Dog in the castle – zamek w Czersku

– Choć moja księżniczko zawiozę Cię na zamek. – powiedział pewnego popołudnia M. wyłączając telewizor. Zgodziłam się chętnie, nie wiedząc co się szykuje. Obstawiałam bowiem jakiś spacer z Donnem, więc tak jak wróciłam z treningu z nim, tak z powrotem narzuciłam tylko byle jakie buty i oświadczyłam, że jestem gotowa. Wyobraźcie sobie jak niesamowicie się zdziwiłam, kiedy okazało się, że faktycznie jedziemy zdobywać zamek! M. zaplanował wypad na zamek w Czersku, na który natknął się zupełnie przypadkowo jadąc odebrać rakietę tenisową. No, ale mógł powiedzieć, że jedziemy zwiedzać zamek… A nie jak zwykle, Amelka w wersji „hodowca psów” w brudnych zadeptanych przez Donnera butach, w obślinionych spodenkach i ze śmierdzącą kiełbasą saszetką idzie do ludzi. Ale to samo Donner, ubrany jak na spacer – obroża, smycz, kaganiec, okulary, a tu się okazuje, że po schodach trzeba chodzić, by na wieżę wyjść, a ogólne żeby dostać się na zamek to trzeba wspiąć się pod górę, więc jak nic przydały by się szelki i amortyzator. Ale na spontanicznej wycieczce nikt o tym nie pomyślał. Co śmieszniejsze, dopiero pisząc ten wpis zdałam sobie sprawę, że cały sprzęt mieliśmy w aucie, wystarczyło go tylko założyć… – brawo ja!

WP_20160721_18_16_27_Pro__highres

Na tą wieżę wyjdziemy! I na drugą też 🙂

Do zamku podjechaliśmy od strony pomnika przyrody Jezioro Czerskie, który niestety był ogrodzony drutem kolczatym, a my jakoś też nie doszukiwaliśmy się zanadto wejścia na ten teren, skupiając się na zamku. Po kilku minutach wędrówki pod górę, przywitały nas pozostałości muru. M. uznał, że wchodzimy, choć ja oponowałam, bo może są tu jakieś bilety i trzeba poszukać kasy? Choć z drugiej strony jeśli tak by  było, to wejście na zamek powinno być jakoś zabezpieczone by nie wchodzić od tyłu. Więc wielce ogarnięta rodzina Bartoniów przeszła przez niziutki murek i znalazła się na zamkowym dziedzińcu. Zadowoleni z siebie przeszliśmy przez cały zamek, do kasy po to by kupić bilety. Niestety okazało się, że kartą nie zapłacimy… Na szczęście pani w kasie machnęła na nas ręką i pozwoliła nam pozwiedzać, a jak wyjdziemy i pojedziemy do miasta po gotówkę to możemy wrócić i jej zapłacić – choć pewnie sama nie wierzyła w to, że tak się stanie.

WP_20160721_18_17_30_Pro__highres

Ups… chyba weszliśmy od tyłu.

Zadowoleni z przychylności losu wzięliśmy się dzielnie za zwiedzanie! Wyszliśmy po stromych schodach na wieże, poczytaliśmy o smokach, legendach i historii, a Donner jak zwykle budził nie małe zainteresowanie: „bo jak on tam wyszedł!?”. A no normalnie, po drabinie i schodach. Choć mieliśmy się trochę oszczędzać z powodu urazu łapy, ale nie mogliśmy zabronić psu wejścia na wieżę, skoro też chciał zobaczyć… i to dosłownie. Ten pies nigdy nie przestanie nas zaskakiwać. Podchodzimy pod mur przy zamku, a Donner już na niego wskoczył, bo trzeba zobaczyć co jest po drugiej stronie i szykuje się by zejść na dziedziniec. Weszliśmy na wieżę, a ten ciągnie do okienka, wspina się na nie przednimi łapami i … patrzy… M. panikuje: nie pozwalaj mu… ale Donner nie zamierza wskakiwać na okno, czy też przez nie wyskakiwać, on po prostu lubi popatrzeć, po czym z niego schodzi i przestaje się dłużej interesować danym miejscem, ciągnąc z powrotem na schody, bo tu nudy. Może gdyby umiał czytać to by sobie tabliczki informacyjne poczytał, a tak, pies ma zasadę: wejść-zdobyć-zobaczyć-zejść. Więc po co się pcha jako pierwszy, by zobaczyć co jest na szczycie schodów – nikt nie wie, ale przynajmniej nie musimy go ciągnąć ze sobą na siłę.

WP_20160721_17_59_32_Pro__highres

Na wieży widoki zapierające dech w piersiach… tylko te sady psują efekt.

Choć w sumie nie dziwię się, że i pies lubi popatrzeć. Na wieży widok jest niesamowity na okoliczne tereny… dosłownie zapierający dech w piersiach i wszystko byłoby cudownie gdyby nie te sady… na które dosłownie nie mogę patrzeć.

Pochodziliśmy jeszcze chwilę po dziedzińcu, by ostatecznie wyjść tą samą drogą co przyszliśmy, pojechać do miasta po pieniądze i oddać Pani za bilet, a co! Jesteśmy uczciwi, i szczerze głupio było nam, że nie pomyśleliśmy by wziąć gotówkę.  Trochę szkoda, że nie udostępniono choćby fragmentu lochów do zwiedzania i w sumie poza dwoma wieżami – punktami widokowymi, to za wiele tam zwiedzania nie ma, ale Czersk na wypad po pracy, w środku tygodnia jest świetnym miejscem. Cichym, spokojnym i niezwykle uroczym. Także polecamy wszystkim, którzy postanowią pojechać gdzieś na kilka godzin z dala od miasta.

WP_20160721_17_56_46_Pro__highres

A po takich schodkach wchodziliśmy.

Po 40min chodzenia po zamku, postanowiliśmy pojechać jeszcze na chwilę nad Wisłę, gdzie Donner wykopał sobie w piasku dziurę, a następnie w niej zaległ w związku z czym przed wejściem do auta czekało nas pianowanie psa i szczotkowanie i pozbyć się piasku. Trochę zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi wróciliśmy do domu. Bo to, że nie mamy wakacji nie jest przeszkodą, by nie robić sobie krótkich wakacji – wszystko zależy od chęci, a chęci mamy sporo, tylko pomysłów mało, bo Mazowieckie znamy bardzo słabo i sadownicze okolice Grójca skutecznie zniechęcają nas do poznawania tego rejonu, bo w obrębie kilkudziesięciu kilometrów są tylko i wyłącznie sady…. A nawet kiedy na Gogle Maps znajdziemy gdzieś nieopodal las, albo łąkę, w rzeczywistości okazuje się, że to kolejny sad, albo łąka wydzierżawiona pod pola uprawne, jak w przypadku lądowiska Grójec. Jeśli więc znacie jakieś fajne miejsca na popołudniowy lub sobotni wypad koniecznie napiszcie nam w komentarzu albo na fanpagu. Pomóżcie nam poznać Mazowsze! Mogą być to zamki, ruiny, muzea, piękne przyrodnicze szlaki – nie jesteśmy wybredni, byle by nie było tam tych cholernych sadów, a my chętnie wykorzystamy nasze osiem godzin prywatnego życia po pracy na takie wypady.

P_20160721_180855

Mad king Donner

Pomysły na najbliższe wypady na Mazowsze znalezione u naszych blogowych kumpli:

 

(Visited 558 times, 1 visits today)
  • Kasia Żyrafa

    Czy ja dobrze widzę, że Donner się uśmiecha ? 🙂

    • Tak, w końcu dziecko miało jakąś namiastę wakacji 😛

  • PSIOLUBNI

    Czyli nie tylko ja chodzę prawie wszędzie jak „hodowca psów?” Dobrze wiedzieć. 🙂 Wycieczka przednia, Donner uśmiechnięty, piękne widoki. Czego chcieć więcej? 🙂

    • Ja bym się naprawdę ubrała jak człowiek, jakbym wiedziała 😛 Ale pewnie i tak po kilkunastu minutach byłabym już obkłaczona i zaśliniona 😛
      Zdecydowanie wycieczka była udana!

  • Przypadkiem tu zawitałem, aby dowiedzieć się czy z moim owczarkiem dostanę się do zamku w Czersku (jestem pozytywnie zaskoczony). De facto nigdy nie miałem psa i wyszło tak, iż mam pięknego dużego owczarka 8 mc Barego. Na pewno znajdę na Twoim blogu sporo dość istotnych informacji dla takiego pieskowego laika jak jak 🙂 Pozdrawiam Cię serdecznie Albert

    • Cudownie! Bardzo sie cieszę, że te informacje pomogły! Zapraszam serdecznie do dalszej lektury. 😉