Strona główna Nasz punkt widzenia Ogród – spełnienie marzeń psa?

Ogród – spełnienie marzeń psa?

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Kiedyś na blogu pojawił się wpis o tym, co jest lepsze – blok, czy dom z ogrodem. W którym opowiadałam, Wam o tym, jak nadworny pies Donner, został psem blokowym i całkiem nieźle sobie poradził. Dziś opowiem Wam o ryzyku związanym z nieprzemyślanym korzystaniem z ogrodu, które dostrzegliśmy z M. dopiero kiedy tego ogrodu nam zabrakło. Kiedy okazało się, że da się żyć w mieszkaniu z dwoma psami i nie jest to żadne większe wyzwanie, a dopiero będąc z nimi cały czas, zauważamy różnicę w naszych relacjach, a relacjach które mamy, gdy przebywamy u rodziców, gdzie psy mają ogród i mogą być „dzikie”.

Ponoć dla psa, tym bardziej dużego, najlepszym miejscem do życia jest dom z ogrodem. Czasem zdarza się tak, że schroniska czy też fundacje nie chcą wydać dużego psa do bloku, bo lepszy jest dom z ogrodem. Innym razem ktoś nie decyduje się na psa, póki nie będzie miał domu z ogrodem. Ale co tak naprawdę zmienia dom z ogrodem? Czym to się różni od posiadania mieszkania? Tym, że psa nie będzie trzeba wyprowadzać na spacer, co w rzeczywistości jest jednym z największych psich koszmarów? Czy ogród będzie miejscem, gdzie można ulokować psa, kiedy mamy go dość? A może po prostu ciągle mamy w podświadomości przeświadczenie o tym, że psu najlepiej na dworze – w budzie?

Zabawy w ogrodzie są super!

 

Po co nam pies?

Zaczynając od obalenia ostatniej tezy, należy przypomnieć, że pies potrzebuje rodziny, czy też jak niektórzy zwolennicy teorii dominacji wolą to nazywać – stada. Psy to nie są zwierzęta samotnicy. Psy potrzebują stworzenia więzi i relacji, w których będą żyły. Pozostawiając psa samego skazujemy go na… samotność. Nie zapewniając mu odpowiedniej ilości kontaktów z człowiekiem i innymi psami, nie pozwalając na stworzenie relacji i więzi – skazujemy psa na spore problemy natury psychicznej, bo pomyślcie to trochę tak jak ktoś odciąłby Was od wszystkich i wszystkiego, zamykajac w czterech ścianach. Tak nie da się zdrowo funkcjonować!

Szczerze powiedziawszy nie wiem, co jest tego powodem, że ogród malowany jest jako spełnienie marzeń każdego psa. Faktycznie, fajnie jest, kiedy pies może sobie poeksplorować czy pobawić się w bezpiecznej przestrzeni szczególnie jeśli pies ma jakieś problemy zdrowotne czy behawioralne i nie możemy spucić go ze smyczy na spacerze, ale jeśli ktoś zakłada, że mając ogród zapewni psu wszystkie potrzeby, ograniczy ilość spacerów (swoich obowiązków względem psa), ale tym samym podniesie komfort życia swojego i psiego, to jest w błędzie. Ponieważ nieprzemyślane korzystanie z ogrodu może prowadzić do wielu problemów. Oczywiście może – nie musi, ale niezależnie od wszystkiego, musimy pamiętać, że ogród nie może stać się dla psa kojcem – wybiegiem jak w ZOO.

Szaleństwa w ogrodzie

Co złego jest w tym ogrodzie?

Co więc takiego strasznego jest w tym ogrodzie? W sumie to nic! Jeśli korzystamy z niego świadomie i mądrze. Gorzej jak ogród staje się całym światem psa… Bo kiedy pies jest w nim sam, zupełnie nie mamy wpływu, ani świadomości co robi i co się z nim dzieje. Oczywiście pierwszymi skojarzeniami jest ucieczka (wykopanie się, przeskoczenie ogrodzenia),  zjedzenie trującej rośliny lub obawa o to, że ktoś go wypuści i ukradnie, otruje lub będzie chciał pogłaskać, a pies odgryzie mu rękę. Ale jeśli mówimy o zagrożeniach, wcale nie muszą one być aż tak drastyczne, by wpłynąć na nasze życie i życie naszego psa.

Pies w ogrodzie pozostawiony jest sam sobie, bardzo często jest w trybie ciągłego czuwania. Jeśli ktoś myśli, że nasz pies świetnie się bawi i wyładowuje emocje biegając wzdłuż płotu i oszczekując przechodniów, jest w wielkim błędzie, bo nie dość, że jest to niekomfortowa sytuacja dla ludzi chodzących wzdłuż posesji oraz sąsiadów, powoduje to szereg problemów u naszego psa. Często czytam o tym, że czyjś pies jest bardzo szczęśliwy w ogrodzie i w ogóle nie chce wchodzić do domu, bo od razu szczeka, żeby wyjść i biegnie dalej szaleć. Dla mnie takie zachowanie świadczy o tym, że pies nie potrafi odpoczywać. Że cały czas jest napięty i czujny i najmniejszy zgiełk na zewnątrz powoduje odpalenie pełnego pobudzenia. Czy według Was da się długo i zdrowo funkcjonować w takim stanie, gdzie najmniejszy bodziec powoduje taką reakcję? Myślę, że cześć osób będzie bardzo szczęśliwych, bo ich pies „stróżuje”. Tylko czy frustracja i pobudzenie niemal 24h na dobę, oszczekiwanie wszystkiego i wszystkich to jest stróżowanie? Czy dobry stróż nie powinien reagować dopiero w momencie zagrożenia, czy też naruszenia terenu / stada? Czy nasze „stróżujące” psy nie zamieniają się w rozhisteryzowane Pimpusie drące się na wszystko?

Muszę Was zmartwić, w większości przypadków są to rozhisteryzowane burki (choć nierzadko rasowe), które nie radzą sobie z emocjami i otaczającym ich światem. I nie łudźcie się, że jazgocząc pod bramą czy atakując wchodzących na posesję psy są takie wspaniałe, odważne i stróżujące. No niestety. Wiecznego darcia się na wszystko, nie można uosabiać i usprawiedliwiać stróżowaniem -oczywiście nie mówię o informacyjnym, czy ostrzegawczym pojedynczym szczeknięciu, czy oszczekaniu, tylko o regularnym darciu się na wszystko, co mija płot i bramę. A tak naprawdę świadomy opiekun powinien wejść jeszcze głębiej w zachowanie swojego psa i zastanowić się czemu i jak ujada. Czy faktycznie „stróżuje, bo jest dzielny” czy drze się ze strachu przemykając po działce z podkulonym ogonem, czy może jest to odpowiedź na zaczepki niektórych ludzi, a może jedyna rozrywka w życiu?

Także, to jest dla mnie najważniejsze i największe ryzyko ogrodu – stałe pobudzenie, nabycie i zauczenie złych zachowań co może skutkować przeniesieniem ich (tych zachowań i skojarzeń) na życie codzienne. Zapytacie jak? Proszę bardzo przykłady z naszego życia, których dostrzeżenie wpłynęło na powstanie tego tekstu – nie popełnijcie moich błędów.

Nic nie zastąpi spaceru

Co złego przyniósł niekontrolowany dostęp psów do ogród w naszym życiu:

Agresja w stosunku do rowerzystów

  • Dlaczego Donner tak strasznie nie znosi rowerów? Pisałam o tym wielokrotnie, ale obecnie to ciągle nasz największy problem… Pozostając w ogrodzie, kiedy jeszcze mieszkałam w Lublinie, dzieci z okolicy miały największą zabawę w ściganie się z Donnerem wzdłuż siatki (a mamy bardzo długą działkę). Chłopcy na rowerach, Donner na nogach. Wyobraźcie sobie teraz frustracje psa, który przez wiele dni, zanim to zobaczyłam i ukróciłam ten proceder, był nakręcany do biegania w kółko za rowerem, a kiedy odpuszczał, jeszcze bardziej nakręcano go i prowokowano do szczekania i pogoni poprzez drażnienie.

Strach przed pewnym charakterystycznym “typem ludzi”

  • Pewne „typy” ludzi o charakterystycznym wyglądzie, które wykłócały się z psem przez siatkę, najczęściej gadając do niego, lub krzycząc by był cicho – w efekcie czego, do tej pory pewne sylwetki osób, w charakterystycznym ubraniu powodują u Donnera na spacerze spięcie, wprawdzie już nie pojawia się agresja, ale widzę jak niepewnie czuje się przy nich pies, kiedy kilka razy odwraca się za nimi mimo, że dawno się już minęliśmy.

Dokarmianie psa

  • Smaczki z rosołu… oh tak… nie wszyscy ludzie chodzący wzdłuż siatki byli źli i nie lubili moich psów. Powiem szczerze większości było to zupełnie obojętne, ale byli też tacy co uwielbiali pieniącego się przy płocie Donnera. Zazwyczaj byli to starsi panowie, którzy lata temu mieli owczarka i którym Donner przypominał lata młodości. Nie raz zdarzało się, że przynosili mu resztki z obiadu, czy rosołu… w dobrej wierze i niestety mimo dobrych chęci, skończyło się po którejś prośbie by tego nie robili, karczemną awanturą, no ale zdrowie mojego psa było dla mnie ważniejsze, iż relacje z osobami chodzącymi wzdłuż siatki… Całe szczęście, że nikt nigdy nie próbował mi psów otruć…

Głupota i nieodpowiedzialność ludzi

  • Idź przywitaj się z pieskiem” – znacie to? Ja prawie zeszłam na zawał, kiedy zobaczyłam, jak ojciec przekłada swoją rękę przez ogrodzenie w płocie i zachęca kilkuletnie dziecko, by pogłaskać przez bramę Elę. Fakt – sprzedajny terier nastawiał się do głaskania, ale na podjeździe był też gdzieś Donner, który gdyby zobaczył wysuwająca się rękę niechybnie by ją ugryzł. I cóż z tego, że na bramie wisi tabliczka: „Uwaga zły pies”, a ogrodzenie jest na tyle szczelne, że pies nosa nie przełoży, ale rękę jak ktoś się postara to wsunie… szczególnie dziecko… A potem byłyby te rzewne historie w Interwencji, jak owczarek pogryzł niewinne dziecko przez płot.

Tego patyka ostatnio nie było!

Nuda zabija, ale przede wszystkim niszczy ogród

  • Pies przebywający sam na podwórku znajduje sobie swoje własne rozrywki. I to już nie chodzi o zeżarcie drzewka, czy wykopanie tulipanów. Choć uwaga! Jeśli pies to robi, to znaczy, że prawdopodobnie się nudzi (o ile w tym czasie nie poluje na kreta, co też nie usprawiedliwia kopania w ogródku). Jeśli ktoś myśli, że robi psu przysługę, wypuszczając go na noc z kojca, żeby biegał wtedy po ogrodzie, niech liczy się z takimi stratami i nie dziwi, czemu pies niszczy…

Rytuały i schematy

  • Psy bardzo szybko tworzą sobie pewne nazwijmy to – rytuału. Przykładowo, Elza nigdy nie mieszkała w ogródku, mimo to dwa trzy razy do roku zdarza jej się przyjechać na tydzień do Lublina, gdzie może korzystać z ogródka, do woli, a że zostają pod opieką mamy, do woli znaczy nieograniczenie. Kiedy więc po pewnych wakacjach przyjechałam odebrać psy zostając jeszcze kilka dni w domu, zdziwiło mnie, że Elka punk ósma rano zażądała wyjścia w trybie natychmiastowym, mimo że raptem półgodziny temu były za potrzebą. Jako że sytuacja powtórzyła się na drugi dzień, dodatkowo podobna akcja była po piętnastej, trzeciego dnia zaczęłam zastanawiać się, o co chodzi. Nie uwierzycie, ale o tych godzinach był wzmożony ruch „działkowców”, czyli starszych ludzi idących na działki, a poranny autobus dowoził ich najwięcej, tak jak popołudniowy zabierał największą grupę. Tak więc Elka jakby z zegarkiem w ręku wypadała wtedy na ogród, by czekać na nich pod bramą i… oszczekiwać. Jako że ja nie toleruję takiego zachowania i bezsensownego darcia mordy, szybko ukróciłam wypracowany przez kundla proceder.

Biedne są zwierzęta w ZOO, ale pies w ogrodzie ma niemal raj

  • Dla mnie najważniejsza jest jednak regularność spacerów i ogarnianie się psa na codzień, bo ogród rozleniwia człowieka i to strasznie, a nie socjalizwoany ze światem pieś w nim “dziczeje“. Donner i Budzik zawsze wychodzili na spacery (a pomyślcie tylko co by było, jakby te psy na spacer nie wychodziły, lub wychodziły od święta – daj Boże raz na tydzień), ale ja zawsze lubiłam spacerować i nie wyobrażałam sobie nie wychodzić z psem, ale zazwyczaj chodziłam do lasu. Czyli z dala od cywilizacji, bo i w takim miejscu mieszkaliśmy. Ela mieszkała z nami w mieście w bloku. Za szczenięcia chcąc nie chcąc wychodziło się z nią nawet i pięć razy dziennie, plus ze dwa spacery w nocy. Las owszem był, ale przede wszystkim były to spacery miejskie, więc chcąc nie chcąc ten pies musiał się zsocjalizować, poznać ze światem i otoczeniem. Na niej wrażenia praktycznie nie robi nic, co jest w otoczeniu. Dla Donnera na początku było wyzwanie minąć się ze stojącym na osiedlu koszem na śmieci, z którego się wysypywało – bo pierwszy raz zobaczył go na oczy w wieku 3 lat. Przejeżdżający wzdłuż chodnika TIR (głośny i powodujący drgania) powodował w psie napięcie i potrzebę odreagowania. Ilość bodźców i nowości po przeprowadzce na pewno wpłynęła po części na nasilenie problemów u Donnera, bo mimo wspaniałego i aktywnego życia w Lublinie, mimo że bywał w miastach, knajpach, jeżdził z nami na wakacje itp. dopiero życie na co dzień w centrum miasta pokazało mi jego deficyty socjalizacyjne. I można tu zakładać, że szczeniak musi poznać wszystko w pierwszych tygodniach i problem z głowy. No moi mili – nie. Nawet jeżeli to pozna, a potem przez lata nie będzie miał z tym kontaktu, to nie ma siły, by po jakimś czasie coś „strasznego” w mniemaniu psa nie zrobiło na nim wrażenia. Owszem może nie zrobić, a może okazać się, że głupi kosz na śmieci spowoduje u psa paraliż i odmowę dalszego spaceru. Ale moje psy były zawsze – spacerujące, a jak w świecie “po za płotem” ma się odnaleźć pies, który na spacer wychodzi raz w tygodniu lub rzadziej? Nie wiem dlaczego opiekunów takich psów dziwi fakt, że psy są lękliwe/agresywne/zachowują się na spacerze źle mimo, że w domu są uroczymi słodziakami. Dlatego też pomimo cudownej okolicy na spacery z psami w której teraz mieszkamy – olbrzymich lasów, łąk i pastwisk  – moje psy obowiązkowo są zabierane kilka razy w tygodniu do miejskiego parku, gdzie są ludzie, rowery, dzieci i inne psy. Gdzie trzeba chodzić przy nodze i mijać się z innymi. By ciągle miały kontakt z “cywilizacją”, mimo że ni jak ma się to do długich spacerów po lesie czy łąkach.

Czy Twój pies umie odpoczywać?

  • Analizując teraz wychowanie Donnera, który mógł i przebywał dużo w ogrodzie jako młody pies i często zostawał w nim sam oraz Elkę, która jednak przebywała z nami lub w zaciszu domowym, stwierdzam, że wielu problemów z Donnerem można był uniknąć lub pojawiłyby się w znacznie mniejszym stopniu, gdyby pies miał ograniczony dostęp do ogrodu. Na pewno byłby mniej spięty, mniej czujny i umiał szybciej się wyciszyć – tak naprawdę dopiero po przeprowadzce do naszego mieszkania ten pies nauczył się odpoczywać i nie wybudzał się, będąc w 100% czujności z byle powodu. A umiejętność odpoczynku i wyciszania na pewno przełożyła się na skuteczność i efektywność pracy nad jego problemami. W Lublinie z przyzwyczajenia jest stale czujny. Najmniejszy szmer na działce powoduje potrzebę natychmiastowego wyjścia i sprawdzenia, co się dzieje. A jest to tak silnie wyuczone, że zdarza się, że w pierwszych godzinach po powrocie do domu, kiedy Donner w końcu zapadnie w głęboki sen (na tyle głęboki, że czasem sprawdzam, czy żyje), to pies potrafi zerwać się na równe nogi ze snu z potrzebą zareagowania na jakiś hałas za oknem, po czym na jego pysku maluje się autentycznie zdziwienie, że jest w domu – nie w Lublinie. Więc zazwyczaj po zawstydzonym ziewnięciu lub otrzepaniu się idzie spać dalej, bez sprawdzenia co go zbudziło, co było nie do pomyślenia w Lublinie.

Nie ma jak w domu…

Kiedy zdaliśmy sobie z tego wszystkiego sprawę, zaczęliśmy wydzielać psom czas w ogrodzie. Śpią z nami w domu, kiedyś jeśli chciały zostawały w ogrodzie na noc, a obecnie z ogrodu korzystają praktycznie tylko wtedy kiedy ktoś z nimi jest. Kiedy mama i babcia zajmują się ogródkiem, kiedy koszę trawę, kiedy się bawimy lub trenujemy, albo czytam książkę na leżaku. To nie znaczy, że chodzę za psami krok w krok! Nie. Skończyło się zostawianie psa na ogrodzie, kiedy wychodzimy z domu, kiedy pracuję zamknięta w pokoju i nie wiem co się dzieje na dworze. Nawet jak mają w ogrodzie “czas wolny” co jakisz czas kontroluje co robią. Koniec samowolki i głupienia, ale ogród jest dalej do dyspozycji psów, ale na moich zasadach i potrafię “odebrać” im ten ogród, kiedy korzystają z niego niewłaściwie. Samowolne podróże po ogrodzie sprowadzają się do kilkudziesięciu minut w ciągu całego dnia. Zazwyczaj, kiedy jest słońce i Elka ma potrzebę się poopalać lub późnym wieczorem i nocą, kiedy Donner starym zwyczajem robi obchód działki, sprawdzając szczelność ogrodzenia.

Czy ogród jest faktycznie takim złem?

Nie. Ogród jest super, ale tak jak ze wszystkiego musimy z niego świadomie korzystać. Ogród jest super na bezpieczne treningi i zabawy. Ogród jest super na szybkie sikupy, kiedy goni nas czas, rozkłada choroba lub pogoda nie sprzyja spacerom. Ogród jest super, kiedy pies nie odnajduje się na domowej imprezie lub goście panicznie boją się psa, a nie mamy kennela. Ogólnie ogród jest super i marzę, kiedy na powrót będę miała dom z dużym ogrodem, bo nasz mikroogródek… cóż też jest super, ale ogród to ogród.

Ale ogród nie może zastąpić domu, rodziny i możliwości eksploracji okolicy. Nie może zastąpić spokojnego, bezpiecznego miejsca, w którym pies będzie mógł zasnąć, ale tak porządnie zasnąć by nie budziły go byle jakie bodźce. Ostatecznie ogród nie może zamienić się w wybieg rodem z ZOO, który zastąpi psu świat.

Czy pies może sam przebywać w ogrodzie?

Tak, jak najbardziej, ale niech nie zamienia się to w nakręcanie na otaczający świat. Niech nie będzie to karą i jedyną atrakcją w psim życiu. Nie ma nic złego w tym, by pies spędzał czas na ogrodzie, nawet przez kilka godzin w samotności. Ale kiedy widzimy lub słyszymy, że wbrew pozorom nie jest to dla psa czas pozytywnych doświadczeń. Kiedy jego jedyne zajęcie sprowadza się do oszczekiwania ludzi, czy przesadzania naszych kwiatków może warto zastanowić się, czy tak spędzany czas służy psu, naszym relacjom i jego postrzeganiu świata. Bo niestety bardzo często to, co wydaje nam się, że jest fajną rozrywką dla psa i pies nawet na pierwszy rzut oka wraca uradowany, w rzeczywistości wcale nie musi być pozytywnym doświadczeniem… ani dla naszego psa, ani dla świata po drugiej stronie siatki. Także korzystajmy z ogrodu świadomie, nie rezygnujmy ze spacerów i zawsze we wszystkim kierujmy się dobrem naszego psa, ale takim faktycznym dobrem, bo “merdający”  podczas szczekania przez siatkę ogon i pozorny “uśmiech” na psim pysku, kiedy wraca z awantury pod płotem, nie znaczy, że nasz pies “spełnia się” w roli stróża i jest szczęśliwy.

Ogród <3

Ogółem: 283, dzisiaj: 1
2 komentarze
0

You may also like

2 komentarze

Agnieszka 6 grudnia 2019 - 08:27

Zgadzam się z całym tekstem ogromnie i dodałabym jeszcze jedną rzecz jako zaletę ogrodu (ale tylko jeśli jest traktowany w odpowiedzialny sposób!). Przy problemach behawioralnych takich jak lękliwość (przede wszystkim) czy agresja w stosunku do ludzi czy psów bardzo ważne jest zarządzanie środowiskiem i nie dopuszczenie do zalewania psa bodźcami. Mając ogród, nie muszę przeprowadzać lękowego psa przez te wszystkie bodźce trzy razy dziennie, a mogę wyjść z nim na dedykowane stopniowe ćwiczenia pod kontrolą co drugi dzień, czy nawet raz w tygodniu – przecież kortyzol wywołany reakcją stresową utrzymuje się w organizmie przez 72h i w tym czasie zdolność uczenia się jest ograniczona. I nie mam tu na myśli izolowania, o którym mówisz w tekście, jedynie stopniowe i rozsądne dawkowanie przerażonemu miastem psu bodźców.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 6 grudnia 2019 - 18:08

Tak, dokładnie. Tylko o tym wsponiałam, że ogórd może być super miejscem dla psów chorych czy z problemami i tak jak napisałaś możemy poświęcić na spacerach czas na pracę, bez zbędnego stresowania psa światem zewnętrznym, jednocześnie nie zaniedbując psu choćby najprostrzego “wybiegania się” w przestrzeni bezpiecznej, którą znają. To samo dotyczy szczeniąt – z jednej strony socjalizacja ze światem z drugiej ryzyko chorób zakaźnych na które nie są szczepione. Ogród jest super sprawą do pierwszych kroków w poznawaniu świata, gdzie jesteśmy w stanie ograniczyć potencjalne zagrożenia, czego na chociaby osiedlu w mieście nigdy nie unikniemy.

opublikuj

Zostaw komentarz