Strona główna Gdzie na spacer Najdłuższa Kampinoska podróż

Najdłuższa Kampinoska podróż

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Dzisiejsza trasa jest zaplanowana wyjątkowo dla nieco bardziej zaprawionych piechurów, którym duża ilość kilometrów nie jest straszna. Także wyruszając na nią polecam zaopatrzyć się w kanapki i ciepłe napoje, a przynajmniej wodę dla psów, bo przed nami 18km trasy!

Zaczynamy na parkingu we wsi Granica. Polecam wyruszyć na szlak prawą stroną od parkingu, bo my niespodziewanie trafiliśmy tam na ścieżkę dydaktyczną. Piszę niespodziewanie, bo chcieliśmy zacząć szlak w zupełnie innym miejscu (we wsi Narty), ale Google pokazało nam tam zamkniętą drogę, więc zdecydowaliśmy się zostawić samochód kawałek dalej – na najbliższym parkingu, czyli w Granicy. Nie szukałam atrakcji w okolicy, jedynie pospiesznie doliczyłam dodatkowe kilometry do trasy i tyle. Ale to był błąd, gdyż przy tym parkingu aż roi się od atrakcji! Na miejscu okazało się, że trafiliśmy w jedno z chyba fajniejszych miejsc w Kampinosie – takich bardziej popularnych niż dzikich, ale z powodu zapewne godziny, było jeszcze całkiem pusto. Jesienny czas poza sezonem, też swoje zrobił, bo większość obiektów była zamkniętych, ale miejsce i tak zrobiło na nas super wrażenie.

Tak jak pisałam, wyruszyliśmy prawą stroną od parkingu idąc przepiękną niemal parkową aleją. Teraz jest cudowny czas na takie wyprawy, bo liście mają wszystkie kolory i dodają magicznego klimatu nawet zwykłym ścieżkom. Trochę obawiałam się o naszą wyprawę, bo zanim dojechaliśmy do Kampinosu, kilka razy wpadliśmy w taką mgłę, że nie było nic przez nią widać na kilka metrów przed nami. I pierwsze kilometry trasy też były we mgle, ale wbrew pozorom to jeszcze bardziej urozmaiciło naszą wędrówkę. Bowiem już po niecałym kilometrze możemy odbić w prawo z leśnej ścieżki na kładki nad łąkami i rozlewiskami, którymi dojdziemy do punktu widokowego – drewnianej budowli, z której rozciąga się widok na zalane mgłą łąki. Po powrocie na ścieżkę, skręcamy dalej w lewo i idziemy wzdłuż Skansenu bud. Puszczańskiego i Alei Trzeciego Tysiąclecia, skręcając w prawo wejść na właściwy szlak na wprost nadleśnictwa. Po chwili po lewej stronie miniemy grób… a po prawej Dąb Leśniczego. Niby możemy jeszcze odbić w lewo na dalszą część ścieżki dydaktycznej, ale ona niestety prowadzi przez Obszar Ochrony Ścisłej, gdzie z psami nam wchodzić nie wolno. No i na tej trasie pierwszy raz pojawił się dylemat, czy aby na pewno można z psem. W Internecie zakazów nie znalazłam. Tak jak pisałam Wam w poprzednich relacjach, przed wejściem na szlaki sprawdzaliśmy regulaminy, w których nie było odniesień do psów. Na szlakach mijaliśmy czasem ludzi z psami (zazwyczaj luzem – tak na dodatek), a na tej trasie ni z tego, ni z owego pojawił się symbol zakazu psa. Uznaliśmy, że dotyczy to zapewne obszaru ochrony ścisłej, bo na wejściach na trasę od drugiej strony owego zakazu nie było. Jednak biorąc pod uwagę ilość mijanych psów podczas powrotu, postanowiliśmy bardzo się tym nie przejmować, unikając oczywiście wchodzenia na obszary ochrony o ile tylko to możliwe.

Zatem rezygnując z dalszej trasy dydaktycznej idziemy przez chwilę szlakiem żółtym, zielonym i niebieskim, by na rozwidleniu odbić w zielony i niebieski. Zielony „południowy szlak Leśny” jest nam dobrze znany od drugiej strony, bo to właśnie nim rozpoczęliśmy naszą pierwszą wędrówkę po Kampinosie wyruszając z Roztoki. Później wracaliśmy nim z naszej wyprawy do Zamczyska (to ta droga, którą uciekaliśmy przed strzyżakami). Także tą wyprawą zamknęliśmy południowy szlak. Droga wiedzie leśną ścieżką niezbyt szeroką, ale i też prawie nieuczęszczaną. W połowie drogi możemy zatrzymać się na odpoczynek przy wiacie. Niestety ostatni odcinek zielonego szlaku wiedzie asfaltową drogą. Na wejściu na drogę możemy udać się prosto do wsi Górki, by tam odbić w prawo w szlak czerwony przez chwilę biegnący razem z zielonym, lub cofnąć się kawałek asfaltem, by skrócić naszą trasę Górczyńską Drogą i dotrzeć nią koło Sosny Królowej Bony do szlaku niebieskiego. Wprawdzie wówczas będziemy szli drogą – nie szlakiem, ale na szczęście mapa Kampinosu jest na tyle szczegółowa, że ciężko się zgubić nawet poza szlakiem.

My jednak wybraliśmy szlak czerwony, a jeśli śledzicie nasze Kampinoskie wyprawy, to powinniście zorientować się, że to szlak, który prowadzi do Zamczyska, po dojściu, do którego skręcamy w prawo na szlak niebieski prowadzący prosto na parking. Tu z uwagi na równoległy szlak rowerowy i niewątpliwą atrakcję, jaką jest Zamczysko, na tym odcinku spotkaliśmy nieznacznie więcej osób, jednak dalej nie były to tłumy, które mogłyby nas zniechęcić do wypraw po Kampinosie, ale wszystko miało się zmienić już wkrótce, bo kolejnego dnia (w niedzielę) wyruszyliśmy ponownie do Kampinosu i przeżyliśmy zmasowany atak tłumów, ale o tym następnym razem…

Na niebieskim szlaku mamy niewielkie podejście na Tartaczną Górę, a potem idziemy jej szczytem „Drogą Tartaczną”, z której schodzimy do Obszaru Ochrony Ścisłej, na wejściu, do którego wisi informacja o możliwym uszkodzeniu drzewostanu i wejściu na własne ryzyko. Jako że nie było alternatywnej drogi – weszliśmy. Warto było zaryzykować, bo droga była przepiękna. Stare powykręcane drzewa rozciągające gałęzie nad wąską ścieżką. Ciemne pnie i złote liście. Magicznie, bajkowo, pięknie!

Szybko jednak dochodzimy do drogi i parkingu na Piaskowej Górze, gdzie kilometr wcześniej mieliśmy w pierwszych planach zaparkować auto i rozpocząć trasę. Okazuje się, że wbrew panice Map Google droga wcale zamknięta nie jest i można spokojnie tu dojechać i się zatrzymać (skracając trasę o jakieś 3-4km), ale warto podjechać dalej i zaliczyć ścieżkę dydaktyczną.

Po przejściu odcinka asfaltem, we wsi Narty wchodzimy ponownie do lasu (w prawo) by już niemal prostą drogą (najpierw szlakiem niebieski, potem niebiesko zielonym, a następnie niebiesko-zielono-żółtym) dotrzeć na parking tym razem od jego lewej strony. I nagle przeżywamy lekki szok. Bo na naszym niemal pustym parkingu, na którym zostawialiśmy samochód 3h temu, nie ma gdzie zaparkować! Zrzucając to na „godzinę poobiednich spacerów” niezrażeni postanowiliśmy wrócić kolejnego dnia do Kampinosu by odkryć już szósty kampinoski szlak, o którym przeczytacie za tydzień.

Ogółem: 497, dzisiaj: 1
2 komentarze
0

You may also like

2 komentarze

Martyna 15 listopada 2020 - 08:59

Dobrze, że istnieją takie miejsca, jak Puszcza Kampinoska. Blisko miasta, a jednak skrywa kilka ciekawych fragmentów, które z tego co widzę wyglądają pięknie, szczególnie w tych jesiennych barwach. PS. Elza mnie urzekła, przepiękna jest! 🙂

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 15 listopada 2020 - 15:12

Myślę, że bliskość miasta to zarazem zaleta jak i przekleństwo Kampinosu. Bo jednak te części przy Warszawie, to są strasznie rozdeptane. Z drugiej strony to cudownie, że można z miasta uciec w taką puszczę. 🙂

opublikuj

Zostaw komentarz