Strona główna Wychowanie psaSzczeniaczkowo Poradnik dla przyszłych opiekunów szczeniąt

Poradnik dla przyszłych opiekunów szczeniąt

autor Amelia Bartoń - zamerdani.pl

Nie tylko w okresie świątecznym warto przypominać, że pies to nie prezent i to nie jest tylko puste hasło. Prezent w postaci zwierzęcia ma sens tylko wtedy kiedy sami sobie go sprawiamy, a nie „uszczęśliwiamy” obowiązkiem innych, nawet jeśli tego chcą (lub im się tak wydaje). Nie jest to też lek na depresję czy nieszczęśliwie zakończony związek, tym bardziej to nie prezent dla dorastającego dziecka, które dziś chce psa, a jutro rówieśnicy i media społecznościowe będą ważniejsze niż dom i rodzina. Pies to zwierzę, które czuje i odczuwa. Psem trzeba się zajmować (leczyć, karmić, wyprowadzać, szkolić i bawić się) i trzeba mieć świadomość, że to decyzja na najbliższe około 10 lat, której nie da się schować do szafy jak się znudzi, a taki nietrafiony prezent np. dla dziecka czy rodzica może do nas wrócić rykoszetem. Ale zakładam, że decyzja o wzięciu psa jest/była świadoma i przemyślana i chcemy dla niego jak najlepiej stąd poszukiwania informacji jak przeżyć pierwsze dni ze szczeniakiem.

Zdaje sobie sprawę, że natłok informacji w Internecie może przytłoczyć i ciężko znaleźć w tym wszystkim balans, szczególnie, gdy chcemy by naszemu szczeniakowi było jak najlepiej. Dlatego napisałam ten, w brew pozorom nie taki krótki poradnik na pierwsze tygodnie z nowym psem w domu w oparciu na najczęściej zadawane przez Was pytania. Ale pamiętajcie o jednym: Po prostu bądźcie ze sobą! Uczcie się siebie, poznawajcie i zaprzyjaźniajcie. To magiczny czas, który będzie rzutował na całe życie – nie prześpijcie go “brakiem czasu”, nie zniszczcie wymaganiami i oczekiwaniami. Cieszcie się każdą wspólną chwilą. Bądźcie delikatni, wyrozumiali i kierujcie się sercem, a psie dziecko odwdzięczy Wam się miłością i oddaniem jako dorosły pies, na którym będziecie mogli zawsze polegać, jak na najwierniejszym przyjacielu.

Elza

Jak to przetrwać by nie zwariować i nie zbankrutować.

Pojawienie się psa w domu wcale nie wydaje się niczym wyjątkowym do momentu, kiedy na kilka dni przed przyjęciem zwierzaka nie odpalimy Internetu i wówczas cały wizerunek bezproblemowego psa, zapamiętany z dzieciństwa znika.

Nagle dowiadujemy się, że karma ze sklepu obok nie jest najlepsza, a właściwie nie powinno się jej podawać. Że pies nie może wychodzić na spacer, bo ma niepełne szczepienia. Że są jakieś chipy, że niektórzy mają dla psów klatki w domu, że są podkłady higieniczne. Trzeba zapisać się do psiego przedszkola, a „tresury” już nie ma, za to są behawioryści i nagle zakup najgłupszej psiej zabawki urasta do rangi prezentu na dziesiątą rocznicę ślubu, a co najgorsze szczeniak zachowuje się jakby nic nie rozumiał! A przecież zapamiętany z dziecięcych lat, Brutus ciotki Zosi, był tak mądry, że rozumiał wszystko co się do niego mówiło…

Kiedyś decyzja wzięcia szczeniaka pod swój dom nie była trudna. Cóż potrzeba takiemu psu? Przez lata psy żyły w budach na posesjach, część mieszkała w domu, ale do szczęścia pies nie potrzebował nic. Obroża, smycz, miska i trochę karmy z pobliskiego sklepu lub zupa na kościach ugotowana z makaronem. Pies problemem nie był, leżał w kącie i zajmował się sam sobą. I niestety u wielu osób często jest takie przeświadczenie wyniesione gdzieś z doświadczeń sprzed wielu lat – że pies wiele nie potrzebuje, więc nie wiele czasu i kosztów poniesiemy biorąc go pod swój dach. A jak wiele poświęcenia, wyrzeczeń, naszego czasu (w tym wakacji) oraz kosztów może generować pies i to w brew pozorom raczej zdrowy przeczytacie na moim blogu (ważniejsze teksty świecą się na żółto). Ale dalej wbrew pozorom posiadanie psa to nie jest czarma magia! Trzeba po prostu do tego podejść z głową i korzystać z najnowszej wiedzy dotyczącej psów, a przede wszystkim kierować się sercem, bo pies chcąc nie chcąc stanie się członkiem Twojej rodziny.

Donner i Budzik

Mam psa i co dalej?

Socjalizacja czy kwarantanna

Psa trzeba zaszczepić nie tylko na wściekliznę, ale i na choroby zakaźne. Większość szczepień szczeniak powinien mieć zrobionych u hodowcy, ale w większości przypadków jedno lub dwa szczepienia zostaną do zrobienia nam. Wówczas usłyszymy od weterynarza o tym, że pies ma niepełną odporność na choroby zakaźne (które są realnym ryzykiem) i lepiej żeby nie wychodził na dwór. Z drugiej strony każdy dobry hodowca czy trener zaleci socjalizację psa od najmłodszych lat. Zatem ryzykować życiem i zdrowiem szczeniaka, czy zaryzykować brakami w socjalizacji, które również mogą mieć potem realny wpływ na to, jak nasz dorosły pies będzie się zachowywał i postrzegał świat?

Ja jestem zwolenniczką socjalizacji (choć każdy musi zdecydować jak postąpić). Ryzyko zachorowania psa jest duże i nie można go bagatelizować, ale wychodzę z założenia, że jeśli ma się coś stać, to bakterie i wirusy tak naprawdę możemy zawlec do domu na butach, ubraniach czy rękach lub pies może się zarazić podczas wizyty u weterynarza będąc na kolejnym szczepieniu. Z drugiej strony trzymać w domu podrastające szczenię bez możliwości pokazania świata zewnętrznego i bez pierwszych prób nauki załatwiania potrzeb na dworze nie wydaje mi się dobrym rozwiązaniem szczególnie, że wielokrotnie słyszałam o problemach wynikających z zaniedbania socjalizacji, gdzie nauczenie psa załatwiania potrzeb na zewnątrz spędzało sen z oczu właścicielom przez wiele miesięcy, a to i tak były najmniejsze problemy w związku z brakiem należytej socjalizacji.

Moje psy, wszystkie psy (począwszy do Budzika, przed Donnera i Elzę na Tundze kończąc) wychodziły na dwór w okresie kwarantanny. Z tym że faktycznie ich kontakt z potencjalnymi czynnikami chorobotwórczymi był ograniczony. Spacery były po łąkach i lesie, unikaliśmy spacerów pod blokiem i w koło, gdzie wychodziło dużo psów, które nie zawsze mogły być odpowiednio zadbane i chociażby odrobaczane, a opiekunowie nie sprzątali po swoich pupilach. Tereny „dzikie” wydają mi się bezpieczniejszym środowiskiem na czas kwarantanny, gdzie możemy zacząć pokazywać psu świat minimalizując (ale nie wykluczając) ryzyka chorób. Tak samo nie zaniedbywałam socjalizacji z innymi psami umawiając się na spotkania, jednak z psami co do których opiekunów miałam pewność, że psy są zdrowe i odpowiednio zadbane oraz zsocjalizowane, by nie powodowały u szczeniaka ryzyka złych doświadczeń. W przypadku kwarantanny świetnie sprawdzi się również ogród, w którym możemy zminimalizować ryzyko zarażenia przy jednoczesnym niezaniedbywaniu potrzeb poznawczych szczeniaka.

Tunga

Kiedy zacząć szkolić psa i po co to robić

Nie wiem skąd (szczególnie wśród opiekunów owczarków) wziął się pogląd, że psa powinno się szkolić dopiero jak skończy rok. Powiem Wam szczerze, że jest to głupota porównywalna z teorią dominacji (przywódca stada, hierarchia, dominowanie, Cezar Millan i pokazanie kto rządzi), o której jeśli słyszeliście to proszę natychmiast zapomnieć i nigdy nie wracać. Szkolenie i wychowanie psa zaczynamy od momentu, kiedy pojawi się w naszym domu. Od pierwszego dnia ustalamy zasady i reguły. Od pierwszego dnia pokazujemy psu za co może być pochwalony, a co nam się nie podoba Warto tutaj odnieść się do pojęcia kary w naszym ludzkim rozumieniu. Szczenię nie rozumie, że zrobiło źle. Często to co robi w naszym mniemaniu źle np. za mocno nas gryzie czy niszczy kapcie; z punktu widzenia zwierzęcia jest czymś normalnym, tylko nieakceptowanym przez nas. Psu trzeba pokazać co można, a czego nie. Karanie psa, szczególnie fizycznie, który nie zna zasad i nie rozumie, że takie zachowanie jest nieakceptowalne nie przynosi nic poza psuciem dopiero budującej się relacji i uczeniem psa strachu przed nami np. kiedy stosujemy awersje – szarpanie za kark, przewracanie na grzbiet, bicie itp..

Oczywiście nie chodzi o bezstresowe wychowanie i pozwalanie na wszystko, ale o to by pokazywać co wolno, a co nie. Nie akceptuję gryzienia butów co jasno komunikuję psu, ale jako alternatywę daję mu zabawkę, za której gryzienie jest chwalony. Trzeba zrozumieć co się dzieje i dlaczego pies robi to… co robi. Przykład: Pies nie niszczy nam butów, bo jest złośliwy. Zazwyczaj gryzienie wiąże się ze zmianą zębów i swędzeniem dziąseł. Faktem jest również to, że żucie uspokaja psy i rozładowuje stres i napięcie. Może więc pies zjada nam buty, bo stresuje się pod naszą nieobecność, a buty pachną nami, co psa dodatkowo uspokaja, bo czuje ukochanego opiekuna. I absolutnie nie ma w tym złośliwych zamiarów. Nawet jeśli ukarzemy psa za to, niestety kara wymierzona nie w momencie, kiedy pies robi coś źle tylko np. po powrocie z pracy, kiedy pies kilka godzin temu zjadł buta – nie przyniesie efektu, bo pies nie kojarzy kary z butem (o którym już dawno zapomniał). Co więcej pies kojarzy buta z zapachem opiekuna i zajęciem / uspokojeniem, więc pewnie wrócić do „niszczenia” buta pod naszą nieobecność za co z naszego punktu widzenia dostanie znowu karę, a z punktu widzenia psa…  za to, że właściciel wrócił / on ucieszył się na jego widok, bo o bucie z przed dwóch godzin nie pamięta.

Widzicie mechanizm działania? Żeby nauczyć się postępować właściwie i efektywnie wychowywać psa oraz zrozumieć co siedzi w małej szczenięcej główce trzeba pójść z psem na szkolenie i najlepiej zacząć w bardzo wczesnym wieku (po zakończeniu kwarantanny) właśnie od psiego przedszkola, gdzie pies będzie mógł nawiązywać kontakty z innymi szczeniakami, my będziemy uczyli się postępować z naszym psem, a trener podpowie jak radzić sobie z zrachowaniami nieakceptowalnymi, których pojawi się cała masa i to nie będzie tylko niszczenie, ale miedzy innymi: gryzienie po rękach, problem zostawania samemu w domu, lęk przed obcym miejscem i ekscytacja na widok innego psa lub zachowania agresywne.

Kolejnym krokiem jest już, a właściwie dopiero, typowe szkolenie (zazwyczaj pies ma już wtedy około pół roku), gdzie uczy się zachowywać grzecznie na smyczy, wracać na komendę i ogarniać podczas spacerów. Na tym etapie możemy poprzestać lub kontynuować szkolenia ucząc psa nowych rzeczy lub pójść w szkolenia specjalistyczne chociażby sportowe lub traktować kolejne kursy jako możliwość spędzania czasu z naszym psem i aktywizować go.

Elza

Czym karmić psa?

Najlepiej tym czym karmił hodowca, przynajmniej przez pierwsze dni póki pies nie zaaklimatyzuje się w domu. Później możemy zacząć stopniowo zmieniać karmę na taką, która nam odpowiada, choć powinno być: najlepiej służy naszemu psu.

No ale czym karmić psa? Suchą karmą, mokrą, gotowanym, a może surowym mięsem?

Ja jestem zdania, że w tej kwestii trzeba pójść na kompromis pomiędzy naszymi możliwościami finansowymi i czasowymi, przekonaniami, a tym co faktycznie jest najlepsze dla naszego psa. Naszego! Tu trzeba podejść indywidualnie, bo każdy pies inaczej reaguje na karmę i Internet nie powie Wam jaka karma jest najlepsza.

Sucha karma i mokra karma jest o tyle wygodna, że możemy zrobić duży zapas bez obaw o dedykowane miejsce przechowywania czy krótki termin ważności (jak w przypadku surowego / mrożonego mięsa przy BARF). Łatwo ją dawkować, więc nie przekarmimy i nie zagłodzimy psa. Nie wymaga też od nas przygotowywania posiłków, jak w przypadku gotowania i bilansowania składników. Karmy gotowe są pełnoporcjowe i pełnowartościowe, więc powinny zaopatrywać organizm psa we wszystkie składniki. Dzięki czemu, bez wyraźnych wskazań weterynarza nie musimy suplementować psa dodatkowo. Oczywiście BARF czy przygotowywane przez nas jedzenie nie jest złe. Jeśli mamy czas, możliwości i odpowiednią wiedzę świetnie odchowamy na tym szczeniaki, a nasze psy będą zdrowo rosły i rozwijały się. Dlatego w kwestii żywienia psa musimy podejść indywidualnie do naszych możliwości. A jakie karmy gotowe wybrać? Tu niestety Internet się nie myli. Mając na uwadze dobro naszego psa musimy zainwestować w karmy droższe tzw. z wyższej półki. Ale uwaga! Nie zawsze cena idzie w parze z jakością i nie zawsze, niestety, hodowca, weterynarz czy sprzedawca w sklepie poleci nam karmę najlepszą. Tutaj jak w przypadku żywności dla ludzi musimy kierować się przede wszystkim składem.

Tunga i Donner

Psia wyprawka

Szczeniak w domu nie potrzebuje dużo, a na pewno nie potrzebuje produktów nie wiadomo jak drogich – w domyśle na całe życie, co nie znaczy, że nie powinny być dobre jakościowo. Trzeba pamiętać, że z obroży bardzo szybko nam wyrośnie. Jest ryzyko, że przegryzie smycz podczas pierwszych spacerów. Legowisko może być zasikane lub „wybuchnąć”, a i większość zabawek może być skutecznie unicestwiona podczas wymiany zębów. Dlatego do pierwszej wyprawki warto podejść mocno praktycznie. Kupić legowisko, którego nie będzie żal nam wyrzucić i które da się łatwo prać. Z markowymi, upatrzonymi obrożami i szelkami proponuję wstrzymać się aż pies podrośnie i osiągnie docelowe rozmiary. Natomiast można spokojnie kupić porządne miski, bo im raczej nic się nie stanie. Należy też pomyśleć o zabawkach do wspólnej zabawy i wyciszających.

Zabawki na start – top 3:

  • kong lub zabawka na jedzenie – możemy wprowadzić ją bardzo wcześniej, a pomoże nam w wyciszaniu psa czy zajęciu go czymś, kiedy nie mamy dla niego czasu lub uczymy pozostawania w domu. Zapewniają też potrzebę aktywnego jedzenia.
  • gryzak – dobrze kupić zabawkę do memlania, którą pies będzie mógł gryźć podczas wymiany zębów i którą będziemy mu oferowali w zamian za odebranego kapcia. Gryzaki mogą być naprawdę różne od gumowych zabawek niemal jak dla niemowląt, przez suszone elementy mięsne po rogi jeleni na tordze kończąc. Jednak z twardymi gryzakami wstrzymałabym się do zakończenia wymiany zębów.
  • coś do wspólnej zabawy – tutaj pojawia się problem bowiem jakby chcieć się wczytać w wszystkie rady dowiemy się, że szarpaki są złe – bo pies jest mały i można zrobić mu krzywdę szarpiąc się z nimi. Piłki są złe – bo pies jest młody i nie można go forsować (zresztą podobnie jest z dłuższymi spacerami). Więc czym się bawić? Tak naprawdę we wszystkim kierujcie się rozsądkiem. Kilka biegów za piłką po równym trawniku nie zrobi krzywdy psu, tak jak nic mu się nie stanie jeśli będziemy delikatnie się z nim przeciągali zabawką. Na tym etapie liczy się wspólna zabawa i nauka wspólnego spędzania czasu dopasowane do możliwości psa. Na „wybiegiwanie” i „wybawianie” psa przyjdzie czas.

Elza

Dobra książka na start

Książek o psach i o wychowaniu szczeniaka znajdziemy bardzo dużo. Z każdej czegoś się dowiemy, z niektórych trochę głupot, ale zdecydowanie dobrze poczytać sobie trochę teorii. Z wielu książek, które miałam w rękach taką najbardziej wartościową i przystępną dla przeciętnego Kowalskiego będzie Szkolenie psów dla żółtodziobów. Tak wiem – jest wiele bardziej merytorycznych pozycji, ale osoby które po nie sięgają nie będą szukały porad w Internecie na pierwsze dni ze szczeniakiem w domu, bo doskonale wiedzą jak postępować. Natomiast dla osób, które uczą się dopiero życia ze szczeniakiem to książka według mnie najlepiej zobrazuje to jak funkcjonuje, uczy się i rozumie pies.

Szelki czy obroża

Modne są szelki, które rysowane są jako komfort spacerowy psa, o ile są odpowiedniego modelu. Szelki świetnie się prezentują i z daleka widać jak jesteśmy „dobrym opiekunem”, bo pies chodzi na szelkach, nie na obroży. Ja jestem jednak zdania, że póki pies rośnie i uczy się chodzić na smyczy obroża jest lepszym rozwiązaniem, choć obydwa moje psy na co dzień chodzą w szelkach. Jednak mając szczeniaka, który nie rozumie i nie umie jeszcze nic, o wiele łatwiej komunikować nam się z nim za pomocą obroży i można uniknąć wielu złych nawyków ciągnięcia. Na szelki przyjdzie jeszcze czas, szczególnie, że bezpieczne szelki to dobrze dopasowane szelki, a nasze szczenię z tygodnia na tydzień ma inne wymiary. Nie sięgajcie też po kolczatki czy łańcuszki oraz dławiki. Jeśli pies ciągnie idźcie najpierw z nim na szkolenie, jeśli nie zaniedbacie szkolenia gwarantuję Wam, że wyżej wspomniany sprzęt nigdy nie będzie Wam potrzebny, ale na pewno nie jest potrzebny przy szczeniaku, którego możecie jeszcze dowolnie ukształtować.

Elza

A co z tą klatką?

Nie bójcie się kennela. Nikt, kto ma minimalne pojęcie o psach nie posądzi Was o znęcanie się nad nim. Klatka mimo, że strasznie brzmi i może mało atrakcyjnie wygląda, powinna być traktowana jako legowisko, miejsce wyciszenia lub po prostu pokój psa. Jest niezastąpiona dla psów lękliwych, które właśnie w niej mają swoją bezpieczną przestrzeń, gdzie mogą się zaszyć i mają swój azyl. Jest to idealne rozwiązanie, kiedy pies niszczy w domu, a potrzebujemy zostawić go samego na jakiś czas. Rewelacyjne sprawdza się w przypadku separacji psów lub podczas wyjazdów, gdzie pies jeździ po prostu ze swoim „pokojem”. Klatka nie jest obowiązkowym wyposażeniem przy szczeniaku, jednak w wielu sytuacjach może nam pomóc i nie należy jej kojarzyć z niewolą i cierpieniem psa.

Elza

Mam szczeniaka – podsumowanie

I to jest moim zdaniem wszystko co powinniście wiedzieć w pierwszych tygodniach ze szczeniakiem. Widzicie, to żadna czarna magia. Potem już będzie z górki, bo nawet jeśli pojawią się jakieś problemy będziecie już na tyle oswojeni z całą tą sytuacją, że będzie można na spokojnie i racjonalnie do wszystkiego podejść.

Po prostu bądźcie ze sobą! Uczcie się siebie, poznawajcie i zaprzyjaźniajcie. To magiczny czas, który będzie rzutował na całe dalsze życie – nie prześpijcie go “brakiem czasu”, nie zniszczcie wymaganiami i oczekiwaniami. Cieszcie się każdą wspólną chwilą. Bądźcie delikatni, wyrozumiali i kierujcie się sercem, a psie dziecko odwdzięczy Wam się miłością i oddaniem jako dorosły pies, na którym będziecie mogli zawsze polegać, jak na najwierniejszym przyjacielu.

Na pewno w dalszych etapach życia z psem nie można zaniedbywać budowania relacji pomiędzy nami, a zwierzakiem, dalszej socjalizacji, a przede wszystkim nie możemy odpuszczać porządnych spacerów i absolutnie nie możemy założyć, że skoro nasz półroczny pies wszystko już umie można zrezygnować z dalszej pracy z psem i szkolenia. Do wszystkiego trzeba podchodzić z głową i racjonalnie. I najważniejsze: nie czekać, aż coś zacznie nas przytłaczać, a my przestaniemy sobie z tym radzić tylko konsultować się (na żywo, nie przez Internet) z lekarzem weterynarii czy trenerem psów, bo wiele problemów można rozwiązać zanim jeszcze na poważnie się pojawią i kosztuje nas to wtedy dużo mniej czasu, pracy i pieniędzy. W końcu lepiej zapobiegać niż leczyć / odpracowywać zauczone problemy.

Ogółem: 247, dzisiaj: 2
8 komentarzy
0

You may also like

8 komentarzy

Wiktoria 31 stycznia 2020 - 18:53

Przydał mi się ten wpis.
Jutro jadę oglądać sunie owczarka niemieckiego długowłosego. Porozmawiać z hodowcą i wpłacić zaliczkę. Jeśli wszystko się uda to za miesiąc zamieszka ze mną mała kuleczka. Już się nie mogę doczekać.
Mam do ciebie jeszcze pytanie. Kiedy zacząć małą ciągnąć? I jak to zrobić? Pobiegałabym z nią rekreacyjnie jak będzie duża. Może sanki.

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 31 stycznia 2020 - 20:45

Cieszę się, że tekst okazał się przydatny! Z bieganiem wstrzymałabym się do minimum roku, kiedy pies przestanie rosnąć. Wcześniej silne obciążenie i wysiłek nie są wskazane. Zobacz ten tekst, może również Ci pomoże:
https://zamerdani.pl/jak-zaczac-biegac-z-psem-canicross-dla-kazdego/

opublikuj
EuroBreeder 4 lutego 2020 - 00:10

Wreszcie trafiłem na stronę internetową, na której mogę przeczytać o pasji, której na imię pies.
Serdecznie Pozdrawiam i życzę powodzenia!

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 4 lutego 2020 - 15:21

Cieszę się, że teksty przypadły do gustu. 😉

opublikuj
Tomek 4 lutego 2020 - 19:14

Nareszcie prawdziwy, merytoryczny blog o psach. Dzięki wielkie za wpis!

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 4 lutego 2020 - 20:33

Bardzo dziękuję za komentarz i miłe słowa. 🙂

opublikuj
Wiktoria 19 lutego 2020 - 17:15

Nie cały miesiąc temu napisałam tutaj komentarz o owczarku. Za dwa dni po moją sunię jadę. I mam takie pytanie a pro po nauczenia psa chodzić na smyczy. Czy lepiej na początku będzię w ogóle jej nie pozwalać ciągnąć na smyczy? Czy może póżniej ją nauczyć, aby ładnie szła.
Jak ty nauczyłaś Donnera i Elze ładnego chodzenja na smyczy?

opublikuj
Amelia Bartoń - zamerdani.pl 19 lutego 2020 - 19:25

Są różne poglądy co robić. Ja jestem zwolennikiem tego byb pracować od samego poczatku. Ale nie korygować ciagniecia tylko uczyć podążania za nami i nagradzać trzymanie się przy nodze. Ale najlepiej udać się na psie przedszkole. Tam wszystko wytłumaczą i pokażą.
My zaczynaliśmy z Ela tak: https://zamerdani.pl/elza-sie-uczy/

Z Dosiem zaczęłam dopiero na szkoleniu jak miał prawie pół roku i wtedy już nie było nauki ładnego chodzenia tylko oduczanie ciągnięcia, bo zdążył już się go nauczyć.

opublikuj

Zostaw komentarz