30Lis

3-cie miejsce na Andrzejkowym DT – mazowieckiej ligi dogtrekkingu

IMAG0376

Szliśmy: PK1-> PK2-> PK3->PK4->PK7->PK10->PK12->PK9->PK8->PK6

Andrzejkowy  Dogtrekking organizowany przez Mazowiecką Ligę Dogtrekkingu okazał się dla nas niezwykle łaskawy. Zorganizowany był w Budach Grabskich i prowadził przez piękne lasy Puszczy Bolimowskiej. Na wstępie zaznaczę, że trasa była bardzo trudna, choć Pan Husky, który ją układał uważa, że łatwa (NIE ZGADZAM SIĘ! – hehe) Albo po prostu dla mnie laika była trudna, bo przywykłam do innych – w porównaniu do naszych lubelskich dogtrekkingów, gdzie wszystko biegło głównymi drogami, a trasa była dokładnie omówiona. W tym wypadku było zupełnie inaczej.

12287547_1207787329250108_164153990_o

Po pierwsze była pełna dowolność wybierania trasy. Nie było znaczenia czy idziemy po kolei punktami, od końca, czy wybiórczo – ważne by zaliczyć wszystkie – tego brakowało mi na naszych lubelskich DT. Nie podobało mi się, że szło się jak po sznurku i nawet nie było bardzo jak skrócić swojej drogi czy się zgubić. Na Andrzejkowym DT punkty były ukryte z boku ścieżki, czasem kilka drzew w głąb lasu, nie zawsze było je widać, czasem trzeba było spojrzeć od odpowiedniej strony. Głównymi, a raczej główniejszymi trasami też nie zawsze szlak prowadził. To była typowa impreza na orientację! I to mi się podobało, choć przyznam, że gdyby nie inni uczestnicy, nie znalazłabym wszystkich punktów.

12287547_1207787329250108_164153990_o

Kiedy zobaczyłam mapę zrobiło mi się słabo. Nie najlepsza pogoda, obce miejsce, brak znajomych, szybko zapadający zmrok i okolica tak oznakowana, żę cudem trafiłam na miejsce startu mimo mapy i GPSu w aucie. Postawiłam sobie za cel – przejść trasę i się nie zgubić, ani nie wzywać pomocy.  W najśmielszych marzeniach nie spodziewałam się, że wbiegnę na metę trzecia – egzekwo z koleżanką poznaną na trasie. Ja pobiłam chyba swoją życiówkę. Wprawdzie jako nastolatka biegałam na długie dystanse, ale było to 10 lat temu! Na tym DT przebiegłam z pewnością 10km jeśli nie więcej. Bo według magicznego zegarka kolegi zrobiliśmy 17km (było zapowiedziane 12, ale błądziliśmy szukając punktów kontrolnych, bo się pochowały), a zajęło mi to około 2 godziny 10 minut (choć trochę mi się ten czas nie zgadza i obstawiałabym 2h40min, ale kłócić się nie będę). Ja mam wrażenie, że przebiegłam z 80% trasy jak było naprawdę, trzeba by policzyć.

12287547_1207787329250108_164153990_o

Na załączonej na początku wpisu mapie widzieliście z czym musieliśmy się zmierzyć. Na szczęście trafiłam na fajną grupę ludzi z którym, a raczej za którymi biegłam, dzięki czemu się nie zgubiłam, ale tempo narzucali bardzo dobre. A Donner jak zwykle, parł na przód choć dostrzegłam u niego nieco gorszą kondycję niż zwykle. Życie w bloku, brak w ostatnim miesiącu treningów dało się zauważyć. Ale poradził sobie świetnie, jak zwykle korzystaliśmy ze sprzętu od Sali.pl, dzięki któremu pies czuł się bardzo komfortowo, ciągnąc bez przerwy, a i mnie szło się bardzo dobrze na pasie.
12287547_1207787329250108_164153990_o

Wbrew moim obawom, pogoda wcale nie przeszkadzała w marszu. A ja przezornie ubrałam się zbyt ciepło… ale nie spodziewała się, że będę biegła. . .

Jestem niesamowicie dumna z siebie, że dałam radę i to w takim tempie, z Donnera, który ostatnio jest wyjątkowo płochliwy, do tego stopnia, że na spacerze jest gotów uciekać kiedy przeleci nad nim ptak. Bardzo dzielnie sobie poradził, choć chwilami wpadał w agresywną histerię, ale ostatecznie jego zachowanie, jak na niego, oceniam bardzo dobrze. Wyrabia się chłopak i z czasem przestanie zachowywać się jak oszołom.

Impreza była rewelacyjna, bardzo dużo uczestników, bardzo dużo profesjonalnie przygotowanych uczestników, drużny sportowych i znanych osobistości jak chociażby Aktywni z Psami . Warto się wybrać i zobaczyć jak to jest na innych DT. Teraz – nasze lubelskie będą dla nas relaksującym spacerkiem, skoro daliśmy radę tutaj. I czekamy do wiosny – na nowy sezon dogtrekkingowy.

Co do całej imprezy miałabym tylko dwa zastrzeżenia: troszkę słaby przepływ informacji i organizacja w sensie zarządzanie uczestnikami (trochę zmian w trakcie), no i Łapa na Szlaku, zawsze rozpieszcza uczestników zdjęciami, ze startu, z finiszu, z trasy, po i przed… Tutaj niby też było sporo zdjęć, ale większość z przed lub po. Zabrakło mi tego w trakcie.

12301570_399486243559887_6127756111076719517_n

Zdjęcie od Pan Husky

PS.: to był pierwszy i ostatni raz kiedy podzieliłam się z Donnerem kanapką… Z Budzikiem zawsze się dzieliłam, pies robił małego gryza, a resztę zostawiał mi. Na DT były kiełbaski z grila, więc zapakowałam ją w bułę, a że wystawała chciałam by Donner odgryzł wystający kawałek kiełbaski… No i odgryzł… z połową bułki… a jakby się cała zmieściła do pyska to by i całą chapsnął…

12313886_399483466893498_4587173048361274205_n

Zdjęcie od Pan Husky

  • Gratulacje! Z tego, co piszesz trasa była naprawdę trudna więc 3 miejsce to wielki sukces. Ja nigdy nie zdecydowałabym się wziąć udziału w takim dogtrekkingu bez wsparcia, bo potrafię zgubić się na własnym osiedlu, także taka wyprawa w las skończyłaby się dla nas tragicznie 😀 Niemniej jednak marzy mi się udział w dogtrekkingu zwłaszcza po przeczytaniu różnych relacji, bo to musi być świetna zabawa zarówno dla człowieka, jak i dla psa. Mam nadzieję, że spotkamy się kiedyś na trasie 🙂

    • Więcej pewnie sama się nie wybiorę. mimo wszystko z kimś jest raźniej, nawet jak nie idzie się razem, ale ma się perspektywę, że są osoby które znasz i jakieś takie poczucie bezpieczeństwa zawsze to daje. Co niezmienia faktu, że są tu super imprezy i motywacja do spaceru 🙂

  • Podziwiam:) gratulacje~!