10Lut

Na trening weź… karmę! O motywacji pokarmowej.

Zdaję sobie sprawę, że stanę się znienawidzonym blogerem producentów psich przekąsek treningowych, ale dziś opowiem Wam o tym, dlaczego moje psy ćwiczą ze mną na zwykłą karmę i dlaczego polecam to rozwiązanie każdemu. Ale przede wszystkim porozmawiamy o motywacji – dlaczego pies nie chce z nami pracować, dlaczego “nie lubi” sowojej karmy i gdzie leży przyczyna większości problemów z nauką psów, a raczej ich koncentracją na pracy.

Zanim jednak przejdziemy do typowej historii typowego opiekuna psa, który zaczyna szkolenie, małe wprowadzenie teoretyczne, by lepiej zrozumieć dlaczego warto posłuchać zaleceń trenera, które najprawdopodobniej pojawią się, jeszcze zanim przyjdziecie na pierwsze zajęcia, czyli “przegłodzić psa,śniadanie dać na treningu“.

Motywacja – Jeśli pies jest zmotywowany, to dąży do tego, aby coś zdobyć lub czegoś uniknąć. To coś będzie działało wzmacniająco na zachowanie, poprzedzające zdobycie (bądź uniknięcie).

Deprywacja – Wartość wzmacniająca nagrody jest tym silniejsza, im pies odczuwa większy brak tego, czego używamy jako nagrody.

Nasycenie – Używany wielokrotnie dany rodzaj nagrody sprawia, że pies zdobył jej wystarczająco dużo i traci motywację na jej zdobywanie. Wartość nagrody i jej siła wzmacniająca spada.

Podstawowe rodzaje motywacji (nagradzania) psa:

  • nagroda socjalna
  • jedzenie
  • zabawa
  • środowisko

Kiedy zaczynamy szkolenie psa, jeszcze przed pierwszymi zajęciami bardzo chętnie udajemy się do sklepu po psie przekąski treningowe. Żeby była motywacja, żeby pies chciał z nami pracować, żeby dać mu coś super i wiedział, że to nagroda za to, że się uczy.

Na pewno w większości psich szkół polecą Ci przegłodzić psa, czyli pominąć śniadanie, żeby psiak chciał pracować (może nie dać mu kolacji lub trochę ją zmniejszyć, jeśli “pies nie lubi jeść”), a potem zostaniesz poproszony o przyniesienie codziennej karmy, w ilości porcji dziennej/śniadaniowej, żeby pies zjadł pominięte śniadanie na treningu, w ostateczności możesz wziąć zapas jakichś smaków, jak by się skończyła karma lub pies był wybredny – na “dosmaczenie” karmy”. Mało który opiekun stosuje się do zaleceń (wiem,  bo sama przez to przechodziłam), mało który opiekun zastanawia się, po co są takie wytyczne, za to niemal wszyscy wyciągają z tego następujące wnioski:

  • barbarzyństwo – mój pies będzie głodny, bo nie dostanie śniadania w miseczce!
  • bezsens – mój pies nie lubi karmy, bo zawsze zostawia sobie na później.
  • muszę mu wynagrodzić to szkolenie, kupię smaczki, bo karmę ma na co dzień.

I tym o to sposobem na kolejnych zajęciach mamy psy nażarte po czubki uszu, bo bez śniadania się nie godzi się wychodzić (idealny przykład nasycenia). Psy są zupełnie pozbawione motywacji (bo po co starać się o coś na co nie mamy ochoty) i faktycznie nie mogą patrzeć na karmę, która niedojedzona została w misce, bo opiekun sypie miarkę, jak Pan Bóg przykazał, za każdym razem, kiedy w misce widać dno, dodatkowo okazuje się, że nawet zabawka nie jest zbytnią motywacją, bo jak się bawić, kiedy przy każdym ruchu psu ulewa się śniadanie? Bardzo często jest też tak, że psa trzeba nauczyć pracować “szkolić się”, więc kiedy nie potrafimy go tym zainteresować, pokazać, że to jest fajna zabawa, czy też na początku po prostu przekupić, by chciał z nami uczestniczyć w zajęciach w zamian za coś, to nigdy nie dojdziemy do etapu, w którym pies będzie chciał sam z siebie coś z nami robić, tak byśmy oboje się tym cieszyli i była to po prostu zabawa, a nie przykry obowiązek… dla obu stron.

Mimo to opiekun bardzo szybko staje się przeświadczony o tym, że jego pies nie ma motywacji. Że karma jest beee, więc kupuje coraz lepsze smaczki: zbożowe serduszka, plastelinkowe, kolorowe żelki. Przekąski szybko zmieniają się w suszone mięso, które zamienia się w parówki, a następnie ewoluuje w pasztet. Pasztety zastępowane są surowym mięsem na najwyższej klasy łososiu kończąc. A pies jak nie mógł patrzeć na jedzenie, tak nie może. Ogólnie to psiak szkolenia w opinii opiekuna „nie lubi” i jak ćwiczy, to ma minę cierpiętnika, a opiekun dostaje szału, bo to już połowa zajęć, a pies dalej nic nie robi, metoda „na jedzenie nie działa”, bo pies nie chce jeść, a przecież nie będzie na trening kupował 0,5kg łososia!

Każdy, kto był na szkoleniu, słyszał pewnie o „spalonej misce”, żeby nie karmić psa przed zajęciami, tylko żeby pies jadł podczas treningów – tyle ile wynosi porcja jedzenia lub tyle ile mówiąc kolokwialnie „ma ochotę ćwiczyć” – nie ma ćwiczenia, nie ma jedzenia, chyba że z przyczyn zdrowotnych, wieku etc. musi dojeść niezjedzoną porcję po treningu, choć działa to w dwie strony, bo jak mamy psa bardzo chętnego na jedzenie, nie danie mu śniadani może zupełnie rozbić trening, bo psiak będzie skupiał się tylko na zdobyciu jedzenia, ale już rodzaj pracy musi dobrać trener na szkoleniu, a my dziś rozmawiamy o psach, które nie chcą jeść, więc jeśli już je karmić to po treningu. PO TRENINGU, nie przed…. (Przykład deprywacji – pies będzie dążył do tego, żeby zjeść, bo jest głodny, więc będzie miał motywację by zdobyć jedzenie i z nami pracować.)  No ale jak tak można? W przeświadczeniu wielu osób w psiej misce musi być śniadanie, kolacja i nie zaszkodzi jak damy mu trochę ziemniaczków, co zostały z obiadu, a jeszcze dochodzi paczka smaczków, kiedy coś ćwiczymy w domu. Więc jak ten pies ma mieć motywację pokarmową? Powiesz, że pies jest głodny i to nie ludzkie głodzić psa, ale tak szczerze, jak często jedzą Wasze psy? Moje raz dziennie, więc jestem w stanie tak zaplanować trening, by nie przymierały przed nim głodem. Czy to ma aż takie znaczenie, czy zjedzą karmę z miski, czy tą samą porcję z ręki opiekuna na spacerze? Nikt nie każe Ci zagłodzić psa, czy doprowadzić do stanu w którym obsesyjnie będzie zbobywaj jedzenie, nie mogąc skupić się na pracy. Nie rozmawiamy też o psach “żartych”, które dadzą się pokroić zawsze za jedzenie w każdej ilości – bo ich ten problem nie dotyczy. Ale nic się nie stanie (również Tobie) jak pies, który “gardzi nagrodą żywieniową” raz na jakiś czas nie zje kolacji. Przecież nikt od tego nie umrze… A jeśli pies będzie ciągle nażarty (nie najedzony – nażarty), karmą która leży w misce, bo już nie może jej w siebie wcisnąć, resztkami z obiadu, gryzaczkami “na nudę” i smaczkami “za sztuczki”, to nigdy chętnie nie będzie pracował za jedzenie, szczególnie wtedy kiedy od niego tego oczekujemy. Ale spokojnie, to nie jest tak, że dożywotnie pies już nie zje z miski. Kiedy nauczysz go pracy, kiedy zbudujesz motywację spokojnie będziesz mógł dać mu jeść przed treningiem. Ale żeby dotego dojść, najpierw trzeba zastosować się do poleceń trenera. Ale kto się na to odważy?

I tak tworzą się wszelkiego rodzaju problemy z motywacją. Problemy z tym że pies nie pracuje, bo szkoła zła, pies zły, smaczki złe, metoda zła, wszystko złe. Wpadamy w spiralę oszukiwania samych siebie, zrzucania winy na otoczenie, szukania coraz lepszych smaczków, metod, szkoleniowców, odrzucając najprostsze z możliwych rozwiązań – zastosowanie do polecenia z pierwszej lekcji – nie danie śniadania, a raczej danie go podczas zajęć.

Wiele osób uważa, że praca na smaczki to głupota, bo pies potem bez smaczka nic nie zrobi. Może i jest to jakiś argument, ale zastanówmy się, czy na chwilę obecną bez smaczka (tego super hiper ekstra) ten pies zrobi cokolwiek? Czy mamy wypracowaną nagrodę socjalną lub pies pracuje na zabawkę (ale tak mądrze, nie obsesyjnie bez histerycznego pobudzenia)? Jeśli tak, to super, ale wówczas nie powinno mieć tym bardziej znaczenia czy pracujemy dodatkowo na karmę, czy smaczki. Tym bardziej, jeśli opiekun słyszał o nieliniowym nagradzaniu i stosowaniu nagród o różnej wartości. Taki opiekun nie powinien się martwić o to, że pies bez smaczka nic nie zrobi. Przecież tak samo zapracuje bez widoku piłki, czyż nie? Także teoria, że ucząc psa “na jedzenie” bez jedzenia nic nie zrobimy, jest wielką pomyłką, gdyż można ją odnieść do każdego rodzaju nagrody. A trochę ciężko nagrodzić psa piłką na sznurku w centrum Starego Miasta podczas uroczego przystanku w knajpce pełnej ludzi czekając w kolejce na lody, tym bardziej, kiedy dopiero zaczynamy naukę i potrzebujemy nagradzania małych kroczków, bez zbędnego pobudzania się i fiksacji. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest nauczenie psa pracy na jedzenie, tak samo jak wypracowanie nagrody socjalnej, czy mądrego nagradzania zabawką i innych rodzajów nagród środowiskowych. Ale z tych wszystkich rodzajów motywacji, to karma jest “najłatwiejsza” w obsłudze na początku szkolenia i najpraktyczniejsza podczas spacerów i codziennego życia, dlatego nie można zaniedbywać tej motywacji, a że na treningu nagrody żywieniowej idzie dużo, tym bardziej powinniśmy pracować na karmie – dla zdrowia i dobra naszego psa.

Zalety stosowania karmy na treningu:

  • Możemy ściśle kontrolować dietę i wagę psa unikając przekarmienia, alergii i rewolucji żołądkowych
  • Zawsze mamy zapas w domu – nie musimy dzień przed szkoleniem lecieć do zoologicznego uzupełnić zapasów, nie mamy też wymówki, że dziś nie ćwiczymy, bo skończyły się smaki.
  • Jest wygodna w podawaniu – w przeciwieństwie do sera/parówek/pasztetów nie rozciapie nam się w ciepły dzień w saszetce, mamy względnie czyste dłonie. W przeciwieństwie do super smaków pies łyknie ją na raz, nie będziemy tracić kilku minut po każdym nagrodzeniu na dokładne przeżucie np. plastra suszonego mięsa.
  • Zawsze w sytuacji trudnej czy spadku motywacji możemy użyć „lepszej” nagrody w formie właśnie smaczka czy przekąski. W przypadku gdy na co dzień stosujemy jako nagrodę super smaczki, kiedy spowszednieją nie będziemy mieli nic WOW!.

Oczywiście jak zawsze – każdy kij ma dwa końca. Smaczki same w sobie nie są złe, są wygodne i sama je czasem stosuję, bo mogą być super pomocne w treningach w rozproszeniu, kiedy motywacja psa faktycznie jest niska, szczególnie na początku szkolenia, kiedy pies jeszcze nie zna zasad lub nie radzi sobie w otoczeniu, które ma zbyt dużo bodźców, jest nowe/straszne lub zbyt atrakcyjne – wówczas super smaczek może być zbawieniem. Są też niezastąpione jako urozmaicenie treningu, ale nie powinny być podstawą codziennych ćwiczeń.  To wiecie już, dlaczego według mnie na codzienny trening karma jest lepsza, i dlaczego nie wyobrażam sobie codziennie ładować w psa porcji parówek, czy psich żelków… Ale w ogóle skąd wziął się pomysł, by na treningach stosować smaczki? Wszystko sprowadza się do braku motywacji psa podczas pracy… braku motywacji, którego można by uniknąć w bardzo prosty sposób – stosując się do zaleceń trenera.

Można bez jedzenia? Można.

Na koniec kilka pytań, które mam nadzieję dadzą Ci do myślenia, czy smaczki na codzienne treningi na pewno są dla Ciebie:

  • Czy stosujesz idealnie dobraną dla swojego psa karmę, wysokiej klasy, bez alergenów z głównym składnikiem najlepszym dla Twojego psa i w ilościach zalecanych przez producenta / dietetyka?
  • Czy uważasz, że stosowana przez Ciebie karma jest pełnowartościowa, więc nie ma sensu urozmaicać posiłków np. surowym mięsem, gotowanym jedzeniem, innymi, smakami?
  • Czy jeśli stosujesz smaczki to odliczasz je od dziennej dawki karmy, tak by zachować zalecenia żywieniowe?
  • Czy weryfikujesz rodzaj smaczków, czytasz skład, czy wybierasz te najbardziej kolorowe lub decydujesz się na parówki za 2,5zł, bo i tak idzie ich na treningu dużo?
  • Czy choć raz przeczytałeś dawkowanie smaczków? Trening trwa 40-60min. Ile smaczków podasz dużemu psu przez ten czas? Pewnie z pół opakowania jak nie więcej, czy aby to na pewno jest zdrowe i wpisuje się w dietę Twojego psa np. suchą karmę rybną, z minimum 70% mięsa i bez zbożową? A może karmisz BARFem? Czy dobierasz na trening przekąski zgodnie z dietą, czy może farbowane zbożowe żelki?
  • Czy przeliczyłeś ile kosztuje Cię kilogram tych smaczków, a ile kosztuje kilogram Twojej karmy?
  • Czy smaczki, które stosujesz są łatwo dostępne?

Pamiętaj smaczki nie są złe! Ale nie powinny być podstawą codziennych treningów. Jeśli pies nie chce pracować na karmę lub „nie lubi karmy”, problem zazwyczaj leży w misce, w tym ile pies je i czy opłaca mu się pracować, za jedzenie. Bo powiedz tak szczerze, czy tym byś chętnie pracował, za „zbędne” wynagrodzenie, którego masz pod dostatkiem?

 

Ogółem: 631, dzisiaj: 1

9 Comments:

  • Aga pisze:

    Pamiętam, że w książce Karen Pryor “Najpier wytresuj kurczaka” było wspomniane, że dla obcinanie porcji nie mialo wplywu na motywacje, a obiekty tak samo chętnie pracowały jedząc normalne posiłki + smaczki bo sama praca i łańcuchy zachowań były dla nich wzmacniające. Just saying 🙂 chociaż rozumiem że to nie odnosi sie do początkujących psow zwykłych Kowalskich idących do psiej szkoły i do psów które gdzies maja prace z opiekunem 😛 Ja na suchej karmie pracowałam i ceniłam sobie to rozwiązanie natomiast miało dla nas jedna wade – suka się ciągle chrupkami krztusiła bo polykala zamiast gryźć. Teraz jesteśmy na BARFIE i za smaczki służy gotowany kurczak wliczony mniej wiecej w dzienna porcje. Swoją droga, dla psów na barfie nie ma opcji znaleźć atrakcyjniejszych smaczkow niz ich normalne jedzenie 😀 Co do karmienia przed treningiem – ja karmie tak godzinkę przed. Wychodzę z założenia że reaktywny głodny pies w obcych warunkach to nie jest dobre połączenie. A że suka ma żołądek bez dna to nie ma opcji zeby popatrzyła mi krzywo na jedzenie podczas treningu. Także uważam ze to bardzo zależy od psa.

    • Wszystko się zgadza, ale żeby sama praca z opiekunem była dla psa wzmacniająca i przyjemna, pies musi się najpierw tego nauczyć, a żeby tego psa nauczyć należy mieć na początku wartościową nagrodę, dla dobrych skojarzeń, a większości rzeczy nie nauczymy/nie wyłapiemy/nie naprowadzimy/nie ukształtujemy przy pomocy zabawki czy innego rodzaju nagrody. Kiedy już mamy psa chętnego do pracy możemy sobie modyfikować nagrody i nic nie zmieni psie śniadanie, ale to już taki etap, że nikt nie będzie się zastanawiał “dlaczego pies nie chce karmy”, bo będzie umiał nagrodzić go inaczej. Nie piszę o psach, które znają tę aktywność, mają ją wpisaną w codzienne życie i umieją się cieszyć czasem z opiekunem. Tak samo, jak nie piszę o psach z problemami, bo nigdy nie ma jednego wzorca. Piszę przede wszystkim o psach na początku drogi treningowej. Psów, które “nie chcą pracować”, a właściwie odpowiadam na pytanie “dlaczego pies nie lubi swojej karmy i nie chce na treningu jeść” i dlaczego smaczki nie wiele zmienią, jeśli nie nauczy się psa pracy.

  • Julia pisze:

    Zgadzam się ze wszystkim, poza tym, że jestem ortodoksem i wszelkie syfiaste smaki są dla mnie aktem desperacji, bo właściciel nie potrafił zbudować motywacji na karmę/mięso w przypadku barfa u nas.

    • 😀 To fakt zdecydowana wiekszosć przekąsek treningowych pozostawia wiele do życzenia, szczególnie “kolorowe żelki”, ale na szczeście jest już sporo fajnych naturalnych przekąsek w formie suszków, czy dobrej jakości batonów / ciastek, także można zawsze coś wybrać na jakiś super smak. 😉

  • Monika pisze:

    Bardzo chciałabym przyklasnąć metodzie szkolenia na karmę, ale niestety, mam psa, który – wiem jak to brzmi – nie ma motywacji na jedzenie. Tak, tak, wiem, spalenie miski, ale on i tak prawie nie jada z miski. Tak wiem, przegłodzenie, ale nie mówimy o braku śniadania – po czterech dniach głodówki dałam sobie i psu spokój. Co i jak jada mój pies? Ano z maty węchowej i w formie aktywnego karmienia, szukania, łapania w locie itd. Ktoś mi to kiedyś polecił jako metodę na niejadka, ale chyba tylko pogorszyło sprawę. Nuk jada też przygotowane posiłki, ale szału również nie ma. Delikatnie, kęs po kęsie, wszystko musi najpierw powąchać… Trenujemy na gotowanej wołowinie albo kurczaku.
    Żeby nie zostać źle zrozumianą – mój poprzedni pies dosłownie rzucał się na jedzenie. Każde. Wszystko mógł zrobić za żarcie. Musiałam go uczyć spokojnego brania z ręki, spokojnego jedzenia z miski. Olbrzymia większość psów tylko patrzy, co tam mam w kieszeni, razem z kawałeczkiem karmy całą rękę zmieszczą w paszczy. Natomiast Nuk tak nie robi, od początku była niejadkiem. Nie wiem, jak długo może trwać psia głodówka, może kiedyś wrócę do tematu, ale muszę powiedzieć, że dla mnie te cztery dni, to było bardzo dużo. Pod koniec piątego dnia nasypałam karmę do maty i zjadła.
    Mam wrażenie, że ten pies nigdy nie jest głodny.
    Więc zazdroszczę Wam tej psiej chęci pracy za karmę. I że wystarczy nie dać śniadania, żeby psa zmotywować 🙂

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      To nie jest tak, że do stworzenia motywacji wystarczy nie dać śniadania… To za duże i niepotrzebne uproszczenie, bo tak się motywacji nie buduje, choć pomaga na początku zmotywować psy nienauczone pracy i przeżarte. Ale to jest bardzo ogólne i tekst ma tak naprawdę pokazać, że lepiej pracować na karmie niż na smaczkach. Zawsze znajdzie się pies (taki jak Twój, czy mój Budzik – tylko on z powodów zdrowotnych), dla którego jedzenie nie będzie nagrodą. Ale jeżeli pies pomimo “głodówki” nie chce przyjmować nagrody pokarmowej, to znaczy, że trzeba mu zmienić rodzaj motywacji na taki, który będzie dla niego atrakcyjny i nie ma sensu zmuszać go do tego, a tym bardziej (o czym jest wpis) faszerować smaczkami, by na siłę dać nagrodę spożywczą. 🙂

  • Dominika pisze:

    Mój pies totalnie nie ma motywacji na zabawki, więc u nas ta nagroda odpada w przedbiegach.
    Jakiś czas temu zaczęłam wycofywać smaczki i pracować za karmę. Pierwsze dni Tobias nie ruszał praktycznie karmy, bo jak to? Skoro zaraz może dostanie coś lepszego? Potem załapał, że jednak w mojej kieszeni wcale nie ma czegos lepszego i… szok! Ćwiczy! 🙂
    Swoją drogą, czy myślisz że u czteroletniego prawie psa można jeszcze zbudować coś takiego, żeby ćwiczył ze mną i chciał to robić nawet jeśli nie będzie ciągle nagradzany? Łatwo się rozprasza i jednak te nagrody są dla mnie zbawieniem, ale nie chce wpaść w pułapkę łapówek zamiast nagród.
    Niedługo wybieramy się na szkolenie, może tam coś się rozjaśni.
    Chciałam też powiedzieć, że naprawdę podziwiam cię za to, ile osiągnęłaś z Donnerem. Ja też popełniłam wiele błędów i póki co nie wszystkie udaje mi się cofnąć, ale powoli idziemy do przodu. Kiedyś na spacerze nie było szans na wykonanie najprostszej komendy, cały świat był zbyt ciekawy.

    • Musisz ćwiczyć na różnych wartościach nagrody, czyli raz dawać coś super a raz z zwykłą karmę, wprowadzić nagrody socjalne. To raz, dwa to nagradzać nieliniowo. Czyli czasem dać nagrodę za sekwencję ćwiczeń, czasem za jedno ćwiczenie, a czasem w trakcie. Jak pies nauczy się że nie wie kiedy dostanie nagrodę, i nie za wszystko dostaję, a z drugiej strony dostaję czasem za jakąś “łatwiznę” to gdy z jakiegoś powodu jej nie dostanie nie będzie miał poczucia straty, kiedy w ważnej dla Ciebie chwili go nie nagrodzisz żarciem za dobre zachowanie tylko np. słowem. 🙂

      Choć ja zawsze mam w kurtce parę smaków na nagrodę jak np. Minie ładnie rower, żeby mu to wzmacniać. Ale to trochę inna praca i inne nagradzanie niż zwykły trening 🙂

Leave reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *