7Wrz

Zamerdani na premierze Mastercraft

W miniony weekend na półki wybranych sklepów trafiła nowa karma od BelcandoMastercraft. To, co ją wyróżnia to 80% mięsa i 20% owoców i warzyw. Moje psy jedzą ją już od jakiegoś czasu, więc na dniach ukażą się jej testy na moim blogu, jak i na blogach ambasadorów. Także jeszcze chwilę potrzymam Was w niepewności co do szczegółów na temat tej karmy, ale dzisiaj krótko opowiem Wam o moim weekendzie w Zielonej Górze.

Jako jedna z Ambasadorek Belcando Polska zostałam zaproszona na premierę nowej karmy, z racji tego, że jakąś tam wiedzę z zakresu jakości i bezpieczeństwa żywności mam, i dość często prowadzę z tego zakresu szkolenia, poproszono mnie też o krótką prezentację na temat karm dla psów, regulacji oraz zafałszowań i nieuczciwych praktyk producentów i dystrybutorów. Działań marketingowych, które mają za zadanie wprowadzić pośrednio konsumenta w błąd sugerując, że produkt jest inny (lepszy) niż w rzeczywistości oraz analogiczne przykłady z żywności którą kupujemy na co dzień dla siebie.

Cudownie było spotkać znajomych z Belcando i Rudą z Zapsieni w Sieci oraz poznać nowe osoby. Lubię te nasze Belcandowskie projekty, bo z nimi wiem, że bycie psim blogerem to nie tylko nisza, klepiąca testy za produkt, ale możemy być traktowani tak jak inni blogerzy – modowi czy sprzętowi (nie wiem, czy jest na nich jakaś nazwa) – jeździć na wycieczki, brać udział w wydarzeniach i traktuje się nas jak partnerów, a nie tablicę, na której wiesza się reklamę. Oby inne firmy też to dostrzegły, że współpraca to może być coś więcej niż testy produktów i konkursy. Ale wracając do wyjazdu.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Właściwa cześć @zamerdani.pl 😍 #belcando @belcandoleonardo #zamerdani #mastercraft

Post udostępniony przez Kamila Tatoń (@zapsieniwsieci)

Ze względu na to, że M. miał wyjazd na drugi koniec Europy nie miałam z kim zostawić psów, więc chcąc nie chcąc musiały jechać ze mną. Trochę szaleństwem wydawało się zabrać na imprezę Donnera, ale z drugiej strony nie wyobrażałam sobie zostawić go po ponad czterech godzinach jazdy i krótkim spacerze, na kolejne kilka godzin w hotelu. By załatwić mu spacer „na szybki sik” i kazać znowu siedzieć i czekać pół nocy, aż wrócę z uroczystej kolacji. Decyzja zapadła, idzie za mną, choć to czysta głupota. Donner, jego problemy, ponad dwadzieścia obcych ludzi, mała konferencyjna sala oraz chodzący w koło kelnerzy…

A jednak. Donner 2.0 dodatek – Dosiu Słodziak, nic sobie nie zrobił z całej imprezy. Zaległ w koncie i grzecznie sobie leżał, skarmiany co raz smaczkami. Nie przeszkadzali mu chodzący wkoło niego (i nad nim) ludzie, mężczyźni i ogólne zamieszanie. Pozował do zdjęć i ogólnie był bardzo wyluzowanym Donnerem. Na pewno był to dla niego stres i olbrzymi wysiłek psychiczny, ale poradził sobie rewelacyjne, do tego stopnia, że już pod koniec wykładów nawet występował bez kagańca, który wcześniej nosił na wypadek, jakby jednak strzelił mu do głowy głupi pomysł.

Elza oczywiście też była z nami, ale ta interesowna Suka, udając, że jest głodzonym psem ze schroniska, którego nikt nie kocha, sprzedawała się wszystkim po kolei za smaczki. Fajnie, że nie ma problemu z ludźmi, ale jak można być taką interesowną… Nie wiele brakowało a postanowiłaby zmienić rodzinę na tę, która najwięcej daje jedzenia. Ona chyba najwięcej skorzystała na tych wykładach do tego stopnia, że później odchorowała w nocy swoje łakomstwo, budząc mnie o czwartej rano na niezwykle pilny spacer… A skończywszy o północy kolację i mając wizję pobudki o siódmej, by o ósmej wyjechać, żeby koło dwunastej dotrzeć do domu, tym razem spacer w środku nocy nie był moim marzeniem, ale jak mus to mus.

Po prezentacji karmy, była wycieczka do winnicy, na którą się nie udałam, bo musiałam porządnie wyspacerować psy, żeby odespały w hotelu dzień pełen wrażeń, kiedy ja będę na kolacji.

W niedzielę z samego rana wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. Przede wszystkim dlatego, że Donner poradził sobie z takim doświadczeniem i zniósł je idealnie. Dla mnie nie ma większej radości niż świadomość tego, że ten pies się ogarnął.

Teraz pozostaje mi dokończyć, pisać recenzję Mastercrafta i czekać na kolejne pomysły od Belcando. Fajnie, że można coś działać, wspólnie robić trochę inaczej niż zazwyczaj. Daje to motywację do działania i nowe chęci do prowadzenia bloga.

Fot: Karolina Tatoń, Zapsieni w sieci

Ogółem: 79, dzisiaj: 1

4
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Amelia Bartoń - zamerdani.plKarolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karolina
Gość

Fakt. Mało jest firm na „psim rynku”, które podchodzą do blogera z taką dojrzałością. Zwykle, jak sama napisałaś, jest to podejście ~test za produkt~ i reklama gotowa. Ale czasem nie o to chodzi.
Fajnie, że poza samą prezentacją karmy była dodatkowa atrakcja w formie wycieczki. Myślę, że to taki smaczek całego spotkania, bo skorzystałaś zarówno Ty, jak i psiaki. Oby więcej takich spotkań, ale też ciekawych firm, które są otwarte na coś więcej, poza samymi recenzjami produktów na stronie.

Pozdrawiam,
Karolina
~ http://www.psowate.pl

PS. Tak mi się wyłapało podczas czytania, że brakuje S w podlinkowanej nazwie bloga – ZapSieni w Sieci, ale to taki mały szczególik. Żeby nie było, nie czepiam się, bo każdemu zdarzy się zjeść literkę. Obstawiam, że to był głodny Donner, czekający na smaczka, kiedy wklepywałaś ten tekst 😛