Strona główna Wakacje z psem Pierwszy wyjazd z adopciakami – jak się przygotować

Pierwszy wyjazd z adopciakami – jak się przygotować

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Wyjazd z psami, które zostały niedawno adoptowane wbrew pozorom nie jest łatwą sprawą. Nawet jeśli Twój adopciak od pierwszego dnia pokochał Cię całym sercem, jest psem stabilnym, zrównoważonym i zsocjalizowanym tak nagła zmiana otoczenia i rytmu dnia może wiele zaburzyć w dopiero co ustabilizowanym życiu adopciaka. Dlatego też zebrałam dla Ciebie kilka wskazówek, które mogą pomóc Tobie i Twojemu niedawno adoptowanemu psu przygotować się na wycieczkę, a wszystkie te rady oparłam na doświadczeniach z Twinsami, które niemal w dokładnie dwa miesiące po adopcji pojechały z nami pierwszy raz w góry.

Pierwsza wyprawa Twinsów – Poleski PN

Poznaj swojego adopciaka i daj mu poznać siebie

Adoptowany pies nie ma świadomości, że jest adoptowany. To nie jest tak, że przeczyta umowę adopcyjną i odetchnie z ulgą wiedząc, że ma już nowy, wspaniały dom. Relacja z nowym opiekunem, poczucie bezpieczeństwa i stabilności w nowym domu i rodzinie nie buduje się z dnia na dzień. Są psy, którym wystarczy kilka dni i takie które kilka – kilkanaście miesięcy przekonują się, że miejsce, w którym się znalazły to ich nowy dom – dom w pełni znaczenia tego słowa.

Mnie aklimatyzacja dziewczyn, tak by móc Wam szczerze powiedzieć, że stworzyliśmy rodzinę i całkiem niezłą relację i więź (z Molly bardzo piękną, z Merci ciągle ją budujemy, choć są świetne początki) zajęła nieco ponad miesiąc, może koło półtora. Tak by psy mi ufały, nauczyły się szukać we mnie wsparcia i aprobaty, chciały ze mną coś robić i nie traktowały mnie jak zło konieczne. Było to o tyle trudne, że dziewczyny są bardzo lękliwe i poza budowaniem relacji musiałam im zapewnić normalne psie funkcjonowanie, czyli chociażby spacery czy aktywne jedzenie co było o tyle trudne, że przez wiele dni założenie obroży czy przypięcie smyczy wiązało się z wyciąganiem psa spod stołu (co nie wpływało dobrze na budującą się relację), a jedzenie musiało być podane w skrajnie spokojnych i cichych warunkach, bo najmniejszy ruch czy szelest powodował paniczną ucieczkę, bo dziewczyny jedząc na chwilę traciły czujność. Także, dopiero kiedy przepracowaliśmy najważniejsze problemy – najważniejsze z punktu widzenia dziewczyn, żeby jakoś ogarniały się w życiu, kiedy zaufały mi na tyle, że zakładanie szelek było czynnością naturalną, a podejście do mnie zapowiadało nagrodę – dopiero wtedy pomyśleliśmy, że jesteśmy na dobrej drodze, by spróbować pojechać z nimi na wakacje. Oczywiście jeszcze w międzyczasie musieliśmy przyzwyczaić psy do jazdy samochodem, bo jednak wyjazd na spacer po okolicy (20min) jest zupełnie inny niż ponad 4h trasy po górach i serpentynach. Kwestią do przetestowania „na żywca” pozostało zachowanie dziewczyn na wyjeździe oraz to, jak zachowają się zostając same w pokoju, w agroturystyce i w ogóle zmiana miejsca (bo przekonanie się do naszego domu zajęło im kilka dni), ale to właśnie to jest to danie sobie i psu czasu na zapoznanie się, zobaczenie psa w różnych sytuacjach, tak by móc najlepiej pomóc mu przygotować się do wyprawy i mniej więcej wiedzieć czego się spodziewać.

Merci w jednej ze swoich klatek, przyłapana na popołudniowej drzemce.

Mój dom tam, gdzie klatka moja

Tak, kolejne moje psy śpią w klatkach i tak, nie widzę w tym problemu. Mając świadomość tego, jak dobrze zrobiony kennel potrafi ułatwić życie psu (ale i opiekunowi) od pierwszego dnia wprowadziłam dziewczynom klatkowanie. I tak w domu są trzy klatki – jedna na dole, duża po Dosiu gdzie dziewczyny odpoczywają, kiedy wychodzimy wszyscy z domu. I dwie małe, materiałowe w naszej sypialni, gdzie dziewczyny śpią. I tu mistrzem klatki została Merci która, jako że jest najbardziej lękliwa, najbardziej świadomie korzysta ze swojego bezpiecznego schronienia, w którym może się zamknąć i odciąć od świata. Pomijając to, że klatka jest idealnym rozwiązaniem na psy młode i niszczycieli, które pozostawione same w hotelowym pokoju mogły narobić by szkód, ale klatka jest przede wszystkim przenośnym pokojem psa. Miejscem, które zna, które kojarzy mu się dobrze z odpoczynkiem i bezpieczeństwem, miejscem – które jest z nim niezależnie od tego, gdzie pojedziemy.

Wprowadźmy rytuały

Rytuały są bardzo ważne u psów z problemami zarówno z reaktywnością, jak i lękliwością. Rytuały pozwalają zaplanować dzień, dają psu niejako checklistę, a dzięki powtarzalności życie nie jest tak zaskakujące. Oczywiście rytuałów nie wprowadza się w kilka dni. Nie muszą być to rytuały całodniowe, mogą być to około sytuacyjne, ale to właśnie schematyczność, powtarzalność pewnych sytuacji i ich przewidywalność pozwala małym roztargnionym psim główkom zachować spokój. Do naszych rytuałów należało między innymi wieczorne wychodzenie na psie potrzeby – zawsze miedzy 21:30 a 22:00, po których niezależnie co my robimy, psy idą do klatek spać. Podobnie jest z porannym wyjściem zawsze między 5:30, a 6:00 (nieżalenie od zmiany czasu), a potem od razu śniadanie. Kolejnym rytuałem jest wieczorne wyciszenie – czas, kiedy psy jeszcze nie idą spać, ale szykują się do tego poprzez około półgodzinne memlanie roga lub torgi. Dzięki temu zajęciu wyciszają się, uspokajają i zrzucają emocje z całego dnia. Dosiowi i Eli zapewniałam takie rozrywki poprzez aktywne jedzenie w kostce węchowej lub kongu, Twinsy natomiast same wprowadziły sobie ten rytuał wyciągając rogi i torgę zupełnie zapomniane przez Elę, tak więc na wyjazd obowiązkowo zabrałam rogi, żeby dziewczyny mogły mieś swój mały wieczorny rytuał. Z zabawnych historii, Doś nie jeździł nigdzie bez pullera. Nawet jeśli wiedzieliśmy, że nie będzie tam miejsca, żeby nim porzucać – wyjazd bez pullera nie mógł dojść do skutku. Kółko musiało jechać i już.

Jak widzicie nasze rytuały nie są skomplikowane czy wymagające, ale dla dziewczyn one są bardzo ważne, więc na wyjeździe również musiały być zachowane – co trudne nie było.

Zbuduj kondycję i zadbaj o psa

Nawet z psem, którego mamy od kilku tygodni jego życia i kilkanaście miesięcy z nami – wyjazd w góry bez odpowiedniego przygotowania jest dość nieprzemyślany. Tym bardziej, jeśli mamy psa adoptowanego, bez odpowiedniej kondycji, diety czy prowadzenia od szczeniaka. Ważne jest zatem by przez czas od adopcji do wyjazdu odbudować psi organizm. Zadbać o dobrą karmę, jeśli potrzeba o suplementy czy to na stawy, czy na sierść, czy po prostu zwykłe witaminy, ostatecznie – a może najważniejsze, by zacząć budować psią kondycję, ale również znaleźć, dopasować (i przyzwyczaić psa) do sprzętu np. szelek, w których będzie chodził. Pierwszego tygodnia, kiedy bliźniaczki pojawiły się w naszym domu od razu zabrałam je do weterynarza na kompleksowy przegląd i badania krwi. Chciałam wiedzieć, jak się mają, w jakiej są kondycji oraz jak im najlepiej pomóc stać się silnymi, wytrzymałymi i aktywnymi psami. I tak do diety dołączyłam im profilaktycznie suplementy na stawy oraz rozpoczęłam suplementację na wzmocnienie mięśni. Dodatkowo pojawił się też olej z łososia w celu uzupełnienia kwasów Omega 6 i Omega 9. Równocześnie zaczęliśmy od spacerów, które miały dwojakie znaczenie – raz musiały zbudować psią kondycję, dwa ogarnąć psy na tyle, by mijani na szlaku ludzie nie powodowali u nich zawału, bo brak socializacji dziewczyn był dość sporym problemem. I tak w przeciągu tych dwóch miesięcy z psów, które wychodziły na spacer stosunkowo rzadko, z przerażeniem chowając się w krzaki przed wszystkim zrobiłam z nich piechurów, które bez większego zmęczenia potrafiły pokonać ponad 10km. Dodatkowym elementem treningowym było rozpoczęcie ćwiczeń na piłkach do fitnessu, które poza budowaniem mięśni i świadomości psiego ciała, pozwalały mi na pogłębianie relacji i zaufania psów. Ostatecznymi treningami dziewczyn zajęła się Ela, w międzyczasie ganiając się z nimi po ogrodzie, dzięki czemu nasze około 20km trasy po górach nie zrobiły na Twinsach większego wrażenia.

Pierwsze wyjście do restauracji – Może Lublin

Także podsumowując – aby mieć pewność udanego wyjazdu z adpciakami zadbajcie przede wszystkim o relację, zaufanie i wzajemne poznanie siebie. Zadbajcie by pies miał swój bezpieczny kąt na wyjeździe i nauczył się wyciszać i uspokajać. Ostatecznie przed wyruszeniem na wyprawę dajcie psu czas na zbudowanie formy i kondycji, bo mało który adpociak z marszu będzie przygotowany do dużego wysiłku i/lub uprawiania sportów.

Ogółem: 100, dzisiaj: 1
2 komentarze
1

You may also like

2 komentarze

Justyna 21 listopada 2021 - 18:20

Super pomocny wpis 🙂 choć mi czasem psie rytuały potrafią dać w kość (dosłownie lub w przenośni). Np. moi chłopcy o 5.30 rano lecą na szybki sik do ogródka i potem jedzą śniadanko. I wszystko super do póki nie jest to niedziela, po sobotniej imprezie gdzie położyłam się spać o 3 nad ranem a o punkt 5.30… tuptajace przy łóżku psie piętki dają znać że czas wstawać 😉

Wpis wskoczył w czasie dla mnie idealnym, bo teraz czeka mnie wyzwanie. Do mojej ekipy niedługo, na 2 tygodnie dołączy 3 letnia labradorka (piesełek szwagra i szwagierki spędza urlop u nas). Będzie to pierwszy raz kiedy zostanie z nami bez swoich właścicieli, więc trochę martwimy się jak to będzie. I teraz już wiem o co podpytać szwagierkę, żeby psince u nas było trochę łatwiej zostać 🙂 Pozostaje mi już tylko wychodować sobie trzecią rękę do trzymania trzeciej smyczy :p

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 21 listopada 2021 - 20:37

Oj znam to znam… Niedziela, człowiek chce pospać, a tu siku. Albo jestem wymęczona po pracy, poszłabym spać o 20, ale nie da rady, bo i tak później będzie trzeba wyjść. Hehe, ale takie nasze życie

opublikuj

Zostaw komentarz