26Kwi

Puller – nasze największe odkrycie ostatnich miesięcy

Nasza historia z Pullerem jest długa i zamerdana tak jak my. Skłamałabym mówiąc Wam, że pokochałam ten produkt od pierwszego wejrzenia. Pierwszy raz spotkałam się z nim w Top for Dog 2015, gdzie również był zgłoszony do testów. Ringo – jak ringo, nie widziałam w nim nic szałowego, więc nie zgłosiłam się, by je testować. I mimo rosnących w Internecie zachwytów nad tym produktem, uważałam je za mocno przesadzone, bo co takiego fascynującego może być w ringo? No nic.

Kolejny raz spotkałam się z nim w 2016 roku, gdzie ktoś miał go ze sobą podczas jakiegoś seminarium. Pomacałam go, powyginałam i stwierdziłam, że zachwyty są zdecydowanie na wyrost. Lekkie, niemal piankowe koło, miękkie w dotyku… o czym tu mówić… pies przegryzie je, zanim weźmie do pyska… gdyby było jeszcze z lanej gumy, to dałabym mu jakąś szansę, a tak… stwierdziłam, że do zupełnie nie dla mnie.

I żyłam w takim przeświadczeniu, że pochwały dla tego produktu są mocno na wyrost aż do końca 2017 roku, kiedy skusiłam się, by go kupić przy okazji promocji Game Doga. Bardziej pomyślałam o Eli, która jest delikatniejsza, bo w Donnerowych szczękach nie dawałam mu nawet pięciu minut. Na pewno dużym plusem, który w mojej opinii dał szanse temu produktowi, były dwa pullery w zestawie tak, by każdy pies miał swój.

I wiecie co? Już po pierwszym treningu z pullerem zakochaliśmy się w nim z M. do szaleństwa.

Wbrew moim obawom puller okazał się niezwykle wytrzymały, a różnorodność ćwiczeń pozwoliła nam na świetną zabawę zarówno naszych psów, jak i dla nas samych. Więc zanim opowiem Wam o samym produkcie, opiszę zabawy / treningi.

Pierwszą zabawą, którą chcę Wam przedstawić jest rzucanie rollerów. Polega na szybkim wybieganiu psa za toczącym się krążkiem. Jest to zdecydowanie ulubiona zabawa Eli i podczas niej rozwija zawrotne prędkości, czasem wyprzedzając zabawkę. Do tej pory do takiej zabawy w wybieganie psa służyło nam frisbee. Jednak oboje stwierdziliśmy, że puller jest bezpieczniejszy (przynajmniej dla naszych psów). Brak skoków, które nie zawsze kończyły się prawidłowym lądowaniem, brak poranionego języka od z czasem (u nas bardzo szybko) podziurkowanych frisbee, ostatecznie udany każdy rzut z mojej strony sprawiły, że teraz chodzimy z psami na pullera, nie na frisbee. I choć oba psy lubią się w ten sposób wyszaleć, Donner w tym przypadku wyznaje zasadę mieć łup i gonić łup, o której pisałam jakiś czas temu.

Drugą zabawą jest coś na wzór „spring pole” – wieszam Pullera na gałęzi i pozwalam psom walczyć z nim, tak by wisiały niczym TTB. Treningi tego są bardzo krótkie, żeby nie nadwyrężyć psa, bo jednak muszą utrzymać swoją masę, ale zabawa jest przednia. To zdecydowanie jedna z ulubionych zabawa Donnera, choć i Ela mu nie ustępuje. Aczkolwiek trzeba przyznać, że młoda opracowała swoje własne zasady polegające na zdjęciu pullera z gałęzi i przyniesienia mi, żeby znowu go powiesić – aport przede wszystkim.

Kolejna zabawa – to trening dla opiekuna, czyli przeciąganie się z psem pullerem. Trzymanie pullera jest o wiele wygodniejsze niż każdego innego szarpaka czy sznurka. Materiał pullera lekko sprężynuje więc szarpnięcia nie są aż tak bardzo odczuwalne, a efekt jest taki, że można popracować nad wyglądem swoich ramion, bez siłowni. Można też zawiesić puller na drzewie i pozwolić psu walczyć z drzewem.

Odłamem tej zabawy jest szarpanie się między dwoma psami. Jest to cudowny trening, warto jednak pamiętać, by do takich ćwiczeń dobierać psy, które się dobrze znają i nie bronią zasobów, żeby niewinne szarpanie nie przerodziło się w niebezpieczną walkę. I podczas właśnie tej zabawy straciłam pierwszy i jak do tej pory jedyny puller, ale o tym za chwilę.

Czasem jeszcze bawimy się w ucieczki: czyli zostawiam psa na siad – zostań i zwalniam na komendę, odbiegając, a pies ma mnie dogonić i złapać Puller. Co jest zdecydowanie ukochaną zabawą Donnera. Jest to też bardzo bezpieczne narzędzie pracy, w przeciwieństwie do szarpaków, gdzie pies potrafił trafić w moją dłoń. W przypadku pullera łapie dokładnie po drugiej stronie zabawki, dzięki czemu moje dłonie są pierwszy raz od kilku miesięcy niepoobijane.

Opisałam, Wam wszystkie nasze zabawy, ale nic nie wspomniałam o głównym pullerowym treningu, w którym rozgrywane są nawet zawody. Polega on na jak największej ilości wymian pullera (chwyt – zmiana – chwyt) przez psa w określonym czasie. My tej zabawy nie praktykujemy, bo Donner ma problem z oddawaniem zabawki, a puller nakręca do niesamowicie. Elcia natomiast nie ogarnia.

To już wiecie jak się bawić, z naszego fanpaga i instagrama wiecie też, że pomimo początkowej niechęci i obaw zakochaliśmy się w tym produkcie. Ale zapewne, tak jak ja macie wątpliwości co do wytrzymałości.

Od grudnia udało nam się zniszczyć tylko jednego pullera w rozmiarze standard i to w najgłupszy z możliwych sposobów – w zabawie między psami. Jeśli chcecie, by Wasze psy się tak bawiły, a któryś z nich ma tendencje do „szczękościsku”, tak jak Donner, zaopatrzcie się w pullera rozmiar większy niż dedykowany. Ja do takiej zabawy mam teraz maxi, jego też wieszam Donnerowi na drzewie (choć standard też dawał radę przy 38kg owczarku). Bowiem sam puller nam nie pękł, tylko został przecięty Donnerowymi zębami jak nożem, kiedy Donner wkręcił się w zabawę. Od tej pory Ela bawi się standardami, a Donner maxi.

Poniżej wrzucam Wam orientacyjne zużycie pullerów u nas:

Podsumowując, ten produkt zdecydowanie zasługuje na miano Top for Dog 2018 i żałuję, że tak późno się do niego przekonałam. Niech nie zrazi Was delikatność tej zabawki i przeświadczenie, że to „zwykłe ringo”. Puller to coś dużo więc niż zwykła zabawka.

Plusy:

  •  wytrzymałość
  •  materiał sprężynuje (amortyzuje)
  •  nie rani pyska
  •  nie odkształca się
  •  pływa na wodzie
  •  różnorodność rozmiarów: Mikro, Mini, Midi, Standard i Maxi
  •  mnogość zastosowań (wybieganie i sporty siłowe)
  •  bezpieczeństwo zabawy (według mnie większe niż przy frisbee i szarpakach)
  •  kolor – lubię fioletowy

Minusy:

  •  trudność w doborze rozmiaru „na oko” przez Internet
  •  dla niektórych może być to cena, ale warto kupić oryginał niż tańszy odpowiednik z Alliexpres, bo jak donoszą głosy, chiński-puller ma nikłą wytrzymałość.
  •  nie każdy pies lubi tego typu zabawy, więc może się to okazać zabawką nie dla każdego
  •  źle dobrany rozmiar do psa i metody treningu może być niebezpieczny – zbyt duży rozmiar, może powodować, że podczas łapania toczącego się pullera, pies wsadzi w niego łapę, co może powodować wywrotki.
  •  wymaga pracy / treningu z opiekunem, pozostawiony bez nadzoru pies może momentalnie pogryźć pullera na części – to nie jest gryzak!

Na zdjęciach moje psy bawią się Pullerem rozmiaru STANDARD i MAXI. Więceij informacji o samym produkcie i proponowanych ćwczeniach znajdziecie na stronie Canagan shop, tam też kupicie Pullera we wszystkich rozmiarach.

Ogółem: 288, dzisiaj: 1

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Amelia Bartoń - zamerdani.plAmelia Wiśniewska Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Amelia Wiśniewska
Gość
Amelia Wiśniewska

Ja się tylko zastanawiam z czego dokładnie jest wykonany… ( mimo że mam od dawna i bawimy się z psami szczególnie w aport wodny do którego trudno mi było dobrać zabawki )
Niestety u nas pullery czasem kończą się szybciej niż je kupuję ( wada posiadania 5 psów w tym wilczaka z bardzo ostrymi i silnymi zębami :(. )