24Lut

Bądź odpowiedzialny, prowadź psa w lesie na smyczy.

O tym, by prowadzić w lesie psa na smyczy pisali już chyba wszyscy blogerzy. Ja sama minimum poświęciłam temu dwa teksty (jak nie więcej). Mimo to postanowiłam napisać o tym kolejny raz, by uczulić Was na to, szczególnie w zbliżającym się okresie rozrodczym dzików, trochę później saren.

Pomijam już całą naszą rzekomą empatię do dzikich zwierząt, kiedy zalewamy się rzewnymi łzami na widok koni jadących na rzeź, ale nie widzimy nic złego w tym, kiedy nasz pies gania za sarną. O innych zagrożeniach czyhających na nasze psu w lesie pisałam w tym wpisie, więc jeśli uważasz, że jedynym zagrożeniem dla Twojego psa jest zgubienie się, a to „niemożliwe”, bo pies jest odwoływalny lub nie oddala się, przeczytaj koniecznie co może jeszcze go spotkać w lesie.

Natomiast dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o naszej przygodzie z ostatniego spaceru do lasu…

Kiedy wróciliśmy z porannego ganiania za pullerem po łąkach, po obiedzie uznaliśmy, że wypada jeszcze trochę się poruszać. Zaplanowaliśmy treking po lesie na 8 km i wyruszyliśmy na spacer.

Na łąkach mogą się wybiegać

Już na wstępie spaceru, nieopodal dość ruchliwej drogi z przygotowanych pod nowe nasadzenia polan wyskoczyły nam zające (bądź króliki – nie rozróżniam) przebiegając w dość sporej odległości przed naszymi psami. Na szczęście psy na smyczach, nawet bardzo nie zareagowały na zające, ale to dlatego, że sporo z nimi spacerujemy po lesie i zwierzyna robi na nich coraz mniejsze wrażenie, szczególnie kiedy są na smyczach. W około połowie spaceru naszą uwagę przykuł zaparkowany w krzakach samochód. Trochę dziwne miejsce na postój, tym dziwniejsze, że po zagajniku, przy którym był zaparkowany Golf, łaził facet ze strzelbą na plecach, mimo że z Nadleśnictwa dostałam informację o braku polowań w tym miejscu…, więc zakładam, że po prostu taka teraz moda na noszenie karabinu czy Bóg wie czego na plecach… Ale to nie koniec przygód.

Jakieś 2-3 kilometry dalej tuż przed nami, dosłownie kilka metrów od nas, drogę przebiegły nam dwie piękne sarny, o dziwo tym razem nie spotkaliśmy danieli. Ale sarny były praktycznie na wyciągnięcie psich nosów. No powiedzcie sami, który pies by się oparł takiej pokusie? Ostatnią naszą przygodą i właśnie przez nią napisałam ten tekst, było spotkanie ośmiu dzików. Za każdym razem przeżywam szok, jak widzę te zwierzęta i uzmysławiam sobie ich gabaryty! A było to tak.

Wracaliśmy już ze spaceru. Zostało nam może z półtora kilometra, wtem zarejestrowałam jakiś ruch tak… z 10-20m od drogi, którą idziemy. Poinformowałam M. o obecności dzików, żeby zachowł spokój i byśmy przyspieszyli kroku, póki psy się nie ogarnęły. Dziki zbiły się w ciasną gromadę ustawiając zadami do siebie i obserwowały nas zastygłe w miejscu, strzygąc tylko uszami. Wierzcie mi, jak bardzo dziękowałam Opatrzności, że nasze psy ich nie zwietrzyły, a dziki postanowiły się nie ruszać.

Pierwsze dziki w życiu Donnera spotkaliśmy w Krakowie.

Ale wyobraźcie sobie teraz sytuację, że psy biegają sobie luzem po lesie. Nie muszą się wcale oddalać. Wystarczy, że zejdą trochę na bok ze ścieżki. Gdyby nie to, że ja mam zawsze oczy dookoła głowy, M. pewnie zauważyłby dziki, dopiero jakbyśmy je mijali, lub jakby psy je zwęszyły i narobiły raban, bo nie wiem jak reagują na dziki… Bo do tej pory spotkaliśmy je dwa razy i ku mojemu niesamowitemu szczęściu, dwa razy ich nie zwietrzyły. Ale luzem biegające psy, bardzo szybko złapałyby trop. I co z tego, że mają idealne odwołanie? Kiedy przy takiej odległości, zorientujesz się, że poszły tropem, a nie “zwawąchały się”, to zanim je zawołasz psy będą już praktycznie pomiędzy dzikami. Oczywiście wypłoszone dziki powinny uciec, ale kto tak naprawdę wie, jak się zachowają, a może zaatakują jak koziołek z pewnego popularnego filmu?

Linka w niczym nie ogranicza psa

Także uważajcie w lesie. Są inne fajne miejsca do wybiegania psa – pola, łąki, nieużytki, rozlewiska rzek itp. Tam też jest ryzyko spotkania zwierzyny to fakt, ale jest większa szansa, że zobaczycie ją na tyle szybko i na tyle daleko, że faktycznie będzie czas odwołać psa, w przeciwieństwie do lasu, kiedy zwierzyna potrafi wypaść prosto na Was lub skryć się między drzewami także, że nasze oko jej nie zauważy. Inna kwestia, że na otwartej przestrzeni większość psów nie będzie miało szans z sarną czy zającem i nawet jeśli pies znacząco się od Was oddali, masz dużo dłużej go na oku. Oczywiście to nie usprawiedliwia i w żadnym wypadku nie daje przyzwolenia na ganianie zwierzyny, ale las jest ostatnim miejscem, w którym powinno puszczać się psa luzem. Przede wszystkim dla jego dobra, ale i dla dobra dzikich zwierząt, oraz dlatego by potem nie płakać, że psiarzom odbiera się kolejne prawa do spacerów czy wstępu gdzieś. Bo skoro nie szanujemy przepisów prawa (których często nawet nie znamy), nie mamy się czemu dziwić, dlaczego nas „nie lubią” i nakładają na nas coraz większe obostrzenia czy to w miastach, czy w Parkach Narodowych – niestety na nasze własne życzenie.

Pies na smyczy to nie wstyd

Ogółem: 621, dzisiaj: 1

19 Comments:

  • Ela pisze:

    Ja akurat swojego psa puszczam w lesie luzem, ale od jego szczenięctwa miałam okazję oswajać go z dziką zwierzyną i obserwować jego reakcje na nie, czyli, że jej nie goni. Mieszkam w Gdyni, na głównej trasie przelotowej Trójmiasta, a mimo to dziki to mi niemal w ogrodzie urzędują, lisy biegają po ulicach i inne cuda się dzieją. Mój pies się dzików boi, sarną zaiteresuje, ale tylko na tyle, aby podbiec kilka krokow w jej kierunku, chyba po to, aby lepiej powąchać, lisa zignoruje, a po lesie biega w zasięgu głosu i wzroku. Niemniej, nie odważyłabym się go puszczać luzem nie wiedząc, że nie ma ciągot do gonienia dzikich zwierząt oraz jeżeli nie jest oswojony z jakimś typem zwierza. Np. w górach luzem go nie puszczę – nie wiem jak zareaguje.

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      Każdy sam decyduje o swoim psie, ja wolę nie ryzykować. 🙂

    • Joanna pisze:

      Mój pies też się nie interesował zwierzyną dziką…do czasu…az nagle któregoś pięknego dnia wytropił małą sarenkę nad zbiornikami,gdzie mieszkamy, w Trójmieście. Obudził się w nim instynkt, którego wcześniej nie wykazywał. Na szczęście sarence krzywdy nie zrobił bo zagonił ją w moją strone i udało mi się go złapać i dosłownie powalić na ziemię i całym swoim ciężarem przytrzymać przy użyciu tzw. przez weterynarzy “chwytu weterynaryjnego”. Pies waży tylko 25kg, ale siłę jaką w danym momencie miał w sobie to jest coś niesamowitego a nawet przerażającego. Instynkt i pogoń za dziką zwierzyną… Nie życzę nikomu by to przeżył i to dosłownie przez naszą naiwność ” on się nie interesuje, mój pies nie biega za dziką zwierzyną, on jest do odwołania” No…niestety to jest tylko i wyłącznie zwierzę…. zwierzę które ma instynkt….Więc dla własnego komfortu psychicznego zanim Pani puści kolejny raz pasa luzem po lesie, proszę niech Pani sie dobrze zastanowi… My po lesie psa nigdy luzme nie puszczamy i nie puszczaliśmy, nad zbiornikami do tej pory biegał luzem ale tylko by wyhasał się z innymi psiakami, od tamtej pory chodzi tylko i wyłącznie na smyczy przy nodze lub na długiej linie. Spacery z lekkich i przyjemnych zmieniły sie w ciągłe wąchanie , tropienie i w dodatku gdy poczuje sarne lub zająca już z bardzo duzej odległości komunikuje innym psom które do niego podejdą ” to jest moje” , nawet na koty zaczął tak reagować. Więc całe posłuszeństwo które wypracowaliśmy sobie przez 2 lata odkąd go mamy, na nowo szlifujemy, przez jeden incydent, którego nikt się nie spodziewał…bo “mój pies nie goni saren ani zajęcy”. Także wszystko jest do czasu…Być może nie powinnam opowiadać tej historii ludziom,bo przecież “to zrobił mój pies, moj Pimpuszek, ułożony, słuchający się, posłuszny” ale to robię dlatego żeby ich uświadomić że pies to tylko pies i zwierzę, które ma instynkt i nigdy nie ma nic “na pewno” “mam pewność” wszystko jest do czasu….

      • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

        Dzięki za ten komentarz! <3 zawsze mówię ludziom, że pies to tylko zwierzę. Że nie ma czegoś takiego jak bezwarunkowa przywołanie w 100%, że skoro ludzie się mylą popełniają błędy, to psy tym bardziej. Że nawet psy sportowe czasem wyłonią / pomyślą komendę. No ale, póki nie zdarzy się ten jeden raz że namacalne się o tym przekonają to nie chcą w to wierzyć…

  • To ja dołączę „z drugiej strony”. Pies bez smyczy, niezależnie od tego czy w lesie, na ulicy czy w parku, to pies bez smyczy i nie zawsze właściciel jest w stanie nad nim zapanować.

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      Dokladnie, pies to zwierzę. Naiwny ten kto uważa, że jego pies jest odwolywalny w 100%. Każdy może się pomylić, a u zwierzęcia może wziąć górę instynkt, więc nie można nigdy zakładać, że pies zawsze coś zrobi. Nawet psi mistrzowie świata w psich sportach czasem się pomyla.

  • Sporo racji. Nigdy tak na to nie patrzyłam, jednak i tak patrząc w przeszłość, nie zrezygnowałam ze spacerów z psem po lesie. Pies mały, po przejściach, długo żyjący dziko i smyczy założyć sobie nie da. Inne “wiejskie” psy i tak tam latają, więc zwierzyna jest chyba już przyzwyczajona, bo jedyne co da się spotkać to sarenkę z daleka lub bażanta. Dzików na szczęście brak. Chyba nie potrafiłabym odebrać tyle radości psu.

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      Nie chodzi o to by odbierać psy radość, smycz to nie kara. A spacer na smyczy może być równie fajny dla psa. – kwestia chęci.
      Ale to już indywidualna decyzja opiekuna gdzieś i kiedy puszcza psa .

  • Only4Pets pisze:

    Zdumiewająco przeczytana, pozytywna strona, gdzie wymyśliłeś dane na temat tego posta? Przeglądałem teraz kilka artykułów na twojej stronie i naprawdę podoba mi się twój styl. Kołysacie się i proszę, utrzymujcie realną pracę.

  • Piotrek pisze:

    Świetny artykuł! Często chodzimy na leśne spacery z naszymi psami i niektórzy niezorientowani właściciele innych psów psują całą wycieczkę.

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      Dziękuję. Trzeba uświadamiać ludzi. Niech każdy robi jak uważa, ale niech przynajmniej wie, czym to grozi i że może komusz to przeszkadzać.

  • Santo pisze:

    Mnie też się wydawał że jestem w stanie odwołać mojego Kazana teraz już tak nie myślę , była to łąka przy lesie niestety dziki wyszły na skraj pies złapał zapach zauważył i stał się głuchy na wszystko pognał w las za dzikami, 30 minut sie potem szukaliśmy .A swoją drogą to ciekawe sarne odpuści z trudem bo z trudem ale da rade,kota zignoruje a dzik wywołuje u niego jakaś furię .W tym roku dziki to jakaś plaga nie jestem w stanie całkiem bez stresu spuścić psa praktycznie nigdzie .

  • Aśka pisze:

    Szczerze mówiąc spacer luzem daje mojemu psu o wiele więcej radości. Na razie budujemy jego kondycję więc nie biegamy szybko, raczej w otwartym terenie. Jednam moje ulubione tereny do biegania to leśne ścieżki, także docelowo pies powinien być na smyczy. Na biegowej, krótkiej smyczy z amortyzatorem jest nieszczęśliwy 🙁 Linka – moje przekleństwo. Plącze się w każdych możliwych okolicznościach, nawet w roślinkę, którą ledwo widać. Jak zamoknie jest ciężka i takie 15 m mokrego sznura wlokącego się za zwierzakiem mocno obciąża mojego niedużego psa – pewnie Donner nie miałby tych problemów 🙂 Flexi, które jest dłuższe do biegania się nie nadaje 🙁 Czy jest na rynku jakaś trwała, lekka i nienamakająca linka? Taka, która po spacerze nie wygląda jak wykopana z ziemi? Może jakiś artykuł jak radzić sobie z tym ustrojstwem? Bo na razie to dla mnie strasznie upierdliwe….

  • Aska pisze:

    Oooo to faktycznie wygląda lepiej 🙂 wczoraj w akcie desperacji pies biegał na wstążce (takiej materiałowej, do pakowania prezentów). W sumie dała radę, bo on tylko 12 kg ma, ale nie wiadomo jak długo by wytrzymała. A był o wiele szczęśliwszy niż na amortyzatorze, więc kierunek dobry, ta linka trochę jakby podobna, ale na pewno trwalsza. Dziękuję za radę i ponawiam prośbę o porządny artykuł (bo jak dotąd znalazłam tylko nieporządne…) o linkach i ich użytkowaniu w terenie. Dla przeciętnego właściciela to wyższa matematyka 😛

  • Aśka pisze:

    Ok to już nie naciskam 🙂 A jak Pani wyprowadza w teren jednocześnie dwa psy? Mój jest już całkiem ogarnięty, korci mnie żeby przygarnąć jeszcze jedną bidę, ale to ja będę głównym opiekunem. Mam wątpliwości czy to wszystko ogarnę. Miałam przez dwa tygodnie oprócz mojego małego cudaka jeszcze psa cioci i oprócz plątania się kundli na smyczy było fajnie 🙂 Na początku chaos i cała ulica nasza, pod koniec już lepiej, ale jakby miało być tak na stałe to jednak nie- trzeba coś jeszcze wymyślić. Tylko co? Przy nodze głównie?

Leave reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *