Strona główna Zdrowie i choroby Gdy psi ogonek się przeziębi – Zimny Ogon

Gdy psi ogonek się przeziębi – Zimny Ogon

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Podczas wyjazdu na Solinę spotkała nas, a raczę Elę niespotykana przypadłość, z którą nigdy wcześniej w swojej kilkunastoletniej karierze opiekuna psów nie miałam do czynienia. A mianowicie Elę dopadł najprawdopodobniej „Zimny Ogon”.

Wakacje na łódce okazały się na pewno po części spełnieniem marzeń Elki, bo czy może być coś piękniejszego niż luźne spacery brzegiem jeziora i niemal niczym nieograniczone kąpiele i skoki do wody? Dla Suki, która jeśli nie wykąpie się podczas spaceru, uważa go za nieudany, wakacje nad wodą były niemal rajem na ziemi.

Elka wielokrotnie pokazywała nam swoją miłość do wody kąpiąc się w styczniu w Bałtyku albo w rzece, która jakimś cudem nie zamarzła lub chlapiąc się w kałużach na plaży, kiedy sztormowe fale na morzu uniemożliwiły jej kąpiele.

My też sami nie ograniczaliśmy jej zabaw na rejsie, no bo przecież „głupia nie jest” – znudzi jej się to wyjdzie, a przy okazji jak może potrenować pływanie i skoki do wody, to czemu nie. Na dworze jest bardzo ciepło, woda przyjemnie chłodna, więc pies niech się bawi.

I się bawiła… tak się bawiła, że pewnego poranka, kiedy wyszłyśmy na spacer moją uwagę przykuł wciśnięty w tyłek ogon teriera, który zazwyczaj jest dziarsko zawinięty do góry.

W sumie na początku bardzo się tym nie przejęliśmy. W nocy Elka spanikowała, bo na drugim brzegu wyły wilki, więc zrzuciłam to na efekt nocnej paniki i że zapewne dalej trochę panikuje. W końcu wyszła na spacer jak gdyby nigdy nic, tylko że ogon jest inny.

Źródło: http://www.therapy4dogs.co.uk/

Po śniadaniu i ogarnięciu łódki wzięłam ją na kolejny spacer, tak żeby załatwiła co potrzeba przed odpłynięciem. Poranny humor po śniadaniu i krótkiej zabawie znacznie się poprawił, a ja zapomniałam o „przerażonym” ogonie. Spacerowałyśmy brzegiem jeziora, Elka płoszyła ptaki, wskakiwała do wody, buszowała po krzakach – wszystko okej, tylko ten ogon taki dziwny – wyglądający jakby złamał się w połowie i był bezwładny. Wyobraźcie sobie, że Ela zawsze osi ogon dziarsko zawinięty w półksiężyc nad plecami. W przypadku tej kontuzji ogon był w linii prostej przedłużeniem grzbietu, a mniej więcej w połowie był “złamany” zwisając bezwładnie pod kątem prostym, tak jak na załączonej grafice.

Przywołałam ją do siebie, obmacałam ogonek, pozginałam go, co suka skwitowała oburzonym spojrzeniem. Opuchlizny nie było, temperatury nie zmienił, żadnej rany, żadnego usztywnienia. Nawet objawów bolesności, a Elza jest wielką panikarą i potrafi się wydrzeć jak obdzierana ze skóry, kiedy podczas czesana mocniej szarpnę jakiś kołtun.

Kolejną teorią, która zbiegła się w czasie z chorobą ogona, był faktycznie potencjalny uraz – dzień wcześniej mieliśmy trochę problemów na wodzie. Elka pod pokładem podczas szkwału przekoziołkowała – więc uznałam, że musiała sobie stłuc ogon. Dziwne trochę, ale nie wykluczałam tej opcji.

Do wieczora mieliśmy pożeglować i nocą wracać do Lublina. Jako że boleści jako takiej nie było, a pies na chorego nie wyglądał, jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy, choć z tyłu głowy ciągle kołatała mi przerażająca myśl – a jeśli jednak jest złamany?! Oczywiscie w stresie człowiek przestaje myśleć racjonalnie, więc mimo że nic nie wskazywało na złamanie, ja już przeżywałam potencjalną amputację, histeryzując – jak Elka będzie wyglądała bez ogona…

W drodze powrotnej przewertowałam Internet, szukając objawów złamania ogona oraz wszelkich jego chorób. I tym o to sposobem natrafiłam najpierw na „wiotki ogon”, a później na „zimny ogon”. Przeglądałam też wszystkie zdjęcia na telefonie, aby upewnić się od kiedy ogon się uszkodził i czy na pewno nie jest to uraz mechaniczny od uderzenia po feralnym dniu pełnym przygód. Ale uraz to nie był, Elza całe popołudnie i wieczór spacerowała z nami i bawiła się, a dumny ogon dzielnie powiewał niczym chorągiew oznajmiająca światu dobry humor teriera. Ogon zepsuł się dopiero po nocy, kiedy to absolutnie nic nie mogło się stać, szczególnie że z powodu odgłosów wilków, Suka spała wciśnięta w najdalszy kąt łódki w stercie koców i innych rzeczy, mających ukryć jej obecność, przed krwiożerczymi bestiami.

Objawy i przyczyny jak nic pasowały tylko i wyłącznie do “zimnego ogona”, więc nieco się uspokoiłam, uznając, że jeśli pies zacznie wykazywać jakiekolwiek objawy bolesności lub w najbliższych 24h się nie poprawi jedziemy do weterynarza.

Co ciekawsze syndrom zimnego ogona bardzo często dotyka psy pracujące w wodzie między innymi retrivery, które wydawać by się mogło powinny być na to odporne, w końcu to rasa stworzona do aportu z wody. Jednak w zasadzie do dziś nie opisano genezy syndromu. W trakcie choroby dochodzi do czegoś na kształt “porażenia” ogona, co wiąże się z miejscowym zapaleniem mięśni i najprawdopodobniej nerwów. Opisywane jest to również jako długotrwały skurcz, choć obserwując Elę osobiście najłatwiej było mi to porównać do naszego ludzkiego “zapalenia korzonków”.

I choć nie wyglądało to ciekawie, sama przypadłość nie trwała dłużej niż 72h i na szczęście szybko się poprawiło. Po wrzuceniu naszej historii z ogonem na fanpage, okazało się, że ta przypadłość wcale rzadką nie jest i wiele osób miało z tym problem, choć w większości kończyło się na wizycie u weterynarza, ze względu na dużą bolesność psa. Za radą Oli z Chersi i Kiba, zaczęłam robić okłady z termofora i po takiej nocy, biedny martwy ogonek wrócił z zaświatów. Jeszcze trochę nieśmiało – ale żył. Po kolejnych 24h wygrzewania pióropusz niczym u husarii dumnie powiewał nad plecami Eli, oznajmiając wszem i wobec o powrocie terierzego ogona.

I tak skończyła się historia ziemnego ogona. Dużo szumu o nic. Dużo stresu i paniki, ale wszysko dobrze się skończyło. Pozostaje pytanie jak uniknąć tej przypadkłości w przyszłości. Słyszeliście o tej przypadłości?

Ogółem: 456, dzisiaj: 10
2 komentarze
0

You may also like

2 komentarze

Nika 25 września 2019 - 17:55

Szczerze? Słyszę o tym pierwszy raz. Do tej pory nie miałam pojęcia, że retrievery są na to bardziej narażone. Dziękuje za post. Przynajmniej dowiedziałam się czegoś nowego na temat, który dotyczy mojego przyszłego pupila.

blog

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 25 września 2019 - 18:31

U retriverów spotyka się to najczęściej jak podają źródła, ale ze względu na specyfikę pracy w wodzie. Przykładowo owczarki w wodzie nie pracują więc można rzec, że problem ich nie dotyczy, ale jeśli będziemy mieć psa, który tak jak tekstowa Ela przesadził w zabawie z wodą, to może mieć tą przypadłość, mimo że retriwerem nie jest. 😉

opublikuj

Pozostaw odpowiedź Nika Anuluj odpowieź