Kurs Instruktorski Canid – zjazd pierwszy.

Pierwszy zjazd przyszłych instruktorów dobiegł końca. To był wspaniały tydzień, tydzień na który czekałam półtora roku w którym liczyły się tylko psy i około psie sprawy. Niby dopiero wróciłam, a już tęsknie! Nigdy nie sądziłam, że tak będzie ciągnęło mnie do nauki, a jednak…

Kurs w Canid to nie tylko psie przyjemności. Wbrew pozorom to bardzo ciężka praca. Przede wszystkim psychiczna. Same zajęcia wydają się z boku być bardzo przyjemne. Rano spacer, później śniadanie, trening z psami. Wykłady o psach, psiej psychologii i behawiorze, zajęcia praktyczne z psami, ponownie wykłady, obiad, spacer, wieczorne rozmowy o psach. Cud miód i orzeszki. To prawda. Dla psiarza zakochanego w psach są to wakacje i wspaniała zabawa. W rzeczywistości tak jak pisałam jest to ciężka nauka. Wykład z zakresu zaawansowanej psiej i nie tylko psiej psychologii i behawiorystki. Mieliśmy także prawdziwą konsultację behawioralną i mogliśmy na własnej skórze zobaczyć z jak ciężkimi problemami muszą często zmierzyć się opiekunowie psów (przy których problemy Donnera to pikuś) – jak prowadzić wywiad z opiekunem, jak to wszystko przeanalizować i złożyć w całość. Bardzo cenne doświadczenie.

Największa frajdą oczywiście były zajęcia na placu. Pomimo zimna i przelotnych opadów deszczu – i nie ma że boli. Nie ma że się nie chce. Nie ma że zimno. Nie da się „odwołać” zajęć! Trzeba biec na plac mimo całej tej niechęci do wiosennej aury i przeziębienia. I dać z siebie wszystko, bo jeśli nie udowodnimy naszemu psu, że chcemy to robić, że sprawia nam to frajdę – jednym słowem nie zbudujemy u niego odpowiedniej motywacji – zapomnij, że coś zdziałasz, choć będziesz się dwoił i troił.

A motywacja to podstawa! Przez pierwsze cztery dni, nie mieliśmy z tym problemu ani ja, ani Donner. Pogoda była całkiem ładna, nawet trzeba było wyciągnąć okulary przeciwsłoneczne. Byliśmy pełni siły i energii, zmotywowani i gotowi do działania. Kryzys przyszedł dnia piątego. U mnie spowodowany był pogodą, która znacząco wpłynęła na mój nastrój, u Donnera wyszło już zmęczenie. W końcu dwa bardzo intensywne treningi dziennie to jest naprawdę dużo! Mimo to trzeba było wykrzesać z siebie radość i motywację mimo, że naprawdę było ciężko. Ale daliśmy radę i ostatniego dnia było już lepiej, choć kryzys odbił się trochę na naszej motywacji.

Na kursie instruktorskim skupiliśmy się na rozpoczęciu pracy z posłuszeństwem sportowym. Rozumiecie?! Ja, mój pies i posłuszeństwo sportowe. No way! A jednak dopadło mnie to, co tak szerokim łukiem omijałam. Ale niestety – egzamin jest bardzo trudny i wymagający. Pierwszy nasz psi egzamin, a trochę ich było, który po przeanalizowaniu wszystkich ćwiczeń wywarł na mnie wrażenie. Okej… przeraził mnie  – tak, mówię to ja z pełną świadomością swoich słów. Dobrze, że jeszcze dwa zjazdy, ale na samą myśl o nim czuję nie miły uścisk strachu w żołądku.

Naszym niewątpliwym sukcesem po pierwszym zjeździe jest plucie koziołkiem. Wszyscy uczyli się trzymać aport, a my oddawać. W efekcie czego pozostałe psy pracują teraz nad stabilnym chwytem, a Donnerowi tak spodobała się sztuczka z pluciem, że pierwszy raz pracuję z nim nad tym by trzymał coś w pysku. Robimy to przez kształtowanie, więc co wieczór sąsiedzi mają ciężkie życie. Ale mój pies pluje koziołkiem! I przynosi go, żeby wypluć!

Drugim sukcesem Donnera było wydłużenie kontaktu wzrokowego. Z psa, który nie potrafił się na mnie skupić kilku sekund z potrzeby kontrolowania otoczenia – skupienie uwagi na mnie jest wydłużone do prawie 20s. Bajka! Kiedy rozpoczynałam kurs trenerski, nie sądziłam e Donner da radę skupić się na mnie 5sekund, a tu taka zmiana!

Ćwiczyliśmy również utrzymanie prawidłowej pozycji podczas chodzenia na kontakcie wzrokowym i Donner w końcu zaczął zarzucać dupcią przy zakrętach! Nigdy nie sądziłam, że jakikolwiek mój pies będzie to potrafił, a tu proszę taka niespodzianka. I w cale nie potrzeba było miesięcy ćwiczeń by to załapał.

To takie trzy najważniejsze dla mnie elementy, które były najbardziej problematyczne, a które okazało się, że da się całkiem łatwo wypracować.

Sam pies na placu pracował wspaniale. Ta moja bestia zawsze mnie zaskoczy na wszelkiego rodzaju seminariach i szkoleniach. Z psa, który nie potrafi się minąć z innym psem by nie życzyć mu śmierci, na placu zamienia się w psa skoncentrowanego na pracy. Psa, któremu nie przeszkadza obecność innych psów i ich opiekunów. Psa który stabilnie zostaje na miejscu i skupia się na zadaniu, nie na wdaniu się w bójkę, choć czasem jak ktoś go urazi wtedy Donn powie mu co o nim myśli, ale stosunkowo szybko się uspokaja i wraca do pracy. Co więcej Donner na zajęciach potrafi się przywitać z innymi uczestnikami kursu i wyjść z utarczki nie nakręcając się na bójkę. Ot – cały Donner. Pies sprzeczności.

A gdzie w tym wszystkim miejsce dla Eli?

Ela była kursantem teoretycznym, dzielnie towarzysząc mi na wykładach. Rano przed śniadaniem robiłam z nią krótkie sesje treningową z posłuszeństwa i zabawy, a mała ku mojemu zdziwieniu nauczyła się odbicia od mojego ciała. Ogólnie niebezpiecznie wkręciła się we wszelkiego rodzaju skoki, podskoki i obroty w powietrzu. Chyba jej geny się pomyliły z borderem… no ale nie narzekam, w końcu tego chciałam z kolejnym psem tylko musze ją stopować, bo to jeszcze nie ten wiek na takie popisy.

W wolnych chwilach chodziliśmy na pastwiska, gdzie Donner na lince obchodził konie szerokim łukiem po przerażającym spotkaniu z Koniem Rafałem, Ela natomiast śmiało chodziła do koni się przywitać, zrobić im „Bu”, kiedy te je ignorowały, by ostatecznie uciec z wrzaskiem, kiedy koń postanowił zniżyć do niej chrapy i na nią parsknąć. Psy poznały się też z królikami, szczególnie zaprzyjaźniła się z nimi Ela obowiązkowo zakańczając każdy spacer zajrzeniem do każdej z klatki, by upewnić się czy wszystkie króliki są na swoim miejscu. Największa jednak zabawę psy miały z kozą i owcami. Koza na widok Eli stawała na tylnych nogach pozorując próbę bodnięcia, Ela w odpowiedzi przypadała do ziemi w ukłonie, a potem zaczynało się ganianie wzdłuż siatki. Donnera to nie rajcowało – on wolał owce, które na jego nieszczęście zupełnie go ignorowały. Na oszczekiwanie reagowały stoickim przeżuwaniem siana. Na obwąchiwanie również reagowały przeżuwaniem siana. Ostatecznie Donner wsadził swój łeb do ich zagrody pomiędzy szczebelkami nie mogąc pojąć czemu owce go ignorują. Kiedy jedna bardziej żywa owca podeszła do niego chwycił ją za głowę. Nie ugryzł – nie, nie. Po prostu wziął jej głowę do pyska, co owca zupełnie zignorowała. Zrozpaczony Donner wypluł ją i oszczekał z ewidentnym żalem, a owca dalej nic. Od tego momentu pies za każdym razem kiedy przychodziliśmy do owiec wylewał swoje żale, że owce się go nie boją, nie uciekają i same przychodzą żeby dać się ugryźć. Była to dla niego dobra lekcja, że nie każdego i nie wszystko da się zastraszyć. Jedynym problemem podczas kursu były i są kleszcze… W lasach, na polach, na padokach… W efekcie czego przez tydzień kursu z Donnera zdjęłam dwa chodzące po nim kleszcze, jednego z siebie, jednego z podłogi w pokoju i jednego ze ściany… Na razie psy są zabezpieczone tabletką, ale zaraz kończy się jej działanie. Na szczęście NaszeZoo zaopatrzyło nas w obroże Foresto na kolejny wyjazd. Grunt, żeby moje pieski były bezpieczne.

Kurs się skończył, a ja zostałam z całą listą zadań domowych. Po pierwsze trenujemy do porzygu koziołka i jego stabilne trzymanie – a na razie nie wypluwanie. Pilnujemy prawidłowej pozycji przy nodze i ładnego chodzenia – z energią, tempem i wszystkim tym, co zawsze było dla mnie piękne na filmach obi, ale trzymałam się od tego z daleka, bo mi się nie chciało…

Najgorszym natomiast zadaniem jest ćwiczenie czegokolwiek z odroczoną nagrodą. O ile nie mam ze sobą nagrody Donner daje radę, kiedy mam ze sobą nagrodę – Donner daje 200%, ale kiedy nagroda leży z boku, a ja coś od niego wymagam – Donner zawiesza się w pozycji „pilnuj nagrody”. Ale ćwiczymy… ćwiczymy dzielnie choć jest to ciężkie, ale damy radę! Musimy, bo już w kwietniu drugi zjazd!

Wszystkie zdjęcia z kursu możecie obejrzeć tutaj.

Inne spotkanie w Canidzie:

Ah, i nie zapomnijcie! Możemy spotkać się na żywo warszawskim oddziale
Centrum Kynologicznego Canid na zajęciach!

(Visited 375 times, 1 visits today)