9Lip

Nauka oddawania cz. 1

Lipiec 09, 2015 Wychowanie psa 7

Prosiliście mnie bym powiedziała Wam jak Donnera nauczono puszczać zabawkę. Wiecie, nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, w końcu przez 2,5roku nie potrafiłam sobie z tym poradzić… no ale opowiem Wam jak nam poradzono ćwiczyć. Może u Was poskutkuje któraś z tych metod. U mnie poskutkowała wymiana za zabawki w następujący sposób:

SONY DSC

Szarpiemy się z psem węzełkiem. W pewnym momencie łapiemy za węzełek tuż przy pysku – najlepiej tak by nie było widać wiszących końców, ani zabawki, wówczas węzełek staje się ‚martwy’. Ani nie majta się na boki, ani go nie widać, ani właściciel się nie bawi. W drugiej ręce mamy inny węzełek którym się bawimy. Ciągamy po ziemi, uciekamy nim przed psem – ten węzełek jest żywy, widać go, majta się na boki, jest za co złapać. Dodatkowo, w ogóle nie patrzymy na ‚martwy węzełek’ nie istnieje, nie interesuje nas. Za to ten drugi jest super, bawimy się nim, gadamy do niego, jesteśmy zachwyceni tym żywym węzełkiem (pies musi w to uwierzyć!), drugą ręką ciągle trzymamy martwy węzełek. Nie puszczamy go, żeby nie ‚ożył’ w psim pysku. Pies powinien za jakiś czas puścić ‚martwy’ węzełek i złapać też ‚żywy’. Wówczas chwalimy psa, bawimy się z nim węzełkiem (nie puszczamy go jednak). Jak się pobawimy, robimy teraz z niego ‚martwy’. Łapiemy tuż przy zębach, żeby nie można było się nim bawić, nie ruszamy nim i tracimy dla niego zainteresowanie. Za to pierwszy węzełek ożywa i zachęca do zabawy. I tak w kółko. Potem dodajemy komendę ‚zmiana‚, w momencie kiedy pies puszcza jeden szarpak, by złapać drugi i tyle. U nas taka, zabawa do tego stopnia zafascynowała Donnera, że przestał głupieć z zabawką. Aczkolwiek nie wiem co mu się w niej aż tak podoba – ale nie ważne. Dobrze, że to lubi.

Film ze zmianami, znajdziecie tutaj.

A potem doszła jeszcze inna metoda z działu „na przeczekanie” i praktycznie rozwiązała problem, ale o tym następnym razem.

SONY DSC

Przejdźmy do tego co u mnie nie podziałało (i wcalę się nie dziwię, dlatego unikajcie specjalistów tylko z nazwy), ale może zechcecie przetestować i u Was się sprawdzi, choć ja odradzam całym sercem.

Wcześniej uczono nas, że podnosi się psa na obroży podduszając i czeka aż puści. Nie przynosiło to rezultatów, bo albo za słabo podduszałam psa, albo pies był dużo silniejszy ode mnie i nawet jak wypuścił zabawkę, zanim ją odkopnęłam, wyrywał mi się i łapał ją spowrotem. A potem tylko jeszcze bardziej jej pilnował, bo bał sie, że ją straci.

Uczono nas tez innej wymiany. Rzucając aport ‚1’, za plecami trzymamy drugi ‚2’ i kiedy pies sie zbliża nagle pokazujemy mu ten drugi ‚2’, wtedy pies powinien na jego widok, wypluć stary ‚1’, chcąc dostać nowy ‚2’. Tylko Donner miał w nosie nowy ‚2’, bo miał stary ‚1’. I wolał nie podchodzić do mnie, bo jeszcze mu zabiorę ten, który się tak fajnie nosi.

SONY DSC

Pokazywano nam też wymianę na smaczka. Tylko problem był taki, ze Donner ze zdobyczą nie chciał podejść. Więc ciężko było dać mu jedzenie. Rzucanie mu pod łapy się nie sprawdziło, bo zanim go złapałam, zdążył zjeść smaczek i znowu uciec z aportem. A nawet jak go złapałam, to mogłam mu wpychać jedzenie do pyska, a on i tak aportu nie puścił.

Kazano nam też ćwiczyć przynoszenie przedmiotów na długiej lince i jak pies ucieka ściągnąć go, a jak nie oddaje skarcić kolczatką. Tylko ten co ma charakternego i opornego psa, wie, że nawet jakby kolczatka była zrobiona z igieł podpiętych do prądu, pies i tak będzie twardszy… Także efektu oczywiście nie było.

SONY DSC

Były jeszcze dwa sposoby, pierwszy, by dmuchnąć psu w ucho – owszem puszcza, ale zazwyczaj ja dostaję łbem w głowę wtedy, a psa to niczego nie uczy. Drugi to wkładanie palca do pyska i naciskanie na język. Z Bogiem. Cieszę, się że kilka razy to próbując mam jeszcze wszystkie palce.

Ostatnia metoda była na przeczekanie. Polegała na tym, że pozwalamy trzymać psu zabawkę tak długo jak chce. Kiedy widzimy, że nie zaciska już na niej zębów, wówczas staramy się wytracić mu ją z pyska. Mi się nigdy to nie udało, widać refleks mam do d*. A Donner załapawszy co chcę zrobić, przestał rozluźniać uścisk w mojej obecności. Była też próba ignorowania psa. Na zasadzie – nie to nie, pobawię się czymś innym sama. A odpowiedź psa była taka: A to się baw, a ja mam swoją zabawkę o wiele lepszą, więc też się nią sam pobawię. Poczym pies odchodził i dalej bawił się sam ignorując mnie.

SONY DSC

Jak widzicie, przekrój nauki oddawania jest olbrzymi, a wszystko zaczerpnięte od rad behawiorystów, szkoleniowców, z książek o szkoleniu i filmów, oraz rad ekspertów z psich grup dyskusyjnych. Może u części psów to się sprawdzi, u mnie się nie sprawdzało poza pierwszą metodą, dzięki której pies nie uciekał, bo ciągle trzymałam szarpak i która jemu samemu wydaje się super zabawą, co jest najważniejsze. Pies zrozumiał w końcu, że nie odbieram mu zdobyczy. Nie zabieram zabawki, tylko bawię się z nim i oferuję drugą – lepszą, bo żywą. Donner oddaje na komendę ‚daj‚ przedmiot – nie robi tego perfekcyjnie, ociąga się z tym, czasem udaje, że nie rozumie, ale już nie dostaje amoku, że jej nie odda, bo sie świat zawali i nigdy już jej nie odzyska. Myślę, że systematyczną pracą, zacznie ładnie oddawać, bo mamy już do tego podstawy. I da się podejść do psa który ma zabawkę, a pies nie ucieka z nią na mój widok. Więc teraz tylko pracować, pracować i pracować, a zobaczymy co z tego wyjdzie.

SONY DSC

SONY DSC

 ~Węzełek od Maxi ZOO.

Ogółem: 868, dzisiaj: 1
  • kalyna

    Szczerze? jestem przerażona tymi radami 😛 na serio. Aż mnie zmotywowałaś, aby opisać jak to my się uczyliśmy przynosić zabawki. Aportem tego nazwać nie mogę, bo nasz koziołek leży i się kurzy 😛
    W sumie to podziwiam Donnera, że jeszcze mu się nie obrzydła zabawka 😛 bo wiele z tych rad tak mogłyby się skończyć. Tzn. moja delikatna suka pewnie na zabawkę nie spojrzałaby po takich akcjach, a samiec zawieszałby się na niej, co mogłoby się źle rozwinąć.

    Tak gwoli ścisłości to ja do dzisiaj tak mam, że jak powiem puść a pies niet to wkładam palec do pyska i on mnie NIGDY nie użarł, baa uczyłam go szacunku do rąk. Choć wiele rzeczy widziałam jeśli chodzi o uczenie aportu… 😛

    • Niestety, co szkoła co książka, co specjalista to inna rada, a że to owczarek i twardy facet, dziwe się, że nikt nie proponował go do prądu podłaczać :P. A tak na pradę wszystko zepsuła pogłębiła obrona, gdzie pies nauczył się pilnować obsesyjne zdobyczy i nie puszczać jej. Oddawanie miało być ‚później’ no, ale po 10 lekcjach, zajęcia przestały się odbywać. A tak na prawdę nie powiedziano nam jak wypracować samemu oddawanie z psem. A raczej powiedziano i dano mnustwo różnych przzykładów jak, ale żadnego tak na prawdę nie pokazano, więc ja po dwóch trzech próbach rezygnowałam, bo nie dawało najmniejszych efektów, a ja tak naprawdę nie wiedziałam jak tego poprawnie korzystać. Ale sposób ‚cud’ który nas poskutkował też będzie.

      Tak na prawdę wszystko zależy od psa, Budzik nie miał najmniejszego problemu z oddawaniem, mimo że też był po obronie. Jak to nazwałaś ‚szacunek do rąk’ miał sam z siebie, ale to był Budzik. Donner ma zupełnie inny charakter, maniakalną obsesję samoluba zabawkoweg, a nawet biorąc smaczek najchętniej połknął by go z ręką do łokcia. Zdecydowanie to nie jest delikatny pies o słabej psychice, a im bardziej coś mogło by zrazić normalnego psa, lub zniechęcić, tym bardziej Donner się na to nakręca, bo on się ‚nie złamie’. 🙂

      • kalyna

        Obrona właśnie na tym polega, na pilnowaniu zasobów.
        No właśnie wiele też zależy moim zdaniem na prowadzeniu psa od małego. Jak zawsze sowicie nagradzałam, jak pies sam coś nosił i oddawał. Od samego początku chciałam aby przynoszenie i dzielenie się ze mną było fajne. Choć pojawił się incydent, że pies zawiesił się na piłce i ni hu,hu.

        Moja Gandzia też uwielbiał brać zabawkę i zaszywać się po drugiej stronie, jak najdalej ode mnie i sobie dziamdziać.

        No cóż podnoszenie psa na obroży i podduszanie wzbudza większe nakręcanie. Metoda z wymianą zbyt szybko zastosowaliście wyższy poziom. Wymianę na smaczka robiłam tylko z suką i ciut źle do tego podeszłam. Ja uczyłam na lince Gandzię, ale bez kolców, za to z spokojnym odbieraniem zdobyczy. Zaciskając kolce podejrzewam, że efekt jest taki jak w pierwszej metodzie. No cóż dmuchanie też nie robi na moim wrażenia 😛 Tzn. to co napisałam to są jedynie moje wnioski.

        Z prądem się uczy regulaminowego aportu, aby pies nie podgryzał i trzymał. Jednak mi się to nie mieści w głowie…

  • ruda25

    To u nas zadziałała długa linka przy obroży i mocno pachnący ale duzy smak czyli taki ktorego nie da sie połknąć i scholowac kolo siebie psa i wtedy pokazac smak moja jest lakomczuch wiec dzialalo

    • U nas niestety, to nie podziałało. Znaczy działo jak był na lince, jak nie był – to o tym wiedział, więc juz nie działało ;P

  • Wiktoria Bobowicz

    Wcale się nie dziwię, że zadziałała tylko jedna z tych metod. To z podduszaniem i z kolczatką to po prostu agresja (ludzka!!!) i totalna desperacja. Na pewno psu nie wyrobi dobrych skojarzeń ani z człowiekiem ani z zabawą samą w sobie. I choćby nie wiem jak twardy był pies- jeśli masz ochotę kogoś podduszać albo pobawić się kolczatką – pobaw się sama i wypróbuj na SOBIE. Wyobraź sobie, że Ty jesteś Donnerem. Jaką radość byś miała z takiej zabawy? A jakie zaufanie do swojego opiekuna? Czy w ogóle chciałabyś się z nim bawić, kiedy stosuje takie metody? ZABAWKA służy do ZABAWY, a przemoc się w nią nie wpisuje, choćby nie wiem co. I w razie innych problemów z psem, lepiej przemyśl metodę, jaką chcesz zastosować, żeby nie zrobić psu krzywdy- fizycznej, ale przede wszystkim PSYCHICZNEJ.
    Metoda „na przeczekanie” jest bardzo skuteczna dla psów, którym bardzo potrzebna jest aprobata człowieka i bez uwagi opiekuna nic nie jest fajne. A pies, który sam się świetnie bawi raczej właśnie człowieka oleje.
    Metoda, która u Was zadziałała działa na 99,9% psów na tej planecie. Praktycznie każdego psa można nauczyć tak pięknego aportu. Stosują ją i osoby uprawiające sport z psem, jak i „cywile”, którzy chcą uczestniczyć w psiej zabawie. A metoda z uciekaniem z zabawką „2” jest fajna dla psów wzrokowców, których instynkt pogoni jest silniejszy niż chęć zachowania łupu. Tu akurat nie mam nic do zarzucenia, bardzo fajna i na pewno warto było spróbować 😉

    • Cóż poradzić, skoro wszystko zawodzi i szkoleniowcy i specjaliści proponują coraz to dziwniejsze i radykalniejsze metody, bo nie ma efektu (pomijam kolczatkę, co u psa szkolonego w zakresie obrony często na poczętku jest jedyną możliwośćią, by go wybić z „trubu bojowego i pilnowania łupu”, bo mnie bardziej zaskoczyło i absurdalne wydało się dmuchanie w ucho, a u nie jednego szkoleniowca widziałam tą metodę równiez wtedy gdy pies jest bardzo agresywny w stosunku do innych psów – także kwestia szkoły) – sama sobie tego nie wymyśliłam, a prawda jest taka, że na konsultacjach jak to wypracować, dostawałam tylko rady, a mało co, ktokolwiek mi pokazał jak prawidłowo ćwiczyć, aż do agility. Owszem można powiedzieć, że jedne zajęcia ‚zmanowałam’ bo polegały na przeczekaniu, ale w końcu ktoś mi to pokazał i nie pozwalał mi się poddać, a wiadomo jak jest, gdy ktoś mówi ‚spróbować przeczekania, ale to w domu’ a w domu, nieświadmoy człowiek po 5min jest sfrustrowany i odpuszcza. Ale o przeczekaniu, jak nas nauczono, będzie nastepnym razem.