Wracając z kursu trenerskiego Canid wstąpiliśmy na weekend do Krakowa. Pogoda popsuła nam trochę plany, ale i tak było fajnie. Na Zakrzówku spotkaliśmy dziki. Byliśmy nich bardzo blisko, nawet chyba zbyt blisko, bo jedna z loszek mocno się nami zainteresowała i zaczęła do nas podchodzić. Szybko więc wzięliśmy nogi za pas by nie spoufalać się zanadto z dziczyzną. Następnie skoczyliśmy na spacer do parku Dolinki Krakowskie. A wieczorem poszliśmy na miasto i do restauracji! Nie wiem co tym moim paniom odbiło, że wybrały restaurację wegańską, przecież wiem, że Pańcia tak samo jak ja uwielbia mięso, ale kto tam człowieka zrozumie. Najgorsze było to, że wymyśliły sobie chodzić po mieście. W życiu się tak nie zestresowałem. Konie… dorożki… tramwaje trzęsące ziemią… mnóstwo ludzi… głośna muzyka i deszcz. To był najgorszy spacer w moim życiu. Tak straszny, że jak wróciłem do domu to zwymiotowałem. Ale myślicie, że ktoś się tym przejął? Zapowiedziano mi, że teraz większość spacerów będzie teraz po mieście, bo nie mogę być takim tchórzem. Taaa… jakby to miasto było mi do szczęścia potrzebne. Następnego dnia skoczyliśmy do Tyńca – tam już nie było miasta, tylko spacer nad rzeką, czyli coś co lubię. Nie mogę powiedzieć, że był to jakiś rewelacyjny wyjazd, ważne że byliśmy razem i nie musiałem zostawać sam w domu. Byłoby na pewno lepiej gdyby nie padało… – Kraków zaliczony.
Pies w Krakowie
napisane przez Amelia Bartoń - zamerdani.pl
13,6K
Ogółem: 4 902, dzisiaj: 1
Amelia Bartoń - zamerdani.pl
Mam dość specyficzne poczucie humoru, stosuję dużo ironii (zazwyczaj autoironii) oraz przenośni - nie odbieraj wpisów dosłownie i osobiście! Są to moje indywidualne przemyślenia i nie musisz się z nimi zgadzać, dlatego przed rozpoczęciem czytania wpisów skonsultuj się z weterynarzem lub behawiorystą, gdyż każdy wpis niewłaściwie zrozumiany grozi utratą zdrowia. Niewskazane dla osób bez dystansu. Substancja czynna: subiektywne ocenianie świata i osobiste przemyślenia. Czytane w nadmiarze mogą powodować frustrację i chęć hejtu. Czytasz na własną odpowiedzialność!
poprzedni post
Szelki Speed od Sali.pl – testy
następny post
12 komentarzy
Ooo ale trafiłaś z tym wpisem! Jutro wybieramy się do Krakowa i właśnie szukałam jakichś inspiracji na niedzielny spacer poza miastem 🙂 Dzięki!!! 🙂
p.s. janiemogę jaki ten Twój Donner jest piękny!!! 🙂
Do usług 😉 Polecam Zakrzówek (wiem że to nielegalne, ale poszukajcie dziury w płocie i zobaczcie te widoki… ten kolor wody, kolorowe liście – bajka) i koniecznie Dolinki Krakowskie. Świetne miejsca na spacer 😉
Kurde mam nadzieję, że nie wyjdę na totalną idiotkę ale…na Zakrzówek nie można z psem?
Można. Tylko cały kamieniołom otoczony jest siatką z zakazem wstępu nawet ludziom. Ale wszyscy tam włażą 😉
Pomijając kwestię ignorowania zakau wstępu to na Zakrzówku jest po prostu niebezpiecznie – wiele ludzi straciło tam życie, przypuszczam, że jeszcze więcej zwierząt, jeżeli zostały przez nierozważnego właściciela zwolnione ze smyczy. Nie rozumiem,po co prowadzić ukochanego psa w tak nibezpieczne miejsce, szczególnie, że Kraków jest pełen wspaniałych, bezpiecznych terenów spacerowych, z których można korzystać jak najbardziej legalnie. Za każdym razem kiedy tam jestem funduję moim psom najwspanialsze spacery na świecie i wcale nie musiałam narażać ich z tego powodu na skok w przepaść na Zakrzówku. 😉 Sporo tych spacerów opisałam na blogu: http://www.piesdokwadratu.pl/tag/krakow/
Krakuska pozdrawia!
A czy gdziekolwiek jest napisane, że zamierzam narażać mojego psa na spacer po Zakrzówku?
Z przyjemnością zajrzę na bloga 🙂
Krośnianko-Rzeszowianka odzdrawia 🙂
Absolutnie nie chciałam, żebyś odebrała ten komentarz, jako atak; to tylko życzliwa przestroga, zwłaszcza, że Zakrzówek jest taki zachwalany. Wiem, że kusi, sama zastanawiałam się, czy nie zabrać tam Tytanii, ale ostatecznie zrezygnowałam, świadoma tego, że odbywające się tam imprezy (szkło!) zwykle kończą się śmiercią jednego z uczestników.
Tak to jest ze słowem pisanym/czytanym, że potrafi namieszać 🙂 Faktycznie sporo się słyszy o ofiarach Zakrzówka, sama nie zaryzykuję spaceru w tamtym miejscu.
Ale Tytania i Gambit ze swoim umaszczeniem faktycznie prezentowaliby się tam pięknie zwłaszcza o tej porze roku 😉
Zakaz zakazem, ale warto to zobaczyć nikt nie mówi by się wspinać po krawędziach, czy obchodzić kamieniołom, lub niedaj Boże schodzić do wody. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Po pierwsze kto normalny puszcza psa luzem w takich miejscach lub włazi nie panując nad psem, po drugie warunki wcale nie trudniejsze jak w górach. A co do szkieł to wszędzie można je spotkać nie popadajmy w skarajności, że tylko tam są, bo ja naprzykład tam ich nie widziałam. Fakt nie łaziłam tam tylko weszłam zajrzeć, no ale jakoś ich nie spotkałam. Dla porównania jedno zdjęcie miacie z Zakrzówka zza siatki, żeby popatrzeć jak to wygląda, a drugie ze ścieżki wokół Zakrzówka dostepnej dla spacerujących. Przepaść taka sama – niczym niezabezpieczona. Jak ktoś nie potrafi zadbać o psa, to bedzie go zbierał spod urwiska ze ścieżki wyznaczonej do spacerowania i z każdego innego potncjalnie niebezpiecznego miejsca. Bo jak nie jest się wstanie zabezpieczyć psa lub zapanować nad nim to lepiej go nie zabierać nigdzie innej niż bezpieczny chodnik oddzielony od ulicy pasem zieleni i płotem. Oczywiście nie nakłaiam nikogo do łamania zakazu wstępu, co nie zmienia faktu, że widok jest piękny. 😉
PS. Nie musisz brać wszystkiego co piszę dosłownie i od razu moralizować, krytykować i poprawiać, skoro nie łapiesz kiedy piszę z przymrużeniem oka. Torchę więcej dystansu i mniej pouczania proszę.
Donner ma piękny koloryt 🙂
Dziękuję 🙂 Jesienna pogoda, zawsze wybarwia Donnera, żeby się mógł lepiej w liściach paskować hehe 🙂
Donner jak zawsze piękny 😀
Najbardziej urzekło mnie to zdjęcie z wodospadem 😉