4Lip

Tak, Ty też możesz pojechać na wakacje bez psa!

W psiarskim świecie utarło się, że psa trzeba zabierać ze sobą zawsze i wszędzie. Do sklepu, do lekarza, do toalety publicznej, do pracy itd., itp. O ile jest to w ramach socjalizacji, po uzgodnieniu tego z drugą stroną np.: właścicielem sklepu, czy panią na poczcie – jest to ok, a nawet wskazane. O tyle kiedy ze spaceru z psem robimy wypad na zakupy, o czym pisała Dominika z Pies do Kwadratu, uważam, że jest to już trochę przegięcie.

Podobnie jest z wakacjami. Jest sporo osób podróżujących z psami i radzą sobie świetnie (Makuscy, Podróże z Pazurem  czy Wataha w podróżyzazdroszczę, kocham, uwielbiam! ❤ ), ale jest wiele osób, które nie mogą pozwolić sobie na wyjazd wakacyjny z psem i to nie dlatego, że są wygodne i nie chcą zabrać psa. Bo co innego zadeklarowanie – zaplanowane podróżowanie, a co innego ciągnięcie psa za wszelką cenę, bo wszyscy tak robią. Niestety moda na posiadanie psa i bycie psiarzem w stylu – „mój pies moja – rodzina, ma takie same prawa jak człowiek, więc jest ze mną wszędzie”, zaczyna zbierać moim zdaniem niezbyt owocne plony w postaci braku racjonalnego myślenia opiekuna, tylko robienia „jak inni” za wszelka cenę… Z drugiej strony im więcej pracuję z ludźmi i z ich psami, tym częściej zdaję sobie sprawę z tego, że tak na prawdę to nie psy maja problemy z czymś, tylko ich opiekunowie, w efekcie czego sami na siebie ściągają koszmarki i problemy, jakby nie patrzeć na własne życzenie.

Podobnie jest w poruszanym dzisiaj przeze mnie temacie „wakacji z psem”. Ludzie nie potrafią się rozstać ze swoimi psami i często nie myślą racjonalnie, ciągnąc psy gdzieś na siłę nie biorąc pod uwagę ich problemów, lęków, chorób, predyspozycji – uważając, że lepiej im będzie z nimi nawet w miejscu czy sytuacji dla nich stresującej, bądź szkodliwej, niż zostawienie ich na parę dni u rodziny, czy w hotelu. Nie każdy, a raczej mało który zadeklarowany psiarz potrafi „przeciąć pępowinę”, a czasem takie wakacje od psów i nam i psom wbrew pozorom wyjdą na dobre.

Donner na zamku w Czersku

Mimo, że nasze Kudły zazwyczaj jeżdżą z nami wszędzie, są urlopy bez psów. Rok temu była to nasza podróż poślubna do Grecji, akurat z biura podróży, więc na psiaki miejsca nie było. W tym roku świadomie zaplanowaliśmy urlop bez psów. Niestety, a może i stety. Bo możliwości mamy, żeby je zabrać, tylko musimy przeanalizować, czy wakacje takie jak zaplanowaliśmy spodobają się naszym psom, czy może większą frajdą będzie dla nich dwa tygodnie w ogrodzie u mamy.

Bo prawda jest taka, że zaplanowaliśmy wycieczkę objazdową na Węgry i Chorwację. Znając nasze psy ich potrzebę ruchu i zajęcia, obawiam się, że długie, częste przejazdy autem mogą im nie posłużyć co odbije się bezpośrednio na humorze Donnera. Drugą kwestią jest lato i wysokie temperatury, może to nie byłoby jeszcze najgorsze, ale pamiętajmy że Donner ma chorobę oczu, a nie jestem pewna czy będę w stanie zagwarantować mu zawsze cień. A nawet jeśli temperatura nie będzie nas rozpieszczała i dopadną nas deszcze, to co te biedne psy poczną w apartamencie czy innej noclegowni? Nie wyobrażam sobie komfortowej podróży z ociekającymi wodą i błotem psami, przez kolejne 200 km tylko po to by wychodząc wpadły do kolejnego bajora… No właśnie woda… Dopiero co wyleczyliśmy alergię po ostatnich kąpielach w stawie, znając nasze szczęście alergia pojawi się już po kilku dniach, przy pierwszej ochłodzie w jakiejkolwiek wodzie.

Donner w Krakowie

To tyle jeśli chodzi o psy. Teraz pora na nas i cofnijmy się do pierwszego akapitu. Nie wszędzie psa weźmiemy. Na wycieczce objazdowej szukamy noclegu na miejscu, szukamy atrakcji na miejscu – znalezienie od tak noclegu z dwoma psami będzie o wiele trudniejsze, tak samo miejsc przyjaznych psom, bez uprzedniego rozeznania, czy zaplanowania wszelkiego rodzaju zwiedzania i wycieczek, bo nie planujemy nic – zobaczymy gdzie nas poniesie. O ile jeszcze z Elą jak to z Elą nie ma większego problemu, o tyle Donner znudzony i zmęczony podróżą, niewybiegany, a może i zestresowany będzie wymuszał na nas 120% uwagi, czy nie postanowi czegoś odwalić. W końcu nie jest to uroczy piesek, który kocha cały świat, a jak się zmęczy można spakować go w plecak.

No i na koniec najważniejsze. Tym razem mamy ochotę trochę pozwiedzać, poleżeć na plaży, pić wino w winnicach i jeść lokalne pyszności. Nie latać po górach (choć pewnie i taka wycieczka się pojawi), nie włóczyć się po lasach, tylko zrobić sobie bądź co bądź miejskie wakacje. Czy dla naszych psów byłby to coś fajnego? Znając je nie od dziś wiem, że nie. Ludzie, gorący chodnik, nuda, mało ruchu i szaleństw, słońce i upały – zdecydowanie to nie są wakacje dla moich psów, które nie należą do domatorów i nie wysiedzą kolejnego dnia w ogródku kawiarni. Ale nie demonizujmy ich aż tak, bo w końcu Donner wiele już z nami zwiedził i dawał radę! Oczywistym jest, że jakby je zabrać, to się wszyscy ogarniemy i się da – jak niejednokrotnie pokazywałam, ale czy warto robić coś na siłę, za wszelką cenę przy dyskomforcie obu stron?

Więc psy zostają na wakacjach u mamy, w wielkim ogrodzie z psim basenikiem, grządkami do kopania, siostrą do głaskania i rzucania piłki i kotami do męczenia. I wiem, że wyjdzie im to na dobre.

Co ma na celu ten wpis? Pokazanie tego, że dobro i komfort naszych psów jest czasem ważniejszy niż nasze wakacje dla ładnej foci czy pochwalenia się znajomym, że nasz pies był pod Wieżą Eiffla – w ramach coraz popularniejszego zabierania psa wszedzie lub z „potrzeby serca”. Często naszą potrzebę bycia z psem z podowu niezdrowego uzależnienia traktujemy jako wyrządzanie psu krzywdy, a w rzeczywistości robimy ją sobie, bo nie pójdziemy spontanicznie na piwo, bo szkoda psa zostawić w domu, jak cały dzień nas nie widział, bo bylismy w pracy; szkoda nam pojechać na 3h nad jezioro, jeśli psa zabrać nie można, bo jest zakaz psów… to lepiej w ogóle nie jechać. W taki sposób stajemy się niewolnikami naszego psa… Ale wracając do wakacji – zabierając psa  weźmy przede wszystkim pod uwagę to czy podoła i czy obydwoje nie wrócimy z nich zmęczeni – my bo mieliśmy psa-balast, a pies odchoruje wyjazd fizycznie i psychicznie.

Nas czekają jeszcze na pewno wspólne wyprawy na psie wakacje i psy nie pogniewają się o to rozstanie. Bo to my opiekunowie myślimy racjonalnie, nie nasze psy i czasem musimy podjąć decyzję, która będzie najlepsza dla naszych psów, choć z doświadczenia wiem, że najciężej podjąć nam ją ze względu na nasze emocje i przywiązanie do psów, często przekonanie o tym, że pies odbierze trzy dni rozłąki jak porzucenie. Często mamy może wyrzuty sumienia lub nawet poczucie winy, że powinniśmy zrobić wszystko by je zabrać. Ale nie! To są psy! Kochamy je, szanujemy, uwielbiamy, ale… ale czasem pomyślmy o sobie i zaplanujmy coś dla siebie. Szczególnie jeśli wiemy, że nawet kiedy wszystko dogramy i dopniemy na ostatni guzik będzie to w jakiś sposób niewskazane dla naszych psów – nie róbmy im tego.

Donner na Solinie

No i z okazji wakacji przypominam wakacyjne poradniki, bo jednak co by nie mówić, wakacje z psem są super!
A Wy jakie macie plany na wakacje?

yJak przygotować psa w góry

yNasze górskie przygody

yJak przygotować psa na żagle

yPrzygody pod żaglami

yCoś na weekend

Ogółem: 772, dzisiaj: 4
  • Podpisuję się pod tym wpisem rękoma i nogami! 😉 Na wakacje z psem dopasowujmy atrakcje tak by i pies z nich skorzystał, i się nie męczył. A każdy opiekun psiaka potrzebuje czasem wypocząć i od niego. 😉

    • Zdecydowanie, a podróżowanie z psem robi się modne w ramach „my psiarze mamy prawa” i ciąga się wszędzie tego biednego psa w ramach udowodnienia, że można. No można, tylko czasem warto zastanowić się „po co?”. 😉

      • Lena

        Myślę, że „my psiarze mamy prawa” jest bardziej wynikiem potrzeby niż potrzeba udowodnienia czegoś światu. Przynajmniej w naszym przypadku – zwyczajnie, prozaicznie nie mamy z kim zostawić psów na dłużej, siostra mieszka na drugim końcu kraju, rodzice nie chcą i maja do tego prawo, dlatego futrzaki jeżdżą z nami. Plus jest taki, że nasze fanaberie urlopowe pokrywają się przynajmniej częściowo z potrzebami psów, wiec nie ma takiej tragedii

        • Wiesz, ja jak obserwuję grupy na FB i niektóre blogi to mam wrażenie, że „prawa psiarzy” to często fanaberie… niestety. Bo nie wierzę, że potrzebą jest ciągnięcie psa do galerii handlowej na zakupy koszulek, czy do spożywczaka po bułeczki na śniadanie. Do kościoła na mszę, czy w inne miejsca i to nie w ramach socjalizacji czy pracy z nim – tylko od tak. Bo psiarzowi się to należy…. A staje się to coraz bardziej popularne, a cześć psiarzy coraz bardziej roszczeniowych, nie zwracając uwagi na na prawa i potrzeby innych osób – nie psiarzy.
          Super jeśli wakacyjne plany pokrywają się z możliwościami psa, wiem że jeśli się nie da zostawić psa to czasem nie ma wyjścia i dla jego dobra lepiej go zabrać – ale nie na zasadzie „za wszelką cenę by pokazać że się da, że też mogę, że muszę bo jestem psiarzem i mam prawa”. Wszystko z głową i rozsądkiem – nie dla szpanu. 😉

  • Bardzo dobry wpis 🙂 my na dłuższy urlop na pewno wybierzemy miejsce, w którym i my i Lunka będziemy czuć się dobrze, ale mamy w planach pozwiedzać trochę miast przy okazji weekendowych dwudniowych wypadów i tutaj ze względu na lęki Luny oczywiście zostawiamy ją u Mamy Celiny. Bez wyrzutów sumienia. Żadnych 😉

    • I to jest właśnie świadome posiadanie psa! 🙂 Z psem jest fajnie, ale czasem rozłąka jest potrzebna i nikogo nie zabije!

  • Całkowicie zgadzam się z tym, że „psiarze” są dość roszczeniową grupą społeczną. Jeszcze nie tak bardzo, jak „matki z dziećmi” i „rowerzyści”, ale właśnie w tym kierunku to zmierza ;). A tym czasem – jak zawsze – wystarczy zachować trochę rozsądku.
    Mimo tego: akurat należę do ludzi, którzy zabierają psa ze sobą wszędzie ;). Tylko mój typ wakacji jest zawsze bardzo pro-psi – bo albo jest to 1-2 tygodniowy relaks polegający na spacerach na plaży albo jest to 2-3 tygodniowa piesza wędrówka połączona ze zwiedzaniem atrakcyjnych wizualnie miejsc :).

    • Właśnie o zdrowym rozsądku mówię, bo spotykam się coraz częściej z tym że ludzie się uzależniają od swoicb psów… nie mówię już o tym że uzależniają psy od siebie, a potem sie dziwią skąd bierze się np. lęk separacyjny. Chodzi o zdrowy rozsądek. Umiejętność dobrania wakacji pod psa jeśli chcemy je z nim spędzić, albo kilka dni rozstania jeśli pies nie da rady. Bo co by nie mówić w mojej opinii głupotą jest ciagniecie gdzieś psa na siłę i za wszelką cene, lub uzależnianie swojego życia od naszego psa jeśli nie jest to przypadek skrajnie chory fizycznie i rozwalony behawioralnie, gdzie rozłąka zawazy na latach pracy, czy zyciu.;)

  • VukoBorderCollie

    Zgadzam się. Moje „wymarzone” wakacje, to zazwyczaj aktywności, w których pies jest zdecydowanie szczęśliwy i gdyby można to uczestniczyłabym tylko w takich. Najlepiej odpoczywam właśnie spacerując „po krzakach”. Jednak nie wyobrażam sobie zabierać go wszędzie, tylko dlatego, że muszę go mieć ze sobą. A czasem i człowiek potrzebuje odpocząć. Często to nawet nie pies się męczy, a właśnie ludzie. Z doświadczenia wiem, że odpadają wszelkie wypady z większą grupą znajomych, o ile nie jest to wypad nastawiony na spacery, czy taki typowo psi. Zabrałam Vuka raz, na wypad w dzicz ze znajomymi niepsiarzami. Las, krzaki, typowe PRL’owskie domki, jezioro. Wydawałoby się, że psi raj. I fakt, dla niego był to wyjazd życia, ale ja wymęczyłam się jakbym miała ze sobą stado psów. Znajomi, za co winić ich nie można, zdecydowanie preferowali odpoczynek z piwem, wygrzewając się na słońcu i maczając stopy w jeziorze, albo leżąc na tarasie i gadając. I pewnie bardzo wypoczęli przez ten weekend. Ja jednak byłam świadoma, że siedzenie, pod drzewem/na tarasie/w nogach to nie jest najfajniejsze zajęcie dla pół rocznego psa. Więc chodziłam, rzucałam piłkę, pływałam w jeziorze, generalnie zajmowałam się psem. I było serio świetnie, ale niestety byłam jakby obok moich znajomych, ciągle biegając, myśląc o psie, sprawdzając. A w sumie fajnie byłoby wyciągnąć nogi przez ten weekend i nie biegać za psem bez przerwy, tylko odpocząć jak „zwykły człowiek”. I tak naprawdę odpocząć od odpowiedzialności i od martwienia się, czy(wtedy jeszcze szczeniak) akurat czegoś nie je, nie niszczy, nie gubi się. A psiarzy, którzy KONIECZNIE MUSZĄ ZABRAĆ ZE SOBĄ PSA WSZĘDZIE, nawet do lekarza. Porównałabym do matki „chce rozmawiać z kierownikiem”, która ma ogromny problem odnośnie czegoś co jej dziecku się koniecznie należy, a na co ono, nie ma w zasadzie ochoty i tylko spuszcza głowę myśląc sobie: „matka nie rób mi już wstydu”.

    • Ah… to takie prawdziwe. Cieszę się że ludzie to dostrzegają i umieją obiektywnie ocenić co potrzeba im a co ich psu, bo z zaskoczeniem obserwuje na fb odzew na ten post gdzie pomiędzy racjonalnością i zdrowym podejściem przewija się albo skrajnie „jak można nie wziąć psa?” albo zupełne niedostrzeganie zjawiska, które jest i już trwa, czyli tego że ludzie rezygnują ze swoich przyjemności, wycieczek, spotkań towarzyskich itp jeśli nie mogą zabrac psa….

  • Zgadzam się z Tobą w 100%. Jestem towarzyszką rocznego psiaka, więc jeszcze niewiele podróży za nami, ale wiele przed 🙂 Póki co podróżując po Polsce zabieramy ją ze sobą, jednak są to wyjazdy ustawione pod psa tj. spacery po lasach, górach czy inny tego typu wypoczynek. W naszym przypadku lubimy sobie czasem pojechać na wakacje do ciepłych krajów. Wtedy psina na pewno zostanie u naszych rodziców. Zresztą, gdy decydowaliśmy się na psa, braliśmy pod uwagę, czy będzie ją z kim zostawić.

    • Super świadome podejście! Wbrew pozorom niewiele osób myśli o tym, co stanie się z psem kiedy (tfu, tfu!) trafi na trzy dni do szpitala – i dopiero wtedy jest to tragedia dla psa i opiekuna, bo mieli być zawsze razem… Pies od malego przyzwyczajony do jakiejś innej osoby lub miejsca nie odczuwa rozstania jako wyrządzania mu krzywdy, a wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy że w efekcie takiej nadopiekuńczości doprowadzają do sytuacji, w których nie są w stanie wieczorem spotkać się ze znajomymi jak nie mogą zabrać ze sobą psa albo z powodu wyrzutów sumienia, albo z podowu lęku separacyjnego, który nie bierze się z nikąd… Też mam to szczęście, że psy mogą pojechać do mamy, jakby była potrzeba spokojnie dazą sobie radę u dziadków (gdyby Ci mieli warunki do przedtrzymania ich), ciotki, siostry lub w hotelu dla psów mimo, że w takowym były tylko raz 12h. I to jest właśnie ta wolność, której wiele osób nie ma, lub poprostu nie chce mieć, bo nie potrafi się rozstać i to jest bardzo niezdrowe. 🙂

      • To prawda. My jak jedziemy do rodziców, to zawsze bierzemy psiaka. Dzięki temu Sonia się przyzwyczaiła do nich, do nowego mieszkania, do nowego podwórka. Wówczas wyjazd bez psa nie jest już problemem. Poza tym Młoda też ma wtedy wakacje, bo może z „dziadkami” spać w łóżku (z nami nie śpi) i dostaje smaczne kąski z talerza. Co prawda mało to wychowawcze, ale coś za coś 🙂 Co do hotelu, to jestem przeciwnikiem. Nigdy nie zostawiłabym psa w obcym miejscu, z obcymi ludźmi. I nie przemawia do mnie argument, że ma tam dużo kolegów i koleżanek. Na szczęście, takie rozwiązanie nas nie dotyczy 🙂

        • Ja mam to szczęście, że hotel niedaleko prowadzi mój znajomi szkoleniowiec psów, którego moje psy znają, kilka razy spotkaliśmy się na treningu, więc to nie jest zupełnie obca osoba. Poza tym jest to osoba która doskonale zna problemy i potrzeby Donnera, więc wiem że nie zrobi z nim nic na co się nie zgodzę lub nie poproszę o to. A w sytuacjach nagłych kiedy muszę z dnia na dzień pojechać na drugi koniec polski i M. tak samo, do rodziców mamy 250km jest to rozwiązanie jak znalazł, bo wolę by posiedziały u niego na wybiegu, były wybawione, najedzone i wysikane, niż jakby miały siedzieć 16h w domu. 😉 Ale doskonale rozumiem Twoje obawy, bo gdybym Marcina nie znała nie zostawiłabym psów w hotelu, bo w ramach „dobrych chęci” mogliby im – w szczególności Donnerowi – zrobić olbrzymią krzywdę i moje lata pracy poszłyby na marne, bo to nie jest pies, którego może wziąć nawet na głupią smycz każda osoba o innych rzeczach nie mówiąc.

  • Iwona Holka

    Amelio, wiem, że pytanie nie na temat, ale wspominałaś we wcześniejszych postach o parownicy do sprzątania. Podpowiedz proszę jakie to ustrojstwo. Może też opisałabyś jak sobie radzisz z porządkiem przy dwóch futrzakach? A skoro się odważyłam zapytać to chcę Ci podziękować za ciekawe artykuły i dużo praktycznej wiedzy!

    • Dziękuję! Ten mój wynalazek to karcher z tego linku https://www.kaercher.com/pl/home-garden/parownice/sc-3-premium-home-line-15130500.html . Trzeba sie do niego przyzwyczaic bo to troche inne „mopowanie” ale ja go bardzo lubie, przede wszystkim za to że szybko schnie tylko trzeba czesto scierke plukac by mazaji nie bylo. Ogolnie z psami to mam ta wygode ze Donn jest wybrakowanym onem i nie ma prawie podszerstka, wiec nie ma co gubic ;D no i sie z nimi nie piernicze, tylko furminatoruje je systematyczne bardzo mocno mimo ze groomerzy zaplakali by sie, bo gdziez tak wyczesac onka i nic grzywy i portek mu nie zostawic ;p ale dzieki temu mam wzgledny spokoj. A tak codziennie szybkie odkurzanie i mopowanie. 20min roboty a od razu duzo przyjemniej 😉 (pisze z tel i mam slaby net, przepraszam za bledy)

  • Iwona Holka

    Dziękuję bardzo!

  • Paulina

    Witam! Co Pani poleca na zabezpieczenie psa przed kleszczami? Najlepiej coś co przetrzyma kąpiele w jeziorze. Mój psiak ma 5 miesięcy. Pozdrawiam 🙂

    • Hej! Powinnas pogadać ze swoim wetem, bo oni najlepiej wiedzą co sprawdza się w danym sezonie na danym obszarze, o ile nie maja obowiazku polecania wszystkim preparatu sponsora. Ja osibiscie najbardziej ufam Foresto, ale nie jest to idealne rozwiazanie, bo by w pelni dzialala musi dotykac skory na szyi pas, a przy kudlach jest to ciezkie, ale daje rade u mnie. Przy najwiekszym wysypie dodatkowo krople flewox. Ale tak jak pisalam na poczatku zalezy to od regionu.