mieć podgląd na to co robią, gdy mnie nie ma.

Patent na łączenie szelek i obroży

Po pojawieniu się w naszym domu Twinsów jak bumerang wrócił temat – te psy mogą się zgubić. Przywołanie nie istniało, przez pierwsze tygodnie byliśmy dla nich zupełnie obcymi ludźmi, co wiązało się z tym, że bały się do nas podchodzić nawet w domu, a prawdopodobnie, gdyby wypięły się ze smyczy i z obroży to poleciałyby na oślep nie wiadomo gdzie, byle tylko dalej od wszystkiego, co straszne, a straszne było wszystko. Dlatego, jeszcze zanim przywieźliśmy Twnisy w domu czekały na nie już obrożo-adresówki (takie wiecie linki jak się zakłada szczeniaczkom znaczniki po narodzinach z kosteczkami, na których jest imię i nr telefonu). Zaletą ich jest to, że są cholernie wytrzymałe. Nie raz zdarzyło mi się, za ten cienki sznureczek przytrzymać Elę i tego się nie da rozerwać! Więc miałam pewność, że przy dobrym dopasowaniu szybciej psy stracą głowę niż adresówkę. Oczywiście nie zapomniałam o identyfikatorach, z tym że nie robiłam im nowych, tylko odziedziczyły Donnerowe, bo wyszłam z założenia, że dla ewentualnego znalazcy imię i tak nie ma większego znaczenia (o ile już złapie Twinsa, bo do obcego raczej nie podejdą), a liczy się nr telefonu, także Twinsy po części zostały owczarkami. Kolejną sprawą było zabezpieczenie ich na spacerach. Miałam świadomość tego, że w przypadku wyjścia z szelek, bądź zerwania smyczy będę mogła jedynie machać za psami chusteczką na pożegnanie, a przy trzech psach nie bardzo chciałam bawić się w podwójne smycze (wiecie jedna do obroży druga do szelek). Szybko więc wykombinowałam połączenie szelek z obrożą w taki sposób, że nawet jeśli pies wyszedłby z szelek, szelki i tak zostaną dopięte do obroży, która dobrze wyregulowana i z zabezpieczonym zapięciem nie ma prawa się rozpiąć, a o wytrzymałość smyczy się nie martwiłam, gdyż postanowiłam dobrać im zapięcia jak dla Dosia i Eli, co już przy nich było niemożliwe do zerwania, tym bardziej nie miało prawa się zniszczyć przy 14kg psach.

Jednak to nie powstrzymało terierów przed doprowadzeniem mnie do zawału. Bo choć regularnie przeglądam ogrodzenie pod względem ewentualnych podkopów, których na szczęście moje psy nie robią, ale strzeżonego Pan Bóg strzeże, o tyle Molly nauczyła się wyłazić przez płot. I nie, nie absolutnie nie po to, by uciec, w końcu świat zewnętrzny (w tym wypadku na szczęście) jest dalej przerażający, ale kiedy wiewiórka – wróg numer jeden Eli, z którą i Twinsy zaczęły toczyć wojnę przeskoczy na drzewa za siatką, Molly czuje się w obowiązku sprawdzić tamto drzewo, a potem zawodzi wniebogłosy, że jest za siatką i nie da się wrócić.

Dlatego też, do sznurowych adresówek, które mają non stop, znowu wróciły zwykłe obroże z identyfikatorami wraz z lokalizatorami, żebym mogła namierzyć tego małego diabła. Szczęście w nieszczęściu, że pozostałe suki nie potrafią przechodzić przez ogrodzenie, co uważają za wielką niesprawiedliwość i kiedy tylko wpuszczam Molly po takim incydencie, to dostaje od dziewczyn taki łomot, że ja już nie mam siły się na nią złościć. Także ja wychowuję moje psy pozytywnie, natomiast one same dodatkowo stosują awersję w najczystszej postaci i zaskakujące jest to, że łomot od sióstr działa najlepiej (np. pacyfikowanie Molly, kiedy wyzłaszcza się na telewizor, co pokazywałam Wam nie raz w relacji). Dobre jest też to, że teraz jestem praktycznie non stop z psami i mogę kontrolować ich zachowania na ogrodzie, dzięki czemu przyłapałam Molly kilka razy na gorącym uczynku, zatrzymując zachowanie w połowie. Jednak stare dobre ‘OJ!’ działa cuda, a efekt jest taki, że jak tylko Molly widzi, że patrzę co robi (że zaczyna szukać wiewiórki po drzewach za siatką) obraża się i idzie w drugą stronę jeszcze zanim się odezwę lub głupkuje drażniąc siostry. Ale jest to o tyle fajne, że mam poczucie tego, że pies jednak liczy się z moim zdaniem i jest w stanie powstrzymać popędy co przy terierze, który umie polować, jest dla mnie maga dobrą wiadomością.

Tak więc nigdy chyba nie zrezygnuję z nadliczbowego oznakowywania psa, ale z drugiej strony… czy to komuś przeszkadza?

Nasze sposoby zabezpieczenia psa przed zgubieniem.

Podsumowując jak zabezpieczone są moje psy. Może komuś się to przyda, bo nie wie o wszystkich opcjach, a nie ma zaufania do adresatek:

Chip

Zarejestrowany w kilku/nastu bazach – słowo klucz: zarejestrowany, bez tego sam chip nic nie daje (i nie jest to GPS).

  • Zalety: do odczytania na całym świecie, nie da się go „zgubić”
  • Wady: Wymaga zawiezienia psa do weterynarza, może się przemieszczać i czasem ciężko go znaleźć, przez co można błędnie podejrzewać, że go nie ma.
  • Koszt: Część rejestracji jest płatnych, ale jest to opłata jednorazowa i nie jest to jakiś wielki koszt (mi chyba coś koło 200zł wyszło za rejestrację w kilku płatnych bazach). Oczywiście jeszcze dochodzi koszt samego chipowania u weterynarza o ile nie skorzystamy z akcji darmowego chipowania organizowanej cyklicznie w większych miastach.

Obrożo-identyfikatory (sznurkowe znaczniki z kosteczkami numerycznymi)

Polecam każdemu, nie wyciera sierści, jest mega wytrzymałe i koszt takiego cuda to jeszcze jak ja zamawiałam kilkanaście złotych za jedną, więc groszowa sprawa, a są niesamowicie wytrzymałe.

  • Zalety: Bardzo wytrzymała, ciężko urwać
  • Wady: W gęstym futrze na dużym psie może być ciężko ją namacać.
  • Koszt: Kilkanaście-kilkadziesiąt złotych.

Identyfikator/adresatka

Na rynku jest spory wybór od takich po kilka złotych, do takich po kilkadziesiąt. W zależności od tego, co lubicie dostaniecie wiele kształtów i wzorów. Najważniejsze jednak, żeby identyfikator był czytelny, trwały i dobrze przymocowany. Ja akurat mam identyfikatory z SafePet z uwagi na to, że nie dzwonią, bo są plastikowe, (a nie znoszę jak coś mi dzwoni przy szelkach lub obroży u psa) i praktycznie są niezniszczalne, bo skoro Twinsy noszą identyfikatory po Dosiu to mają spokojnie kilka lat i dalej się nadają.

  • Zalety: Widoczny z daleka, łatwy do odczytania, może być elementem ozdobnym.
  • Wady: Często się urywają i gubią, jak pies wyjdzie z obroży/szelek, do których jest dopięty identyfikator, to pies będzie nieoznakowany.
  • Koszt: Kilkanaście-kilkadziesiąt złotych.

Lokalizator

To największy wydatek, bo samo urządzenie jest dość drogie, do tego należy doliczyć koszt rocznych lub miesięcznych abonamentów, ale znowu nie jest to też taki koszt, który przerasta możliwości opiekuna. Moje lokalizatory kosztują coś koło 200zł, a roczny abonament na jedno to chyba niespełna 200zł, więc nie jest to jakaś bardzo wygórowana cena i choć nie są może nie wiadomo jak dokładne, (na rynku są dostępne lepsze urządzenia) to na moje potrzeby wystarczają i mam je już prawie cztery lata, a bateria działa ponad 12h, więc nie jest źle, jeśli chodzi o monitoring psa pod względem tego, czy jest na działce, czy gdzieś się wybrał. W przypadku jak identyfikatorów istnieje ryzyko odczepienia lokalizatora, czy zerwania obroży, dlatego ja lokalizatory zakładałam do osobnych dodatkowych obroży, których nie podpinałam do smyczy.

  • Zalety: Można śledzić na bieżąco położenie psa, w większości można ustawiać strefy, po których opuszczeniu mamy alert, że pies wyszedł z zaznaczonego obszaru.
  • Wady: Możliwe problemy z zasięgiem (w zależności od urządzenia), możliwość odpięcia od obroży/szelek, potrzeba ładowania.
  • Koszt: kilkaset złotych za urządzenie + kilkadziesiąt/kilkaset złotych za miesięczny/roczny abonament.

Niezawodny sprzęt to podstawa bezpieczeństwa

Dobrze dobrane obroże i szelki

Kupujmy obroże, szelki, smycze takie, które są dopasowane do naszego psa zarówno pod względem kroju (żeby zminimalizować wyjście z nich), jak i wytrzymałości. Na rynku jest sporo firm szyjących wytrzymałe, sportowe szelki, są szelki antyucieczkowe, zawsze można stosować podwójną smycz do obroży i szelek, ale podstawą bezpieczeństwa naszego psa jest porządny sprzęt, który nie zawiedzie podczas próby ucieczki. Tak jest często droższy, tak nie zawsze bywa piękny, ale przede wszystkim liczy się bezpieczeństwo naszego psa, a nie dopasowanie szelek pod kolor butów.

Swoją drogą super patentem jest też możliwość wyhaftowania/naszycia na obroży numeru telefonu. Niektóre szelki mają też od wewnętrznej strony wszyty odpowiedni materiał na wpisanie na nim numeru,  ale uwaga: nie każdy znalazca psa będzie szukał numeru na wewnętrznej stronie, dlatego lepiej takie naszywki/hafty umieszczać na zewnątrz.

  • Zalety: Dobry sprzęt minimalizuje ryzyko urwania karabińczyka, pęknięcia materiału/szwu – zabezpiecza psa w sytuacji kryzysowej. Zazwyczaj bardzo wstrzymały – starcza na lata. Naszycie / wyhaftowanie nr. tel. pozwala na stosunkowo trwałe i niezniszczalne oznakowanie.
  • Wady: Taki sprzęt i personalizacja może być droższy niż standardowy, mniej dizajnerski (kwestia gustu), może sprawiać problemy w dobrym dopasowaniu do psa, szczególnie przy kupnie przez Internet.
  • Koszt: kilkadziesiąt-kilkaset złotych.

Linka/smycz, czyli odpowiedzialność i świadomość

Na koniec rzecz, która chyba powinna być na pierwszym miejscu – pies mnie nie słucha, nie jest odwoływalny, jest lękowy lub ulega popędom – nie biega luzem, a nawet w ogrodzie jest pod nadzorem, jeśli tego potrzebuje. Serio. Psy nawet super odwoływalne potrafią się spłoszyć w sylwestra i uciec z ogrodzonej posesji, psy z super przywołaniem czasem pójdą za zwierzyną, ba (zawsze to powtarzam) psy nawet na mistrzostwach świata w posłuszeństwie czasem się pomylą lub nie wykonają komendy, więc dlaczego „zwykły” pies, który nas nie słucha biega luzem? Przecież to pierwszy krok do jego zgubienia, a długa linka (lub mądrze używana flexi) naprawdę pozwala psu, którego nie jesteście pewnie w 100%, na wiele swobody i zabawy.

  • Zalety: Nie narażasz psa na zgubienie, utratę zdrowia i życia.
  • Wady: według niektórych „linka” ogranicza psa i uniemożliwia normalne funkcjonowanie, natomiast przy mądrym prowadzeniu psa, aktywnym spacerowaniu z zaangażowaniem to: 10-20-50m linka w zupełności wystarcza by pozwolić psu bezpiecznie eksplorować teren nie narażając go na zgubienie. Druga sprawa – możliwość zaplątania. Trzeba uważać na linkę na spacerze.
  • Koszt: kilkadziesiąt-kilkaset złotych.

 

Ogółem: 251, dzisiaj: 1
6 komentarzy
1

You may also like

6 komentarzy

Justyna 18 czerwca 2022 - 11:19

Podziwiam, ale tak szczerze podziwiam ,że Pani sobie radzi z 3 psami na 3 linkach. Ja przy dwóch byłam oplątana i obwiązana jak świąteczna szynka 😉 teraz kiedy dołączył szczenior ,to bywa ciężko i ze zwykłymi smyczami, o linkach nawet nie myślę… 2 sztuki na pasie do tekkingu to też dla mnie max (bo na krętliku 2 smycze same się zawsze rozplątują) a trzeciego delikwenta to już w reku trzymam i przerzucam w miarę potrzeb między pozostałymi smyczami i z ręki do ręki… i tak się zastanawiam czy to ja taka nieogarnięta ,czy moje kundle wyjątkowo uparcie się plączą? Chyba czas się zabrać za naukę i zrobić chociaż różowy pas z żonglerki smyczowej 😉

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 18 czerwca 2022 - 14:07

Z trzema linkami bywa ciężko, ale kwestia przyzwyczajenia. Całe życie chodziłam z dwójką na pasie lub na linkach więc już się przyzwyczaiłam, a dziewczyny na szczęście nie plączą się i raczej obok siebie chodzą. Ale mam to szczęście, że najczęściej spacerujemy z M. Więc on przejmuje jednego psa lub w ogóle Twinsy i dajemy radę. 😉

opublikuj
Ewa 4 lipca 2022 - 14:09

Justyna, to moja największa obawa. Na jesieni a może dopiero wczesną wiosną powitam w domu drugiego psa, i to mój największy lęk – dwie linki po 15m, kałuże, korzenie i ja po środku. Przy jednym co i rusz kręcę piruety, przerzucam linkę nad głową i robię artystyczno wątpliwe wymachy by zwolnić linkę z przeszkody 😉 przy dwóch to będzie już sport wyczynowy. Polecacie jakiś pas do trekkingu z psami? Jestem przed zakupem i waham się przy wyborze

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 5 lipca 2022 - 14:09

Hej, wszystko kwestia przyzwyczajenia się. Wiadome, jak pies lubi latać po krzakach i chaszczach będzie wiecznie się plątał. Moje na szczęście preferowały w większości chodzenie ścieżkami opcjonalnie tuż przy nich więc nie miałam większego problemu z ogarnięciem ich. Teraz czasem chodzę z trójką to też mam o tyle fajnie, że dziewczyny bardzo się siebie pilnują i chodzą obok siebie. 😉

Co do pasa to ja mam wszystkie z Sali.pl – do codziennego użytku, w góry, na spacery i trekkingi mam model relax, do biegania kuristo. 😉

opublikuj
Joanna Robczyk 28 lipca 2022 - 19:40

Muszę przyznać, że sznurkowe znaczniki z kostkami spodobały mi się najbardziej. Do tej pory o nich nie słyszałam, a jednak nie dość, że wyglądają naprawdę dobrze i są wytrzymałe tak jak piszesz droga autorko, to są bardzo tanie. Będę musiała zamówić kilka takich znaczników, nawet jeśli któryś zostanie zniszczony to będą inne w zapasie 😉 Także bardzo dziękuję za ten artykuł, bo nie wiem, czy samodzielnie trafiłabym na tego typu produkt. Będę musiała polecić moim koleżankom ten artykuł, z pewnością ucieszy je wiedza w nim zawarta.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 29 lipca 2022 - 11:05

Cieszę się. Dla mnie jeszcze ważnym aspektem jest to, że nie wycierają sierści i pies może chodzić w nich 24h/dobę i nie jest mu niewygodnie.

opublikuj

Zostaw komentarz