26Sty

Dog Coaching

Zapewne zastanawiasz się jak udało mi się zmienić Donnera. Jak przepracowaliśmy te wszystkie problemy, o których tyle pisałam1 i co mogę poradzić Ci w kwestii pracy z Twoim psem. Chciałbyś by Twoje psy, wreszcie się ogarnęły? W końcu się zebrałam i postanowiłam zebrać moje przemyślenia, co było dla mnie najważniejsze pod czas pracy z problemami z Donnera. I… zawiodę Cię. Nie dostaniesz przepisu na sukces, bo takiego przepisu nie ma. Ale zebrałam da Ciebie swoje przemyślenia. Trochę wyszło to, jak coaching i może tak to potraktujmy, trochę z ironią, trochę z uśmiechem, ale przemyśl dokładnie to, co czytasz, jednak nie traktuj tego jak wytycznych i poradnika… proszę. Niech ten wpis da Ci nową motywację do działania. Zapewne odbierzesz go bardzo indywidualnie, bo poruszam Twój problem – i tak i nie. Wszystkie opowiedziane historie i nawiązania są również z mojego życia, jak i z Waszych wiadomości. Niech to Cię podniesie na duchu, że inni mają DOKŁADNIE takie same problemy i doświadczenia! Nie jesteś sam!

Zmniejsz oczekiwania i zaakceptuj swojego psa

Poważnie! To jest moim zdaniem podstawa sukcesu! Mając Donnera planowaliśmy wiele. Egzaminy PT, IPO, potem zawody w innych psich dyscyplinach, gdzieś tam, kiedy na początku był małą słodką kulką myślałam o dogoterapii. Jak IPO nie wypaliło to może OBI albo canicross? W końcu stanęło na kursach trenerskich i instruktorskich. W efekcie czego obydwoje byliśmy pod stałą presją, którą na nas nakładałam. Żeby coś robić. Kiedy ćwiczymy posłuszeństwo, musi być idealnie, bo to Donner – egzaminy mamy zdawać i to jako jedni z lepszych, samo zdanie mnie nie interesuje. Zresztą to mi zostało jeszcze po Budziku – ma być pierwsza lokata lub żadna.

Dopiero kiedy odpuściłam2, nasze życie zaczęło się zmieniać i układać. W treningach znalazłam balans i zaakceptowałam to, że Donner nigdy nie będzie startował w zawodach bardziej skomplikowanych niż dogtrekking. Zaakceptowałam to, że nigdy nie będzie chodził bez linki, a w mieście będzie zawsze w kagańcu. Realizowaliśmy moje marzenia względem sportów na etapie zabawy i amatorszczyzny i to okazało się najlepszą zabawą! I dopiero kiedy w pełni zaakceptowałam to, że nic nie zmienię w wielu kwestiach – wszystko zaczęło się zmieniać3!

Nie patrz na innych

To bardzo ważne! Nigdy nie porównuj siebie do innych. Wierz mi, nie chcesz by Twój pies był jak Donner. Twój pies jest milion razy leszy niż Donner nawet teraz. Bo to, że Dosiek biega po łące bez linki, nie znaczy, że nie ma innych problemów, przy których Wasz problem fiksowania się na inne psy z radości, jest praktycznie nieistotny. Nie chciej być jak inni, nie zazdrość im, ale zacznij doceniać to, co Ty masz, a innym może tego brakuje! To nie znaczy – nie rób nic, ale nie dołuj się sukcesami innych. Róbcie tyle, ile możecie, umiecie i potrzebujecie. Rób wszystko dla wspólnej zabawy i radości, nie by inni Cię pochwalili. Jeśli, ktoś uważa, że powinnaś robić coś inaczej, że Twój pies coś źle robi, Ty coś źle robisz – zastanów się, czy, uwaga jest warta zmiany, czy Tobie to też przeszkadza. Bo jeśli Tobie nie przeszkadza, że pies czasem ciągnie na smyczy, to dlaczego przeszkadza to innym? Jeśli Tobie nie przeszkadza, że pies kładzie się na łapie/boku zamiast w pozycji sfinksa, to dlaczego to przeszkadza innym, skoro najważniejsze było, żeby wykonywał polecenie, w jakiejś trudnej dla niego sytuacji. Jeśli jesteś dumna ze swojego psa, krytykę i dobre rady puszczaj mimo uszu. Żyj swoimi marzeniami, nie innych. I pracuj – małymi kroczkami – byle do celu. Swojego celu.

Przewartościuj cele i rozbij drogę do ich realizacji na małe etapy.

Kiedy już zmniejszysz oczekiwania wobec siebie i psa, oraz zrobisz sobie hierarchę problemów – które dla Ciebie są kluczowe, by żyło Wam się dobrze i bezpiecznie4, a z którymi da się żyć, bo to nie koniec świata – wybrane problemy podziel na małe etapy5. Malusieńkie i działaj małymi kroczkami, celebrując każdy sukces, jakbyście co najmniej zdobyli mistrzostwo świata w ukochanym przez Was psim sporcie. Chcesz by pies, potrafił skupić się na Tobie w trudnej dla niego sytuacji np. kiedy widzi innego psa. Ciesz się i doceniaj, kiedy potrafi skupić się na Tobie w cichym i spokojnym domu. Przenieś to potem na podwórko, gdzie nie ma zbyt wielu bodźców i psów. Potem do lasu. Na łąkę. Na dworzec autobusowy. Do miasta.  Dopiero później spróbujcie to zrobić, gdy na horyzoncie (cztery ulice dalej i co najmniej 400m dalej) pojawia się na ułamek sekundy inny pies. I jak się uda, zrobicie taką imprezę, jakiej świat nie widział. Pies węszy i nagle przestał reagować na „patrz”? Daj mu węszyć!6 Super! – czasem warto się zatrzymać i dać popatrzeć / powęszyć. Donner jak jest zestresowany, w ogóle nie używa nosa. My na prawdę bardzo się cieszymy kiedy jest w stanie przestać monitorować otoczenie i skupić się na zapachach!7 Mimo, że swojego czasu bardzo mi to przeszkadzało w pracy. Ale zrozumiałam, że dopiero jak się „nawęszy” mogę poprosić go o patrza. By później zrobił go odruchowo, nawet jeśli zapach jest najpiękniejszym na świecie. Wracając do małych etapów – nie zakładaj, że zawsze będziesz szedł do przodu! Bardzo często, trzeba będzie się cofnąć kroczek, a nawet pół drogi. Niech pies Ci zaufa – tzn. niech nauczy się, że odwracając wzrok od „zagrożenia” spotka go tylko nagroda i nic złego. Malutki kroczek, który może zmienić wszystko. I na każdym malutkim etapie pracujcie nad zaufaniem, bo tylko pies, który Ci ufa, będzie w stanie skupić się na Tobie w trudnej dla niego sytuacji lub wybrać Ciebie w „psim-legolandzie”8. I jeszcze jedno – znajdź prawdziwą motywację swojego psa9. Nie zawsze jest to jedzenie, ale kiedy nawet zabawka się nie sprawdza, to jednak czasem warto odmówić mu kolacji, by śniadanie było bardziej wartościowe. W końcu nikt z nas nie pracowałby za darmo.

Daj sobie czas

Po rozbiciu celów na małe etapy, nie oczekuj, że teraz pójdzie bardzo szybko i łatwo. Cofaj się za każdym razem, kiedy uznasz, że pognaliście za bardzo do przodu (gdy z 400m odległości od psa, nagle zrobiliście 4m). Nie bój się obniżyć wymagań i powtarzać tego, co już jest wyuczone i przećwiczone. Fajnie, udało Wam się zbliżyć spokojnie do psa na 50m, ale czasem nagródź psa na odległości 300m, taką nagrodą jakbyście się zbliżyli na 3m, niech pies wie, że zawsze jesteś z niego dumna. Kiedy ja pracowałam z Donnerem, chciałam móc spuścić go ze smyczy, w bezpiecznym terenie, z dala od ludzi, psów, ulic. Nie wierzyłam, że będę chodziła z nim kiedykolwiek na grupowe spacery10. Nawet nie marzyłam o tym, że będzie biegał brzegiem morza bez linki i kagańca, pomimo obecności innych psów i ludzi. Nikt też nigdy mi nie dał gwarancji, że będzie to możliwe. Szczytem marzeń było minięcie ludzi czy psa, bez zwrócenia na niego zbytniej uwagi, a zrobiliśmy rzeczy praktycznie niemożliwe! Ale to nie przyszło z dnia na dzień!

Zanim spuściłam pierwszy raz psa ze smyczy (w tym skrajnie bezpiecznym miejscu), lata chodziliśmy na lince. Lata chodziliśmy w kagańcu, starając się nie oszczekiwać psów i ludzi. Najpierw by pies nauczył się, że przyjście do mnie nie jest równoznaczne z zapięciem na smycz i „odebraniem wolności”, uczył się koncentrować na mnie, kiedy pies jest na horyzoncie 300m dalej. Żeby przekonał się, że nic złego go nie spotka, że żaden pies nie napadnie, kiedy straci czujność, ale również, że z mojej strony nie będzie niepotrzebnych „korekt” na wszelki wypadek11.  Po kilku miesiącach (miesiącach nie dniach!) ćwiczyliśmy to, kiedy psy były po drugiej stronie ulicy. Teraz jestem w stanie minąć się z psem w parku na jednej alejce i skończy się na oszczekaniu, tylko jak Suka nakręci awanturę, a jak jesteśmy sami to Donner go ignoruje – w sumie 3 lata, odkąd zaczęłam świadomie nad tym pracować. 3 lata! Nie 3 miesiące! Równolegle pracowaliśmy nad zaufaniem jego do mnie i… moim do niego. Nad tym by pies czerpał radość z kontaktu fizycznego. By chciał poleżeć z nami na kanapie12. By chciał podejść z piłką w zębach, choć oddawanie przedmiotu w plenerze jest dalej poza naszym zasięgiem, bo dopiero od niedawna udaje mi się to w domu, ale teraz nawet z pullerem w zębach jak zawołam Donnera lub każę mu się zatrzymać pies da do siebie podejść i przypiąć smycz, nie dostając głupawki i nie dając do siebie podejść biegając w koło13.

Minęły 3 lata, od kiedy Donner chodzi ze mną na miejskie spacery bez kagańca (tylko wtedy kiedy widzę, że ma dobry humor), czyli tak naprawdę dopiero go odkładamy, a na psie spotkania dalej nosi kaganiec. 2 lata od rozpoczęcia świadomej pracy z Donnerem udało mi się zacząć spotykać z innymi psami. Lata! Nie dni, nie tygodnie, nie miesiące. Lata, w których stopniowo, bardzo stopniowo szliśmy naprzód nie rzadko się cofając. Zatem nie oczekuj, że problemy znikną po czterotygodniowym kursie posłuszeństwa!

Kontroluj swoje emocje

Im mniej się denerwujesz – na psa, na siebie, na ludzi, na świat, tym Twój pies jest spokojniejszy, bo nie udzielają mu się Twoje emocje. Dlatego też musisz wypracować u siebie zaufanie do swojego psa. Jeśli stosujesz awersję – zamień to na metody pozytywne14. I nie mów, że nie możesz utrzymać psa bez kolczatki! Możesz, tylko spróbuj. A jak nie, kup sobie easy walki lub halter, ale przede wszystkim pracuj! Ja też nie wierzyłam, że utrzymam psa bez kolców. A to robię, a mam też Elkę, która wierz mi lub nie jest milion razy gorsza niż Donner, jak się na coś zafiksuje, bo to terier, przy którym, ciągnący i szarpiący się owczarek, to dwu kilkogramowy Pikuś. Jeśli nie kontrolujesz swoich emocji i nie mówię o agresji czy awersji, ale jeśli spacer z psem powoduje stres, jeśli wracasz z niego z płaczem, roztrzęsiona lub zła zacznij medytować! Poważnie to działa! Półgodziny dziennie i świat jest piękniejszy. Nie denerwuj się. Nie dołuj. Nie przejmuj! Pamiętaj, że to, co myślą i mówią inni to ich problem15. Rób swoje. Jak pies zachowuje się źle, przeproś innych, ale nie rozpamiętuj tego przez cały spacer, za rogiem ulicy są inni ludzie i nie widzieli, co Twój pies przed chwilą zrobił. Nie zadręczaj się. Idźcie dalej i pracujcie dalej. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. Nie nastawiaj się, że jakiś pies Was napadnie, nie nastawiaj się, że Twój pies kogoś oszczeka, nie ściągaj smyczy (na wszelki wypadek) na widok czegoś strasznego. Nie szarp obrożą na widok czegoś strasznego, by pies wiedział, że nie może. On wie, ale to go nakręca, bo Ty nie zachowujesz spokoju, niejako oczekując od psa złego zachowania. Spróbuj nie robić nic, skoro nic się nie dzieje. Załóż słuchawki na uszy z ulubioną muzyką i wyluzuj. Zobaczysz, że wszystko wygląda inaczej. Bądź trochę Psim Januszem. Nie, to nie znaczy, by pozwolić psu, zabić Fafika, który się napatoczy, ale czasem się zapomnij. Pozwól psu się zwąchać, usiąść na środku chodnika i podrapać się za uchem. Zapatrzeć na coś, czy szczeknąć na wiewiórkę. Daj psu czas. Pozwól mu mieć wybór i podjąć decyzję. Może cale nie zamierza zrobić tego o co się boisz? Nie musztruj go od razu, nie ściągają „na właściwe tory” jak nic złego się nie dzieje, nic niebezpiecznego dla Was czy dla otoczenia, to udaj czasem, że nie widzisz tego. Zignoruj swojego psa i jego zachowanie. I pamiętaj, często jest tak, że im bardziej ignorujesz swojego psa, tym bardziej on zabiega o Twoją uwagę i zaczyna myśleć. Ciesz się, życiem, ciesz się czasem ze swoim psem – nawet jeśli nie jest idealny16. Bo ten spacer nigdy nie wróci, a kto wie co będzie jutro?

Pracuj

Pracuj, pracuj i jeszcze raz pracuj. Nie mów, że pies skończył trzy kursy posłuszeństwa i nic nie dały. Nie mów, że spotykaliście się z dwoma behawiorystami i nic się nie zmieniło. Nie mów, że zoopsycholog się poddał. Oni mogą się poddać i zawieść, Ty nie możesz zawieść swojego psa i poddać się w walce o Wasze wspólne normalne życie. Bo jeśli się poddasz, to najprawdopodobniej oddasz komuś lub gdzieś swojego psa lub skończy na podwórku w kojcu, kiedy przestaniesz sobie radzić. Ale wiesz co? Z drugiej strony jeśli nie chcesz, nie możesz lub nie umiesz pracować z psem czasem oddanie go, to najlepsza decyzja. Bo jeśli do końca życia macie się ze sobą męczyć i być nieszczęśliwi, to lepiej znaleźć psu inny dom, który poradzi sobie z jego problemami i zabezpieczy wszystkie jego potrzeby, bo pies nie żyje samą karmą i miłością17. Ale kiedy, chcesz zawalczyć o swojego psa, wówczas przygotuj się na wyrzeczenia. Przede wszystkim szukaj pomocy, wierz mi sam sobie nie poradzisz, bo czy tego chcesz czy nie zawsze będziesz nieobiektywny względem siebie i swojego psa18, więc spojrzenie z zewnątrz jest niezbędne do zmian.  Ale jak pracować z psem, którego nie ogarniasz i nikt nie jest w stanie Ci pomóc? To, że jeden szkoleniowiec Ci nie pomógł, to nie znaczy, że inny tego nie zrobi. Swoją drogą, zrób rachunek sumienia – czy dałeś z siebie 100% podczas ćwiczeń? Czy stosowałeś się do wskazówek i zaleceń trenera, czy je modyfikowałeś, bo pies będzie głodny, bo to głupie, bo “on tego nie lubi“? Czy codziennie ćwiczyłeś? Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia, poszukaj innego trenera, bo faktycznie zawiódł. Tak, wiem – czasem trzeba pojechać na drugi koniec miasta, albo Polski. Ale skoro trener z końca ulicy nie jest w stanie Ci pomóc, może warto poszukać na końcu świata? Tak jak lekarza, czasem trzeba pojechać na terapię za granicę. I nie mów, że się nie da. Jak chcesz to się da! Da się wszystko, kwestia dobrej organizacji. Ja z Lublina, na (kolejne już) szkolenie z Donnerem pojechałam za Częstochowę. Też nie miałam za co – zbierałam na nie ponad rok, skrupulatnie odkładając z pierwszej śmieciowej pensji i czasów studenckich gdzie pracowałam w sklepie nie rzadko po 13h za 5zł za godzinę -tak kiedyś wyglądało życie i musiałam wybrać, czy wakacje, czy nowy telefon czy szkolenie psa. Też nie miałam jak pojechać – miałam kupiony samochód, ale wyjazd 30km był dla mnie wyprawą, którą przeżywałam już trzy dni wcześniej, a musiałam pojechać 300km sama! W mojej pierwszej prawdziwej pracy nie chcieli mi dać urlopu na tydzień, bo tyle trwał pierwszy zjazd kursu to zrezygnowałam z pracy19. Postawiłam wszystko na jedną kartę. I wygrałam! Gdybym nie zaryzykowała, nie rozwinęłabym się zawodowo, nie byłabym tu, gdzie jestem, nie osiągnęłabym tego, co teraz mam, a nie mówię tylko o psach. Ale Donner też na pewno nie byłby takim psem jak jest teraz. Choć, pewne rzeczy się nie zmieniły i dalej mam żelazko zamiast telefonu i dalej zbieram na nowy. Ale nie poddawaj się. Nie zniechęcaj. Szukaj specjalistów dalej, pracuj dalej. Jeśli nie odpowiadają Ci metody szkolenia – zmień specjalistę. Wybierz takie, które akceptujesz i choć jedne spróbuj wdrożyć w 100%, bo inaczej nigdy nic się nie zmieni, jeśli będziesz mądrzejszy niż Ci, u których szukasz rady. Nie mów, że nie masz czasu pracować z psem. Ja też miałam okresy, że nie miałam czasu, a miała dwa psy. Problemowego Donnera i szczeniaka Elkę, której trzeba było pokazać świat by była normalna. I chodziłam na pięć spacerów dziennie, na większość spacerów oddzielnie, wstawałam przed piątą, na spacer po pracy gnałam bez obiadu. Do późna włóczyłam się po mieście mimo, że na drugi dzień miałam delegacje na koniec Polski, więc trzeba wstać jeszcze wcześniej niż zwykle by wyprowadzić psy. Ale warto było. Nie żałuję tych dni, kiedy ledwo żyłam i byłam notorycznie niewyspana. Oczywiście nie można w walce o psa zgubić siebie19, ale trzeba zrobić pewne wyrzeczenia. Bo jeśli tylko będziesz się usprawiedliwiać, dlaczego nie możesz pracować z psem, jeśli nawet nie spróbujesz w 100% poddać się wskazówkom trenera, nie oczekuj, że coś się zmieni. Więc zastanów się czy na prawdę chcesz pracować z psem i coś zmienić20, czy tylko użalać się nad sobą i usprawiedliwiać, że „nikt nie pomógł”, „on tak ma”, „nie mam czasu”. Samo nic się nie robi. Ja z perspektywy czasu, nie żałuję ani jednej decyzji. Nawet spotkań z osobami, których rady mi nie pomogły lub zaszkodziły. Przynajmniej wiem czego w przyszłości nie robić i dzięki temu mogłam dobrać najlepszą metodę dla mojego psa. Bo nie można powiedzieć jednoznacznie, że ta metoda jest dobra, a inna nie. Nie! Każdą metodę należy dobrać indywidualnie do psa, do jego problemu, naszej wiedzy i możliwości, bo każdy przypadek jest inny. Ale najpierw trzeba poznać naszego psa – tak naprawdę21. Każde doświadczenie nas czegoś uczy, ale tylko od nas zależy, czy wyciągniemy z niego wnioski. Z drugiej strony… sama praktyka i doświadczenia niczego nie zmienią. I tak szczerze, to gdyby nie ogrom wiedzy teoretycznej, której dostarczyły mi kursy w Canidzie, to nigdy nie zrozumiałabym problemów mojego psa, nie zaczęła szukać ich przyczyn i w efekcie czego nie zaczęłabym pracować z psem świadomie. Nie tylko na objawach, ale i na przyczynie “złego” zachowania. Bo tak naprawdę bardzo często przeszkadzają nam “objawy”, a prawdziwy problem leży gdzie indziej. Dlatego warto szukać różnych metod pracy z naszym psem, różnego spojrzenia na nasz problem, by świadomie wybrać najlepszą drogę.

I to tyle. Żyjcie. Cieszcie się życiem. A teraz zamknij komputer, przytul psa, załóż mu swoją ulubioną obrożę, weź najbardziej kolorową smycz i idź na spacer. Na spacer, gdzie skupicie się na byciu razem i dobrej zabawie. Nie idźcie na rutynowy spacer, tylko na taki, którego potrzebuje Twój pies. Chce spędzić półgodziny na wąchaniu trawnika? – zróbcie to. Przejdźcie mniej, ale za to choć raz bez nerwów i nie na czas. Wyjdźcie i wróćcie na dobrych emocjach. Skupcie się na „tu i teraz” na niczym innym, bo wierz mi ten yoreczek sąsiadów co zawsze Was napada na spacerze, pojawia się tylko wtedy, kiedy go oczekujesz.

____________________________________________________
Na Waszą prośbę lista tekstów o tym jak pracowałam z Donnerem:

  1. Misja D.O.N.N.E.R. – lista najwięskzych Donnerowych problemów.
  2. Kurs Instruktorski
  3. Pierwszy raz bez linki… Pierwszy raz w grupie psów!
  4. Plan naprawczy psa.
  5. Pierwsze sukcesy po kursie trenerskim.
  6. Klasy Komunikacji – każde doświadczenie może nas czegoś nauczyć!
  7. Mój pies węszy!
  8. O szacunku dla psich problemów.
  9. Układamy listę motywatorów.
  10. Poradnik grupowych spacerów.
  11. Nowe spojrzenie na psi świat.
  12. Budujemy więź, zmniejszamy dystans.
  13. Zabawa na zasadach psa wcale nie musi być wbrew wychowaniu
  14. Dlaczego rozstałam się z kolczatką
  15. Wstydliwy problem posiadania “nieusłuchanego” psa
  16. Ciesz się życiem i nie przestawaj wierzyć!
  17. Indeks potrzeb psa
  18. O emocjach w pracy z psem
  19. Czas coś zmienić!
  20. Masz prawo odpocząc od psa!
  21. Mój pies nie wpuszcza do domu obcych

 

Ogółem: 805, dzisiaj: 1

12 Comments:

  • Ela pisze:

    Pięknie opisane. 🙂

  • Joanna pisze:

    Zanim adoptowaliśmy naszego psa, czytałam psie blogi jak nakręcona i właśnie czytanie o Donnerze było jedną z ważniejszych lektur. Nie pamiętam od jakiego wpisu zaczęłam czytanie bloga, ale coś mi dzwoni że pisałaś o problemach Donnera ze szczekaniem na wejście gości i w jaki sposób to przepracowywaliście (mam nadzieję, że nie mam teraz urojeń jeśli chodzi o temat wpisu :D). Im dłużej potem siedziałam na Twoim blogu, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że najwyraźniej da się przepracować wszystko i jak mój pies będzie humorzastym monstrum to jakoś to ogarniemy małymi krokami. Ogółem przyklad Donka wydaje mi się jednym z ważniejszych w polskim psim internecie, bo bardzo rzadko pisze się poważnie o pracy z psem, także kiedy laik szuka jakiegoś info w internetach to znajduje albo namiary na jakiegoś mniej lub bardziej godnego zaufania specjalistę, tonę ogólników albo hurraoptymistyczne blogi.

    • Oj tak!Goście to był jeden z przełomów. W sumie zapomniałam o tym wpisie a powinnam dodać go do listy. 🙂 ja kiedy szukałam pomocy, bo już nie ogarniałam Dośka miałam wrażenie,że jestem sama. Że wszyscy mają idealne psy, a ja w ich oczach jestem złym opiekunem… Bo prawda jest taka, że mało kto przyznaję się że ma jakikolwiek problem z psem. A nawet jeśli coś napomknie to szybko go tuszuje jakby był to wstyd, ale za to bardzo chętnie krytykuje innych. Ileż ja się na początku nasłuchałam od wielkich blogierów, że coś źle robię z psem, że za mało profesjonalnie i cieszę się z pierdółek. To potrafi zdołować. Dlatego ja piszę tyle o problemach Dosia, bo wiem jak mi było ciężko. Jak czułam się jak nieogar, bo mam psa problemowego i mimo prób nic się nie zmienia. I tylko mój upór doprowadził mnie do tego że go ogarnęłam,że znalazłam pomoc. A wielu osobom brakuje wiary w to że się da, no bo nikt oficjalnie problemów większych nie ma, a społeczeństwo chetnie krytykuje… A problemowy pies przytłacza. Choć to żaden grzech go mieć. Jeśli go kochamy, jeśli jakoś udaje nam się żyć to każda “normalność” jest wielkim sukcesem i powinniśmy się tym cieszyć jak medalami cieszą się opiekunowie psów bezproblemowych. Tylko trzeba o tym mówić. 🙂

  • Agata pisze:

    Świetny wpis, zawiera w sumie rady nie tylko na temat pracy z psem, ale też można z niego wynieść wiele czysto życiowych wniosków :). Nie przejmuj się innymi i nie porównuj się do nich – brawo! Gratuluję dotychczasowych osiągnięć z Donnerem :). Ważne, by się nie poddawać, ale też nie przesadzać.
    Przystojniak z niego!
    Pozdrawiam 🙂

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      Fajnie, ze kazdy może coś z niego wyciągnąć. Niby piszę o Donnerze, ale z drugiej strony tak należy postępować z większością problemów nie tylko psich. 🙂

  • psia natura pisze:

    Podziwiam nakład pracy i efekt. Przeszłam podobną drogę (choć łatwiejszą, bo mój pies waży 12 kg 🙂 i mam wrażenie podobną ewolucję odnośnie swojego nastawienia do pracy z psem. Nie chciałam mieć psa idealnego, chciałam, żeby był taki, jak te wszystkie osiedlowe psiaki, mijające się bez zerknięcia w swoją stronę, których nikt nie musiał uczyć ignorowania psów i nie były na żadnych szkoleniach. Nie marzyły mi się psie sporty, chciałam tylko móc spokojnie spuścić psa ze smyczy na spacerze w parku. Trafienie na lękliwego psa z silnym instynktem łowieckim, zafiksowanego na każdym psie na horyzoncie, dało mi w kość, ale też nauczyło o psach w ogóle bardzo wiele. Niby nie trzeba się przejmować opiniami innych, ale… Bardzo przeszkadzało mi ocenianie mnie i moich metod pracy z psem przez wszystkich naokoło. Przez ludzi, którzy nie wiedzieli za dużo o psach, ale jak mantrę powtarzali, że jaki właściciel, taki pies, sugerując, że każdy pies jest taki sam, a wszystko zależy od właściciela i stawiając tym samym na równi wymagającego samca dobermana i delikatną suczkę sheltie. Na koniec mogę tylko powiedzieć, że łatwo jest pracować z psem, który nie ma problemów emocjonalnych – nad czymkolwiek, czy to posłuszeństwo, czy coś innego. Praca z psem problemowym, to zupełnie inny level. Dlatego apeluję do wszystkich, nie oceniajcie pochopnie ludzi, którzy usiłują opanować swojego psa, gdy wyrywa się do drugiego. Może to ich mocno zniechęcić do pracy, a wierzcie, że praca włożona w ułożenie psa problemowego w porównaniu do pracy włożonej w ułożenie psa zrównoważonego emocjonalnie, ma się jak skok na bungee do zabawy w piasku.

    • Amelia Bartoń - zamerdani.pl pisze:

      W samo sedno. “Rady” i opinie osób które mają psy zsocjalizowane, zrównoważone i ogólnie bezproblemowe, albo gdy ich jedynym problemem jest zajmowanie zbyt niskiej lokaty w zawodach mocno mnie wkurzaja, bo takie osoby zazwyczaj nie znają życia. Ale to też ma jeszcze dużo innych zmiennych. Ja się kiedyś spotkałam z opinią, że mój pies już dawno powinien się ogarnąć, bo ktoś z podobnym problemem poradził sobie wcześniej niż ja. Tylko że ten ktoś miał czas żeby pozwolić sobie na dwa pełne treningi dziennie plus spacery, a ja musiałam wybierać czy spacer czy trening. Tamtej osobie nie zdarzyło się, że jakiś burek zaatakował jej psa, nas średnio raz na miesiąc to spotkało. Nie wolno oceniać i porównywać, bo każdy pies jest inny, każdy opiekun jest inny i każdy ma inne “czynniki zewnętrzne” problemu…

  • Magda pisze:

    Świetny, wartościowy tekst. Jeden z tych, do których będzie warto wrócić za jakiś czas żeby znowu nabrać dystansu.

  • Kamila pisze:

    Powiem szczerze, że przy tym poście wzruszyłam się dobre kilka razy. Nigdy o tym nie mówię, ale jak każdy pies mój też ma jakieś problemy. i dałaś mi dobrego kopa do ich naprawy. Jutro biorę brata na stronę i razem zaczynamy pracować nad wspólnym lękiem, a ja później sama nad reakcją na bodziec dźwiękowy, jakim jest dzwonek i domofon. Falkor to wspaniały pies i dzięki niemu odnalazłam pasję i w jakiś sposób chęci i sens życia. Wcześniej jedynie trwałam, mechanicznie wykonując wszystkie obowiązki po kolei. To on wprowadził ten uwielbiany przeze mnie chaos. To on zmienił mnie na optymistkę, totalnie zakręconą i, kurde, szczęśliwą. Jestem szczęśliwa dzięki temu rudemu kawałkowi puchu i możliwości, które mi daje
    Powinnam teraz wynagrodzić mu wszystkie dni, w których za moją winą działo się źle. Uwielbiam go i kocham nad życie. A Tobie dziękuję za tego posta, bo uświadomiłaś mi jeszcze dobitniej, że nie ja sama NIE mam idealnego psa. I nigdy mieć nie będę, ale wiem, że dzięki jego nieidealności sama odnalazłam siebie.

    Swoją drogą, serio po przeczytaniu, abym poszła na ten spacer, zrobiłam to. I było super, mimo że… Nie, po prostu było super. 😀

    • Każdy potrzebuje kopa! Każdy potrzebuje motywacji! Ja też myślałam, że jestem sama i to ze mną jest coś nie tak. Ale to normalne! Nie ma psów idealnych, a te problemowe uczą nas najwięcej, przede wszystkim siebie, pokory do świata i zrozumienia dla innych. Trzeba się cieszyć tym co mamy, bo zawsze mogło być gorzej! 🙂

Leave reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *