Donner spokój!

Jak wielokrotnie pisałam, kiedy zdecydowaliśmy się wziąć Elę najbardziej obawialiśmy się tego jak poradzi sobie z tym Donner. Czy będzie w stanie zaakceptować szczeniaka, tolerować go i nie zagryźć? (O dogadaniu Donnera i Eli przeczytacie tutaj) W końcu Donner ma nie lada problemy z psami i zachowuje się nieobliczalnie, nawet w stosunku do psów, które potencjalnie lubi i zna od szczeniaka. Wystarczy gorszy dzień, nuda, krzywe spojrzenie i awantura gotowa, bo Donner poczuł się urażony tym, że jego kumple mocniej machnął ogonem w prawo niż w lewo, a on akurat wolał, żeby bardziej machał w lewo – tak obrazowo wygląda mniej więcej myślenie i problemy Donnera. Cykająca bomba, która nigdy nie wiadomo kiedy i czemu tym razem wybuchnie.

W takim przypadku, wzięcie szczeniaka wiązało się z niemałym ryzykiem, mimo to podjęliśmy je świadomie i na całe szczęście obyło się, jak do tej pory, bez wybuchu, co więcej jestem niemal pewna, że Elunia potrafi bardzo szybko zdmuchnąć spalający się lont.

Bo co by nie mówić, to wspólna zabawa jest super!

Bowiem odkąd pojawiła się w domu Ela, Donner zwariował na jej punkcie. Nagle okazało się, że Donner potrafi być cierpliwy i delikatny. Można wziąć zabawkę jednym kłem udając szarpanie się, tylko po to, żeby szczeniak mógł wygrać. Nagle można bawić się w zapasy w taki sposób by nie uderzyć ani razu zębami, mimo że wszystkie zęby były wyszczerzone jakby chciał ją pożreć. W udawanych zapasach pozwalał się „zagryźć”, by później role się odwróciły, z tym że Elka zagryzała go „na poważnie” dając z siebie wszystko, on natomiast łapał ją za główkę, albo za nogę pyskiem w ogóle nie zaciskając zębów. Bardziej na zasadzie „mam Cię” niż faktycznej wygranej. Z dnia na dzień bawili się w ten sposób przeplatając zapasy, szarpaniem się i ganianiem. W miarę jak Ela zaczynała dorastać, Donner zmieniał taktykę to zaczynając mocniej się szarpać, to przestawał dawać jej „fory” w sensie wywracać się na każdy jej atak, tylko mała musiała się trochę namęczyć zanim udało się „jej go zagryźć”. Donner nauczył się, że jeśli wyrwie i zabierze Eli zabawkę ta odpuści i nie będzie się z nim bawiła. Bardzo szybko zaczął więc dostosowywać poziom „zabawkowej obsesji” do zainteresowania Eli, gotów oddać jej piłkę, kiedy wyczuwał, że jak Ela przegra nie będzie chciała się z nim bawić.

Jednym słowem wychowywał ją i uczył tego, czego mnie się wydawało, że sam nie umie – umiaru, spokoju, delikatności… a tak naprawdę od pierwszych dni, to Ela wychowywała jego.

Donner stój!

Donner bardzo słabo czytał psie sygnały, Ela natomiast pięknie potrafi się z nim komunikować swoją mimiką i zachowaniem pokazując mu jasno co jest OK, a co nie. Wielokrotnie przerywała zabawę, kiedy czuła się w niej niekomfortowo panicznym krzykiem i „dachowaniem” czyli wywróceniem się na plecy, nawet wtedy kiedy z mojego punktu widzenia nie działo się nic złego. Z czasem zaczęłam dopiero dostrzegać to, że Ela robi to za każdym razem kiedy Donner się nakręca mimo, że jeszcze wszystko jest ok, ale pojawia się w oczach obłęd, co mogło by skutkować utratą panowania nad sobą. Ela przerywała zabawę zanim Donnerowi odłączył się mózg.

W efekcie czego, Mała bardzo szybko nauczyła się manipulować Donnerem. Na początku to on nie radził sobie z jej emocjami i energią i próbował ją wywrócić lub zatrzymać (dość brutalnie) za każdym razem kiedy Ela się rozbrykała lub zaczynała bawić, jednak z czasem nauczył się to ignorować, a Ela dalej nad nim pracowała. Uparcie pchając mu się do legowiska, wpychając nos do miski (mimo kilkukrotnego kłapnięcia zębami, żeby się nie zbliżała) ona nie przejmując się tym i opracowywała niecny plan, jak osiągnąć to czego chce.

A ja nie interweniowałam. Byłam zawsze z nimi, obserwowałam, ale nie wkraczałam, póki nie musiałam. A musiałam interweniować dwa, a może trzy razy, a tak naprawdę nie musiałam, ale nauczyłam się tego dopiero później, bowiem ani jedno ani drugie nie chce zrobić sobie krzywdy, a rozmawiać i kłócić się jakoś muszą.

Teraz role trochę się odwróciły, bowiem to Elka przejęła pałeczkę w domu. Można by rzec „zdominowała” Donnera, co prawdą nie jest, ale Donner w stosunku do niej zrobił się strasznie miękki i przypuszczam, że gdyby Elza umiała wydawać komendy, Donner robił by przed nią wszystkie sztuczki, dlatego teraz tak jak kiedyś bałam się o Elę, tak teraz muszę bronić Donnera przed nią. Nie żeby Ela była w stosunku do niego w jakikolwiek sposób agresywna. O nie! Po prostu miłość i słodkość Eli zaczyna przytłaczać Donnera. Ilekroć Donner zaśnie, za chwilę szczeniak pojawia się tuż przy nim próbując spać na nim lub wtulając się w niego. Ile razy dostał w łeb zabawką, bo Ela chciała się bawić i spuściła mu ją na głowę kiedy spał. Więc, kiedy widzę, ze Donner potrzebuje spokoju muszę odseparować Elę, by chłopak miał chwilę dla siebie. Ale są też niesamowite historie tego jak Ela pomaga mi w jego wychowaniu.

Donner jak przystało na długowłosego owczarka jest histerykiem, podnieca się niezdrowo na wszystko, czy to jedzenie, czy to przełożenie zabawki z miejsca na miejsce, czy założenie butów, czy zdjęcie kurtki. Wyjście na spacer, powrót ze spaceru, listek na drzewie, wiewiórka, reklamówka… całe życie towarzyszy mi jego mniej lub bardziej uciążliwe jęczenie lub wzdychanie. Ktoś powie ćwiczcie samokontrolę. Ćwiczymy, ale jego jęki, nad wyraz głośne dyszenie i wzdychanie trudno poskromić, bo nie chodzi o to, że pies nie panuje nad sobą, wyrywa się, nie robi zostań – nie. On poprostu całe życie hsteryzuje, mniej lub bardziej, co nie ma nic wspólnego z tym, że pies potrafi uspokoić się przed spacerem, przed podaniem jedzenia itp. On po prostu musi wszystko przeżywać. Ela zaczęła bardzo szybko łapać jego stany emocjonalne i sprawdzać go do parteru. Ilekroć Donner podnieci się tym, że idziemy na spacer dostaje od malej łomot. Kiedy na spacerze podnieca się na widok naszego samochodu, który musimy minąć, a on myśli, ze gdzieś jedziemy dostaje od Elki łomot. Doszło do tego, że kiedy idziemy we trójkę na spacer, Donner ignoruje psy, oddając pałeczkę Eli, która to obszczekuje je za niego, on natomiast idzie beztrosko machając sobie głową, jakby zupełnie nie widział co się dzieje. O dziwo kiedy idę z Elką sama, mała chce witać się z psami lub je ignoruje (chyba że któryś ja oszczekuje, to wtedy nie pozostaje mu dłużna), jednak kiedy idzie z Donnerem, przejmuje „jego obowiązki” szczekania na inne psy, co ewidentnie służy Donnerowi, bo na spacerze z Elą jest dużo luźniejszy, tak jakby ktoś zdjął z niego obowiązek kontroli otoczenia.

Donner jest przerażony, ale bawi się dalej.

Inną sprawą są spacery w lesie i „sarnie żniwo”, któremu Donner nie potrafi się oprzeć. Owszem potrafi już wrócić, kiedy skończy mu się linka na zaoferowaną zabawkę. Wcześniej, wlókł mnie na tej lince kilkanaście metrów zanim nie zholowałam go do siebie. Obecnie startuje do przebiegającej sarny, ale kiedy linka się kończy, a jego zafiksowany mózg usłyszy, że go wołam wraca bez problemu, odpuszczając dalszy pościg. Co na to Elka? Elka nie ogarnia jego obsesji. Biegnie z nim na długość linki, a potem spuszcza mu łomot jeśli zanadto ociąga się z powrotem do mnie, a sarny – ogląda, a nie kusi jej ich godnienie. Potrafi też sama przyprowadzić Donnera, kiedy zanadto puści się tropem w las, a ja bezsilnie próbuję go odwołać, żeby nie poplątał się w drzewach. W takich sytuacjach pomoc Eli jest nieoceniona. Jedno przywołanie, drugie, Mała zdążyła już kilka razy zrobić „równaj” poprawiając pozycję, bo przecież przyszła, a ja dalej wołam i kiedy Elka stróż prawa znajdzie winowajcę w ułamku sekundy jest przy Donnerze. Złapie go za linkę, albo za szelki i stanie zapierając się czterema łapami, a skubana jest na tyle silna, że potrafi go zatrzymać, nawet jeśli miałaby się go uwiesić i wlec za nim. Co więcej będzie go potem ciągnęła za sobą, powarkując dopóki nie sprowadzi go w moje okolice. Owszem poplączą się wtedy obydwoje o wszystkie możliwe krzaki, ale Donner musi wrócić, bo matka wołała. Wprawdzie Elka wychowuje go jakby nie patrzeć „awersyjnie”, ale skutecznie.

Ma też swoje zasady co do porządku w domu. Wszystkie zabawki nieważne czy jej czy Donnera, wszystkie ukochane śmieci, przemycone patyki, kocyki, papierki mają leżeć w klatce. Niech Donner spróbuje wynieść swojego miśka poza pokój zabaw! Momentalnie szczeniak pojawi się przy nim i zawlecze go za tą zabawkę do klatki i tam zostawi. Bo Eli nie chodzi o to, żeby zabrać mu zabawkę, tylko o to, że jak chce się bawić ma to robić w klatce. Oczywiście zasady te nie obowiązują Eli, która może wynieść zabawkę i wtedy bawią się w pokoju, ale po skończonej zabawie lub wygranej Ela triumfalnie sprząta zdobycz do klatki. Wprawdzie Donner nauczył się już cichaczem wynosić ukochane zabawki i znosić na swoje posłanie (przynajmniej te najukochańsze jak Stich) i póki Ela tego nie widzi, nie ma większego problemu, ale jeśli nieuważnie obudzi szczeniaka musi liczyć się z tym, że zabawka zostanie mu odebrana i zaniesiona na miejsce.

Elka zatrzyma go za wszelką cenę

Poza tym Ela jest bardzo czuła i kochająca. Strasznie się złości, kiedy nakładam Donnerowi kaganiec i ostatnio opracowała nową metodę protestu (bo zjedzenie kagańca nie poskutkowało) wkładając mu kufę do pyska wtedy kiedy chcę założyć kaganiec, lub wylizując go wtedy po nosie tak żebym nie mogła nałożyć tego narzędzia tortur. Kiedy zapuszczam Donnerowi krople, szczeniak zawsze czeka w pogotowiu, żeby od razu wylizać mu oczy, z tego co tak go piecze. Bardzo dba o niego tego nie można jej odmówić, przy okazji wychowując i wprowadzając w domu zasady, których ja nie umiałam wyegzekwować, bo i aż tak nigdy nie przeszkadzały mi problemy Donnera, by musztrować go na każdym kroku.

A czy Donner uczy czegoś Elę? Oczywiście. Elza podpatruje jego zachowania, apropo wykonywania komend (dokładnie to samo robił kiedyś Donner). Widać to najbardziej w przypadku „nie rusz” i „weź”, kiedy Mała zawsze najpierw spojrzy na Donnera, czy „weź” to znaczy, że już na pewno wolno i kiedy Donner zje nagrodę, ona dopiero bierze swoją, albo upewnia się czy nie zatrute…. Ku mojej uciesze Elka natomiast nie przejmuje jego głupich zachowań i nawyków Donnera, mając swoje poglądy i zasady. Ale kto tak naprawdę wie co kieruje zrachowaniami Eli i czy to nie jest jakiś Obcy w skórze mojego szczeniaczka.

Ale i tak są przyjaciółmi

Synchronizacja podczas biegu.

(Visited 650 times, 1 visits today)
  • Sheala za to – pies łagodny, cierpliwy, po prostu doskonały wobec kotów, chomików i świnek morskich – ciora szczeniaka bez litości. Zaskakujące te owczary.

  • Zazdroszczę, że Donner ma z kim się bawić – moja psica ma do zabawy tylko 2 dorosłe koty, ale uwielbiam podglądać ich mowę i każdy sygnał ostrzegawczy. Dogaduje się zarówno z kotami jak i z psami – wszystkimi poza …. owczarkami niemieckimi. Może sobie uroiła, że jest jedyną przedstawicielką tego gatunku? A zabawki roznosi po całym domu i weźmie z powrotem do koszyka tylko jak ma ochotę się tym bawić ….

    • U mnie koty to też byli najlepsi kumple, póki nie pojawiła się Elka. Co do owczarków to większośc psów (w tym owczarków również) nie lubi się z nimi bawić, ze względu na ich specyficzny tym zabawy, szczególnie tych u których cechy rasy są bardzo silne. Ganiane, podgryzanie, brutalne zatrzymywanie i przegalopowywanie po innych psach nie jest przyjemne, ale jest cechą rasy i dlatego ciężko im znaleźć przyjaciół, którzy lubią tak brutalne rozrywki.

      • wiem coś o tych zabawach – często mam siniaki na nogach, bo sunia „nie wyhamowała ” 🙂 a kotu jak za dużo jej rozrabiania to ostrzeże i palnie łapą w pychol i kończy się zabawa

        • Aaa bo koty idealnie potrafią ustawić sobie psa 🙂 U mnie jest to samo. Wystarczy że Wujaszek Ruu podniesie łapę, albo wyda z siebie bulgot, psy znikają. Chciałabym mieć taki posłuch jak on 😀

  • Mukudori Kuroko

    Hej, jestem nowa i w sumie poniekąd przypadkiem się tutaj znalazłam, ale czuję, że chętnie zostanę na dłużej! Spodobał mi się szczególnie ten post, bo bardzo obrazowo opisałaś zachowania Donnera i poczułam się trochę tak, jakbym czytała o swojej Herze. Zastanawiam się, czy to okropne podekscytowanie, z którym próbuję szósty rok walczyć, da się w ogóle jakkolwiek pokonać. Potrafi nieźle dać w kość! I czy to nie jest przypadkiem jakiś charakterystyczny stan mózgu owczarków niemieckich, bo znam kilka i wszystkie są nieźle pokręcone! 🙂
    I nawet z zachowania są całkiem podobni… Kiedy Hera miała koło czterech lat, kupiliśmy maltańczyka… Hera już była wtedy po jednym nieprzyjemnym incydencie z psem i bałam się, że mogłaby mu zrobić krzywdę, ale okazało się, że jednak potrafi być w miarę normalna! Jest dla Lili jak starsza siostra… Czasem z trudem ją toleruje, ale na spacerach jej zawsze pilnuje i jeśli za daleko odbiegnie, to leci za nią i wracają już razem. A jeszcze większym szokiem było dla mnie to, że jeszcze więcej uczucia okazuje naszemu nowemu kotu! 🙂
    W każdym razie owczarki niemieckie to zdecydowanie cudowna rasa, chociaż raczej dla osób o mocnych nerwach i jeszcze większej cierpliwości!
    Sama też w niedalekiej przyszłości chciałabym pracować z psami, ale na razie dopiero zaczynamy blogowanie i inne takie, w odskoczni od nauki do matury i egzaminu zawodowego. W każdym razie chętnie będziemy wpadać tu częściej, bo to zdecydowanie motywuje do pracy! 🙂
    Pozdrawiam cieplutko!
    Ps. nie wiem, czy masz dość czasu, ale gdybyś chciała, to zapraszam do siebie na http://www.herartes.blogspot.com 🙂

    • Domeną owczarków jest to, że się łatwo ekscytują, a zmorą eksporterów, że ich „charakter” owczarka to sciema. Owszem da sie to wypracować, są przypadki z chrarakterem i nieustepliwoscia użyta, ale długo wlose onki to w wiekszosci ciapy, albo nadpobudliwe, agresywne bestie. Zagladaj czesciej bedzie mi milo!