1Wrz

Zwał, jak zwał

Jak co wieczór z lekkim znudzeniem scrolluję sobie tablicę fejsika, zerkajac jednym okiem na jakiś dzieisięcioligowy mecz, który pochłoną pana Męża. Przewijam kolejne zdjęcia uśmiechniętych piesków, koleje bidy umierajace w schronisku, aż nagle dostrzegam blok tekstu, który podejrzanie otoczony jest aurą shitstromu. Rzucam niedbale okiem na komentarze i ze zgrozą dostrzegam niesamowity ich przyrost w przeciągu kilku sekund. Całkiem zajebiaszczy shitstorm się zapowiada! Odsuwam z namaszeniem komputer idąc po popcorn.

Historia była bardzo krótka, ale zbulwersowała dziewięćdziesiąt procent psiego świata z tej grupy w takim stopniu, że byli gotowi iść z widłami przeciw nieszczęśnikowi, który ośmielił się użyć niewłaściwego według nich słowa. A o co poszło? Mniej więcej było to tak:

Psia mama poszła zaszczepić papisia do kliniki. Jeszcze w tej klinice nie była, bo nowa, więc skuszona ofertą cenową i ładnymi płytkami na ścianie pasującymi najprawdopodobniej do modnej obroży Fuksia i najnowszej hybrydy na dłoniach mamusi. Wszystko miało być pięknie, mieli wejść do lecznicy otoczeni poświatą tęczy, gdzie powinni czekać na nich uśmiechnięci weterynarze, zupełnie nie zmęczeni dniem pracy i nawałem pacjentów i trudnych przypadków. Niestety, rzeczywistość była inna. Mamusia Fuksia jeszcze niczego nieświadoma podeszła do recepcji, potwierdzić wizytę i nagle piękny czar prysł. Bowiem na recepcji zapytano ją o dane właściciela psa. WŁAŚCICIELA! Rozumiecie? Zbulwersowana mamusia Fuksia musiała zrobić niedouczonej recepcjonistce wykład o tym, że właścicielem to można być mieszkania, a jak się ma psa to się jest jego opiekunem. Nie było by to jeszcze nic złego, ale szalę goryczy przelało pytanie weterynarza podczas wizyty o płeć pieska. Wszakże jego imię wskazywało że jest, cyt.: „chłopcem”! Zbulwersowana do granic możliwości mamusia Fuksia czym prędzej opuściła klinikę uznając, że jest niegodna szczepienia jaj synusia i i jeszcze szybciej pobiegła do domu wypłakać się fejsikowi, jak okrutne zaniedbanie ze strony lecznicy ją spotkało. By przestrzec innych przed leczeniem tam psów.

Myślicie, że ktoś jej powiedział, że jest… nienormalna? Nie. Wręcz przeciwnie. Pod tym postem pojawiło się koło setki komentarzy pochwalających walkę o dobre imię jej pieska i podkreślających, że pies to synuś lub córusia. Dopiero kiedy pojawił się pierwszy komentarz mówiący o tym, że ktoś ma najwyraźniej jakieś problemy psychiczne cały wątek momentalnie zniknął, a zamiast tego pojawił się rozpaczny post mamusi Fuksia, że musi opuścić tą grupę która nie kocha psów, traktując je przedmiotowo.

Koniec historii.

Moja mamusia na pewno bardzo mnie kocha.

Cała historia była mocno skrajna i gdyby nie ona wpis pewnie by nie powstał, bo podobne problemy ludzi traktuję jako dobry żart, ale najwyraźniej to są bardzo poważne problemy psiarzy XXI wieku. Zastanówmy się sami, jak często czepiamy się słówek. Słówek, które nie mają znaczenia. Takich sytuacji jak ta mogłabym podać jeszcze kilka a może i kilkanaście:

yKtoś chce adoptować / przygarnąć owczarka, mówi, że da dom, ma warunki, ale nie stać go na rasowego owczarka, ale bardzo by chciał mieć takiego psa. Jakie pojawią się komentarze? Będziesz miał co najwyżej psa w typie rasy lub kundla, bo owczarek musi mieć rodowód. [O Rly?] To kuźwa ktoś mądrością poleciał jakby to było najważniejsze w tej sytuacji. Kij, że człowiek chce dać dom jakiejś biedzie, ważne by wiedział, że będzie miał kundla. Swoją drogą kiedy Ela była mała i jeszcze łudziłam się, że będzie podobna do owczarka czytelnicy uświadamiali mnie, dość często że co najwyżej będzie w typie rasy. Kto przegląda insta lub fb, ten wie. Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Myślicie, że Donner jest owczarkiem? Ale ładny z niego pies i tak, przyznajcie.

yKtoś szuka dobrej tresury dla swojego szczeniaka w okolicy. To pierwszy pies, ale chce z nim pracować by mieć fajnego zwierzaka. Tresury?! To nie cyrk! Psy się wychowuje, ewentualnie szkoli do sportów, ale to już takie słowo na granicy przyzwoitości. Treserzy to nie ludzie, to bestie. Szukaj behawiorysty, instruktora, trenera, szkoleniowca, zaklinacza, ale nie tresera! Tylko, że większość osób nie spędzających życia w Internecie jednak poszuka tresury psów, bo to jest pierwsze skojarzenie, które przychodzi im do głowy. A treser wcale nie musi ganiać za psem z kijem, tak jak instruktor szkolenia psów nie musi prowadzić szkoły pozytywnej.

yNa grupie ktoś wstawił czarnobiałe zdjęcia swojego ukochanego psa, który zdechł ubiegłej nocy. Przeżył wspaniałe trzynaście lat, niestety choroba go pokonała. Okazało się, że ta osoba w ogóle nie kochała swojego psa i nie dbała o niego, bo psy nie zdychają. One przechodzą za Tęczowy Most opcjonalnie umierają, ale bajki o krainie szczęśliwości i psim niebie za tęczowym mostem są piękniejsze i o dziwo bardziej realne dla dorosłych ludzi niż wszystko inne. I to chyba najbardziej mnie przeraża. Mam wrażenie, że niektórzy nie dbają tak o szacunek we wspomnieniach zmarłych osób z rodziny i o ich groby, jak o dobre określenie śmierci ich pupila. No dobra, nic złego kochać psa, rozpaczać po jego śmierci, w końcu był członkiem rodziny, ale żeby budować alternatywną rzeczywistość za tęczowym mostem w której psy radośnie hasają wokół św. Piotra…. No… nie wiem co biorą Ci ludzie, ale jest to na pewno moce i dobre… Ja też używam określeń, że Budzik umarł, też czasem wspomnę o TM, ale w żadnym wypadku nie czuję się zbulwersowana faktem, kiedy moja konserwatywna babcia używa określenia, że zdechł. Czy to tak ważne słowo, by robić babci gównoburze i podnosić ciśnienie?

No i na koniec, ostatnio mój ulubiony tekst (za sprawą fejsikowej historii) i drugi w kolejności jeśli mówimy o częstotliwości pojawiania się, bo na szczycie listy bycia PRO, ciągle jest: „masz kundla” nie zależnie od tego czego dotyczy post, ale jak do zdjęcia nie dołączy się skanu rodowodu, może być ciężko.

yJesteś opiekunem psa lub mamusią. Nie właścicielem. To nic, że kupiłeś psa i masz dowód zakupu  – jeśli tak – drżyjcie, bo traktujecie swoje psy przedmiotowo! To nic, że w paszportach, książeczkach, bazach chipów figurujecie jako właściciel – jeśli macie taki dokument, na pewno nie kochacie psa, bo trzeba było sobie zadać minimum trudu i poszukać takiego dokumentu gdzie będzie do podania opiekun lub matka. Liczy się słowo! Bo w nim jest zawarte wszystko. Zdrowie, miłość, przyjaźń, szacunek i…. i jakiś chory brak połączeń w mózgu. Bo o ile w żartach czy niezobowiązująco nazywamy siebie psią matką, co jest zabawne i urocze, o tyle uważam, że jeśli wywiera się na kimś nacisk by przestał używać słowa „właściciel psa” ze względu na jego obraźliwy wydźwięk, to jest coś mocno nie halo.

Jakby dla psów miał to znaczenie, jak siebie określamy. No ale najwyraźniej w opinii niektórych ma. I jest to tak samo ważne jak umiejętność rozróżniania płci psa po wyglądzie pyska i po imieniu*, bo w końcu od razu wiadomo, że Kola, Nikita, Mida i Kiba to męskie imiona, z drugiej strony Kiba też jest żeńskim imieniem tak samo jak: Brie, Sky czy Hoshi. I każdy powinien o tym wiedzieć, a już na pewno weterynarz, który przez całe swoje życie miał do czynienia z kilkunastoma Fafikami będącymi zarówno psami jak i sukami.

Jaki jest z tego morał? Żyj i pozwól żyć innym. A na poważnie: zanim pouczysz kogoś, że używa niewłaściwego słowa zastanów się, czy sam użyłeś właściwego. Nie ma nic złego w byciu właścicielem psa. Nie ma też niczego złego w byciu psią matką. Jeśli chcesz być opiekunem, czy psią matką – proszę bardzo, Twój wybór. Tak samo jak możesz chodzić z psem na tresurę. To tylko słowo. Jeśli ktoś jest matką dla trójki dzieci i właścicielem rasowego pieska, którego kupił za ciężkie pieniądze, łącznie ze wszystkimi metrykami, rodowodami i certyfikatami – niech nim będzie. Tak samo jeśli wiara nakazuje mu mówić o śmierci członka rodziny, a pies którego niewątpliwie też kochał – zdechł. I to nie jest niczyj grzech, że używa takiego, a nie innego słowa, a jeśli Tobie to przeszkadza… to może zastanów się nad swoim życiem. Bo póki nikt nie krzywdzi zwierzęcia, dba o nie i je kocha to nie Twoja sprawa czy ma kundla, psa w typie haszczaka, czy jedynego przedstawiciela rasy seppla w Polsce. Nie Twoja sprawa. I pamiętaj, weterynarz pracuje – nie siedzi w lecznicy dla przyjemności. Może przed Tobą musiał uśpić psa, bo opiekun nie podjął leczenia, a może nie udało się go uratować, pomimo wszelkich prób? Dlatego prowadzi „suchy” wywiad, który ma pomóc psu, a nie domniemywać czy Biafra potrzebuje kastracji czy sterylizacji, mimo że powinien widzieć z kilometra, że to suczka rasy hygenhund, bo ma różową koronkową obrożę, którą powinien pochwalić. Wyrazić zachwyt dla troskliwości psiej matki i uwielbienie dla uroczego pyszczka psa. Szczerze? Przypuszczam, że ma to gdzieś jakiej jest rasy i czy widać po wyrazie psyka czy to pies czy suka i czy opiekun poczuwa się do bycia właścicielem czy opiekunem. Musi pomóc Tobie i pięćdziesięciu innym przypadkom trudnych właścicieli, którzy uważają, że weterynarz wykazuje zbyt mało empatii i miłości dla ich Fafika, który próbuje odgryźć im twarz, ale opiekun nie jest w stanie pomóc, bo pies nie słucha… Ale przecież jest jego mamusią… tylko czemu Fafik nie słucha mamusi? Czyżby zaklinacz nie pomógł? Może trzeba było jednak wybrać tresurę…

*Wszystkie imiona wymienione w spisie żeńskich i męskich, są imionami, które były realnie nadane psom i kotom właśnie w takiej klasyfikacji.

Źródło zdjęcia: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Yorkshire_terrier_R_001.jpg

  • aga

    Dobry wpis, dobre spostrzeżenia! W dzisiejszym świecie chcemy być tak mega poprawni słownie, że gubimy przekaz wypowiedzi. W wirtualnej „wiosce” wypowiedzi są najczęściej krótkie, więcej jest obrazkowego przekazu, za pośrednictwem buziek wyrażamy emocje. Może dlatego też tak bardzo chcielibyśmy, aby słowa były maksymalnie nacechowane odpowiednio? Dziś rozmowa/wypowiedź to najlepiej krótkie zdanie, no, niech będzie – tekścik, w którym każde słowo ma być poprawne „politycznie”. Nie ma czasu na rozpatrywanie, czy osoba, która mówi, że musi wyprowadzić swoje dwa kundle i dopiero może się spotkać (ja…), nie ma na myśli, że MUSI (tylko że chce i sprawia jej to przyjemność) i co najgorsze, że te KUNDLE (a w podtekście szalone, rozrabiające, kochane, zmiksowane z wielu ras pieseczki ;)). Mało kto odczyta to zdanie jako żartobliwe i po prostu rzucone naprędce. Mi jest wszystko jedno, czy ktoś mnie nazwie właścicielem, czy opiekunem moich zwierząt. W dokumentach jest właściciel? Super. Kocham, więc nie krzywdzę; szkolę, trenuję je, opiekuję się nimi. Wiem jednak, że język żyje. Możliwe, że słowa typu treser, właściciel, zdechł mają negatywną konotację poprzez to, co się dzieje niedobrego w sferze traktowania zwierząt. Dobrze, że ludzie mają świadomość, że jeszcze w wielu miejscach zwierzęta są źle traktowane. Ale dobrze by było, gdybyśmy nie popadali w przesadę 😉

    • Ja też mówię na swoje psy kundle 😛 Niech świadomość dobrostanu zwierząt wzrasta – to bez dwóch zdań! Ale niech nie wzrasta wraz z nią obsesja na słowa… bo w Internecie i w życiu jest już wystarczająco dużo fanatyków. 😉

    • Agata

      Ja zauważyłam jeszcze, że na żywo też się ludziom zdarza nie wyłapywać żartobliwego tonu pewnych wypowiedzi, co tu się dziwić, iż na fejsiku mają z tym problem 😉 ;P

  • Agata

    Brawo, nic dodać nic ująć… gówno burze na fejsiku o takie bzdury to norma, czasem mam wrażenie, że co niektórym wypadł mózg bo takie absurdy wypisują. Wydaje się, że dorośli ludzie powinni myśleć zdroworozsądkowo, ale to chyba tylko marzenie aby świat był taki idealny 🙂

    • Najgorsze jest to, że te bzdury dla niektórych są celem życia tworząc w okół nich coś niemal na wzór sekt religijnych… 😛 strach się bać!

      • Agata

        Wystarczy lekko zanegować ich zdanie a rzucą się na ciebie jak wampir rządny krwi! W sumie to im współczuje, że mają takie smutne życie, wyprane z rozsądku 😉

        • A ja tam im zazdroszczę, że tylko takie problemy mają 😀

          • Agata

            Ja tam się jednak cieszę, że nie masz takich problemów bo by nie było inaczej „Zamerdani” tylko może jakiś blog „Psiuńciowa Mamcia Fifisrotka” ;P

          • Ale miałabym serduszka i tęczę 😀 hahaha

  • Kasia Żyrafa

    Przecież od razu wiadomo, że Sniff to chłopczyk;))) Z drugiej strony trochę rozumiem, jak psiak jest oczkiem w głowie i jedynym ujściem miłości to nadwrażliwość rośnie. Ja do moich mówię : synku!( dzieci też mam, czworo) i jak ktoś powie, że brzydcy to sierść mi się jeży!:D

    • Haha, no bo to nic złego, byle by nie stawiać innym świata do góry nogami, według naszych przekonań. 😉 Swoją drogą zawsze mam wewnętrzyny dylemat jak z kimś się spotykam jak zareaguje na słowo właściciel i czy nie powinnam powiedzieć opiekun. Głupie słowo, które może zaważyć na wszystkim, choć sama nie obrażam się i nie pouczam jak ktoś do mnie dzwoni i pyta o „tresure”.

      • Agata

        Już widzę jak przybywałoby ci klientów jak byś każdego naprostowywała, że tu się nie tresuje a szkoli i w sumie nie psy a właścicieli 😛 😀

        • Akurat o tym, że pracuję bardziej z właścicielem niż z psem to zawsze informuję 😛 I to chyba często jest problemem, bo jak to? Ktoś ma sam pracować, ze swoim psem? To ja mu go nie wyszkolę, tylko trzeba sobie rączki pobrudzić karmą i zrobić coś w domu? Niestety taka prawda, ale nie narzekam na to, bo w sumie dla mnie to lepiej, że nie mam trudnych przypadków właścicieli. Mniej rozczarowania i niezadowolenia, że pies który był na zajęciach dalej nic nie umie, bo poza zajęciami nikt nic z nimi nie robił. A przecież powinien – sam z siebie, w końcu widział, że matka płaciła. 🙂

          • Agata

            Oj tak powinien być w ogóle wdzięczny, że mamona leci na jego wykształcenie i po jednych zajęciach powinien śmigać ja w zegarku ;D Swoją drogą lepiej, że tacy rezygnują bo szkoda się z takimi męczyć… bycie odpowiedzialnym opiekunem i do tego świadomym a jeszcze w dodatku trenerem to jest wyzwanie 🙂

  • midia

    Ja akurat tego „zdychania” też nie lubię i to bardzo 😉 Ale jeśli ktoś tak mówi o swoim psie – jego sprawa. Częściej natykam się na gównoburze w drugą stronę, typu „jak śmiesz mówić o psie, że umarł?!”. Dlatego jak coś to używam formy „odszedł”. Z biologicznego punktu widzenia śmierć człowieka, psa czy papugi to zupełnie to samo, więc może dlatego takie wyróżnianie naszego gatunku mnie drażni. Ale i tak nie chciałoby mi się toczyć o to walk 😛

    • Ja też raczej nie używam słowa zdechł, ale tak samo jak Ty nie zamierzam z tego powodu robić gównoburzy. Szkoda czasu i rzadko kiedy, ktoś używa tego słowa celowo, by kogoś obrazić. Bardziej jest to niedopatrzenie czy próba bycia poprawnym katolikiem. A że wychodzi jak wychodzi, to już inna sprawa. 🙂

  • Asia

    Świetny tekst! Z mojej zawodowej praktyki chciałabym zauważyć, że opiekun i właściciel to często dwie różne osoby. Na przykład rodzice są właścicielami psa(płacą i decydują), a opiekunem ich nastoletnia córka(zajmuje się psem i potrafi odpowiedzieć na pytania dotyczące samopoczucia etc). Albo przy współwłasności hodowlanej to samo.

    Z innych kontrowersyjnych słów to „suka”. Ludzie dostają jakiejś wścieklizny jak się nie powie „sunia” lub „suczka” tylko po prostu „suka”. Przy czym ja o swojej suce bardzo lubię mówić per suka. A w mojej głowie jestem „przewodnikiem” dla mojego psa.

    • Ooo, o sukę nikt się jeszcze do mnie nie przyczepił, choć też sama bardzo często o Elce tak mówię i piszę i nawet nie przyszło mi do głowy, że może być to obraźliwe… dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę 😛 Heheheh. Zapomniałam, że można być jeszcze przewodnikiem. Ostatnio wszyscy są psimi matkami, że zapomniałam, że przewodnicy, też istnieją, mimo że czasem używam tego określania. Ah… trudny polsko-psi język.
      Ps.: Zapomniałam też o „samcach alfa”. 😛

  • Anna Kobylarz

    Czytałam i nie wierzyłam, że ta historia u weta to na serio… Super tekst 🙂 inny niż reszta kolorowej papki.

    • Codziennie czytam mniej lub bardziej powalone problemy… Mogę Ci inne opowiedzieć i też dotyczyły weta:
      – przyszła laska z borderem co naciągnął sobie łapę na frisbee. Obraziła na weta kiedy ten ją zapytał, która to łapa, bo zamiast pytać powinien od razu wszystkie prześwietlić. Oczywiście wyszła i zmieniła weta.
      – baba się obraziła, że wet jej powiedział, że guz wielkości piłki tenisowej nie rośnie z dnia na dzień i sama doprowadziła psa do takiego stanu i skazała go na miesiące cierpienia, bo jest na pewno bolesny, zamiast przyjść jak tylko się pojawił. Oczywiście bezduszny wet nie miał prawa jej tego powiedzieć, bo… jak śmiał. A pół internetów pewnie do tej pory wiesza na nim psy, za to że powiedział babce, że jej pies cierpi przez jej niedbalstwo…
      Niektórzy są przygłupi i roszczeniowi…

  • Kurczę, jak to jest, że ja na takie gówno burze nie trafiam? xD Chyba źle używam internetu. xD
    A tak serio, czytając nie wierzyłam, że o taką pierdołę można zrobić tyle szumu… Ludzie chyba normalnych problemów nie mają…

    • Może w złych grupach jesteś 😀 Polecam te z cyklu „ratujmy zwierzęta” lum „miasto xyz dla zwierząt” i owczarkowe 😀 Zerknij poniżej jeszcze na te przykłady co Ance podałam. Mój hit jest z BARFem i biedą na świecie. No i nie wolno zapominać o tym, że sterylizacja odbiera psom szanse na rodzicielstwo i normalną rodzinę. 😀

      • No tak, bo nie ma innych zabawek dla dzieci tylko świeżaki xD Kurczę, to ja chcę swoja sukę pozbawić normalnej rodziny bo będę ją sterylizować. Oj biedny ten mój pies. xD Ach, mówisz, że tam to dopiero hiciory się robią? 😀 Zaraz luknę i na inne przykłady. 😉

        • Polecam, nie wiem jak inne miasta ale Lubelskie grupy pod tym względem rządzą. 😉
          Ja to podwójnie jestem zła, bo Donner sobie nie poużywał w życiu i Elke też to czeka. A mogły być takie idealne szczeniaki. ;D

    • Zobacz jak ludzie reagują na swieżaki, to jest dopiero nie do pomyślenia. 😀 https://uploads.disquscdn.com/images/d44d17b32a56c63b265f12e2d288a73df01a6bd69900be60d2833d004c45e85c.jpg

  • Ewa

    Moja sąsiadka ma suczkę Kolę, więc to nie tylko męskie imię.

    • Oczywiście, że nie tylko męskie. To był przykład wydawać by sie mogło imion żeńskich właśnie na psach i odwrotnie. 😉