23Gru

Zamerdanych świąt i podsumowanie roku!

Dzień przed Wigilią to dobry czas na blogowe zakończenie 2018 roku, bowiem do końca roku i zapewne tuż po Nowym Roku nie będzie na to czasu. Żeby więc nie zostawiać tego na ostatnią chwilę już dziś podsumowuję rok, który powoli dobiega końca. Bardzo dobry rok, w przeciwieństwie do ubiegłego. Rok wielu planów i wyzwań, które szczęśliwe udało mi się zrealizować. Rok kilku cudownych współpracy i nawiązania nowych zaplanowanych już na kolejny rok. Czas wielu przemyśleń i podjęciu bardzo ważnych decyzji dotyczących życia prywatnego i zawodowego. Rok wielkich zmian, sukcesów i przygotowań do kolejnych. Tak… zdecydowanie 2018 rok, był dobrym rokiem, może nie rewelacyjnym, ale dobrym. Dodatkowo 29 listopada minął czwarty rok istnienia bloga. Jak zapewne zauważyliście (ja widzę po zasięgach) trochę w tym roku było mniej blogowania. Może powinnam się trochę poużalać, po przepraszać Was, przerwać na chwilę, by wzbudzić Wasze zainteresowanie, by potem wrócić wśród braw i utęsknionych westchnień. No nie, nie ze mną te numery. Zawsze, odkąd zaczęłam prowadzić blog, robiłam to dla siebie. Dla nikogo innego. Ani pod firmy i współprace (nie zabiegałam o nie, same jakoś się zawsze znajdują). Ani pod czytelników – zupełnie nie widzę sensu prowadzenia bloga pod kogoś i by zrobić mu dobrze. Wyznaję zasadę, że jeśli kogoś interesuje to, co piszę to super, wielki szacun, że ktoś to czyta i tu zagląda, ale jeśli nie chcesz, nie kupujesz tych tekstów, nie ma przymusu – nigdy nikogo na siłę tu nie zatrzymuję. I teraz, nawet kiedy miałam mniej czasu na blog i nie wiem, czy będę miała w 2019 więcej, jakoś nie rozpaczam. Ani nad zmienną pulą czytelników, ani nad skaczącymi zasięgami. Bo nie dla nich to robię. Piszę o tym, o czym chcę, kiedy chcę i jak chcę. Promuję i piszę o produktach tylko tych, które mi się podobały (tak, dlatego nie ma praktycznie negatywnych recenzji, bo nie widzę sensu krytykowania produktu – jak mi się nie podoba lub nie sprawdza, po prostu tego nie publikuję). I żyję dalej, w tym moim małym świecie, w którym ten blog jest pewną odskocznią od codzienności i formą pamiętnika.

Dwa dni temu będąc w teatrze na zakończenie spektaklu Emilian Kamiński, składając widowni życzenia powiedział bardzo dla mnie ważną rzecz. O tym, by każdy miał swoje miejsce, miejsce dla swojej pasji i dbał o nie i o nią. Albo coś w ten deseń, bo zamiast skupić się na zapamiętaniu cytatu, moja mała Amelka zamknięta w głowie padła na kolana oblana złotym blaskiem oświecenia i wznosząc do nieba ramiona zaniosła się szlochem, że to takie prawdziwe, życiowe i indywidualne dla mnie… Także jakoś to tak mniej więcej szło i takim miejscem jest na pewno dla mnie ten blog. Także korzystając z okazji chyba ostatniego wpisu w tym roku, chcę życzyć Wam wszystkim tym oficjalnie czytającym i kryptoczytelnikom, fanom i hejterom, przyjaciołom i osobom, którym jest to obojętne: zdrowych, spokojnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, w gronie najbliższych, otoczeni rodzinną atmosferą i życzliwością. Niech Sylwester będzie dla Waszych psiaków spokojny, dla Was będzie to czas szalonych imprez, a nowy 2019 rok będzie lepszy lub chociaż tam samo dobry jak 2018. A każdy bloger niech odnajdzie w swoim blogu miejsce pasji, które pozwoli czasem oderwać mu się od codziennych zmartwień.

Pora na coroczne blogowe podsumowanie:

Styczeń:

W styczniu powstało kilka fajnych wpisów między innymi:

  • Poradnik grupowych spacerów – czyli jak mądrze i świadomie spotykać się z innymi psiarzami. Niestety w 2018 roku, projekt #ZamerdaneSpacery został zawieszony, przede wszystkim z braku mojego czasu.
  • Miejski Pies Donner – pierwsze wyzwanie fotograficzne i sesja w Parku w Młochowie, zrobiona jeszcze starym Sony a200 i kitowym obiektywem.
  • Uśmiech proszę -o tym, jak pracuję z moimi psami podczas fotografowania
  • Sanki z psem – dla kogo? – krótki przewodnik, o tym, jak przełożyć letnie treningi canicrossu na sanki.

Najlepsze zdjęcie stycznia:

Luty:

W lutym odbył się pierwszy zjazd absolwentów Canid – kilka dni w psiarskim świecie wypełnione od rana do wieczora spacerami i rozmowami o psach. Narodził się też projekt HDR #BlogerzyAtakują – czyli blogerska drużyna na Hard Dog Race – i to był w 2018, mój największy projekt, który bardzo fajnie wyszedł i który będziemy na pewno w tym roku powtarzali! Z dziewczynami z HuskyLove, Zapsieni w Sieci i Maybe Chart napisałyśmy też serię artykułów o tym, jak świadomie kupować karmę dla psa, co też było fajnym wspólnym przedsięwzięciem.

Najlepsze zdjęcie lutego:

W lutym nie znalazłam jakiegoś najlepszego zdjęcia, wartego wyróżnienia, ale niech będzie to poniżej – ze zjazdu absolwentów, kiedy to Donner pokazał klasę w grupie kilkunastu psów i zachowywał się mega wspaniale! Podczas zjazdu udało mi się poznać na żywo Dorotę z Psowaty.blog, która też skończyła kursy w Canid.

Marzec:

W marcu wzięliśmy udział w warsztatach z psiej komunikacji i interakcji społecznych w Canid, M. do końca życia na widok Toffifee wybucha śmiechem, a ja dalej je lubię. 😛 Dostałam też zaproszenie do Mam Talent, z którego z pełną świadomością zrezygnowałam, potem kilka razy zapraszano nas jeszcze do Pytanie na Śniadanie, ale z powodu, że sposób zapraszania gości polegał na informacji, że jutro o dziesiątej jest nagranie, a ja zazwyczaj mam poplanowany grafik dość sztywno, nigdy jeszcze nie dotarłam. Może w tym roku. Z powodu choroby nie dotarłam też na nagranie do TVN24 “Polska i Świat”, ale pojawiły się tam nasze zdjęcia. Nagrałam też podcast z Tatą na Wybiegu odnośnie Canicrossu oraz byłam z Elcią w Radio Czwórka i promowałyśmy Hard Dog Race.

Najlepsze zdjęcie marca:

Kwiecień:

W kwietniu zaczął się kolejny Top for Dog, kolejny raz z naszym udziałem. Z fajniejszych wpisów, były to teksty o pullerze ( 1 i 2) oraz przegląd przez sprzęt Sali.pl. Swoją drogę niedawno weszły nowe pasy Discovery! Zapowiadają się bombowo i na wiosnę sprawimy sobie taki!

Najlepsze zdjęcie kwietnia:

Maj:

Po raz kolejny podjęliśmy próbę założenia trawnika, w naszym zabójczym 30m ogródku. Udało się, choć obecnie znów go nie mamy. Na wiosnę 2019 podejmiemy kolejną próbę. 😀 Po raz kolejny wzięłyśmy z Elcią udział w Hard Dog Race, tym razem drużynowo z naszą drużyną – Blogerzy Atakują. Zrobiliśmy wspólnie coś fajnego i jestem z nas wszystkich bardzo dumna. Serce się raduje, kiedy wychodzi się z pomysłem i tyle otwartych osób, chce wziąć udział i się przyłączyć – zrobić coś razem, nie przeciw sobie. Jesteście super! Wzięliśmy też kolejny raz udział w kampanii Stop Drapaniu. Udało mi się zorganizować super wyjazd na majówkę w góry z przyjaciółmi i ich psami – nasza sławna majówka na pięć psów. Na koniec zrealizowałam kolejne wyzwanie fotograficzne – psy w kwiatach, a Ela po raz kolejny udowodniła mi, że jest modelką równie dobrą, jak Donner.

Najlepsze zdjęcie maja:

Czerwiec:

W czerwcu Elcia pierwszy raz wzięła udział w Dog Gammes Summer i na dzień dobry zajęła trzecie miejsce w SpeedWay. Przy okazji Elza skończyła dwa lata – została poważną panną Sukinką. Chyba najlepszym tekstem w czerwcu był “Plan naprawczy psa“, czyli troszkę o tym, jak sobie radzić z psimi problemami. A najlepszą sesję zdjęciową zrealizowałam podczas testów kompletu do biegania od Non-Stop-Dogwear. Swoją drogą jest to jeden z najlepszych produktów, które przetestowałam w tym roku. I z tej sesji pochodzą chyba najlepsze czerwcowe zdjęcia.

Najlepsze zdjęcie czerwca:

Lipiec:

Wakacje zaczęliśmy bardzo optymistycznym wpisem – Ciesz się życiem i nie przestawaj wierzyć – o tym, że nigdy nie jest za późno i aż tak, źle, by nie dało się poprawić swoich relacji z psem. Zrealizowałam już nie wiem, które postawione przed sobą wyzwanie fotograficzne – tym razem sesja w Lublinie na Starym Mieście ostatnią wysłużonym a200. Zostałam patronem książki Sfora (potem jeszcze obęliśmy patronatem Super Hero, czyli latający pies) i pierwszy raz pojechaliśmy z psami nad morze… był to przełomowy wyjazd, bo od niego zakochaliśmy się w Polskim morzu.

Najlepsze zdjęcie stycznia lipca:

Sierpień:

Wakacje trwają, a my uwiezieni w mieście. Żeby zrobić sobie namiastkę wakacyjnych chwil, znajdujemy nieuczęszczaną plażę nad Wisłą, gdzie często jeździmy z naszymi psami, na kąpiele i niczym nieograniczone bieganie po piasku. Cieszymy się z takich naszych małych tajnych miejsc, gdzie bez obaw możemy pozwolić pieskom na swobodę. Dostaję do testów lokalizator Calmean (drugi najfajniejszy produkt do testów 2018) i od tej pory, zaczynam się zastanawiać, jak do tej pory żyłam bez lokalizatorów! Canid rozpisuje jesienną ofertę kursów, a ja panikuję, by starczyło mi na wszystko urlopu.

Najlepsze zdjęcie sierpnia:

Wrzesień:

Wrzesień owocuje kolejnym wspólnym projektem z Belcando. Przy okazji wprowadzenia nowej linii Mastercraft (kolejny najlepszy produkt 2018), zostałam poproszona o przeprowadzenie wykładów na temat karm, ich jakości i czytania składów. Weekendowy wypad do Zielonej Góry był bardzo fajnym doświadczeniem, szczególnie że podczas wykładów towarzyszyły mi moje psy. Jestem niesamowicie dumna z Donnera, bo naprawdę z chłopakiem przełamujemy kolejne bariery – i niech ktoś mi powie, że jakiegoś psa nie da się zmienić! Da się! Kwestia chęci i pracy!

Najlepsze zdjęcie zrobiłam, podczas testów kompletu ACC DOG – i coraz bardziej świadomi zaczęłam łączyć fotografię produktową z fotografią psów – tak, aby wyeksponować produkt, nie robiąc z tego chamskiego lokowania. Bardzo zadowolona byłam z tej sesji do recenzji. Byliśmy też kolejny raz nad morzem, ale znajdzie się to w innym miesiącu, tak samo o wrześniowych warsztatach Canid.

Najlepsze zdjęcie września:

Październik:

Trzeci kwartał zaczął się od zawodów Dog Games Fall, czwartym miejscem w speedwayu i debiucie we frisbee. Kolejne plany fotograficzne zostały zrealizowane przy okazji, sesji we wrzosach, a najlepszy wpis był o wszystkich kolorach jesieni. Czeka mnie jeszcze napisanie krótkiej relacji z naszego żeglowania po Indonezji i wycieczki do Singapuru, ale pewnie przeczytacie o tym już w 2019 roku.

A zdjęcie? Z naszej wrzosowej sesji, które zrobiłam Karolinie i Wiarkowi, ale cała ta sesja była cudowna – pierwsza, nowym aparatem!

Najlepsze zdjęcie października:

Listopad:

Przyłączyliśmy się do blogerskiej akcji #śmieciwłapy i #zabierz5zlasu. Zrobiliśmy sobie trochę treningów z agility, bo przygotowywaliśmy się do treningowych przebiegów, do których niestety nie doszło. Sesja foto w klimacie Halloween była rewelacyjna. Zdecydowaliśmy się spędzić sylwestra nad morzem (tu pojawiło się wrześniowe podsumowanie wypadu nad morze, podczas którego poznaliśmy na żywo kolejnych znajomych z internetu). W listopadzie testowałam też kamerkę Xiaomi i to był ostatni najlepszy produkt 2019 roku. Zorganizowaliśmy wspólnie z Calmean konkurs na lokalizator, który został rozstrzygnięty w grudniu.

Najlepsze zdjęcie listopada:

Grudzień:

Koniec roku był dla mnie bardzo ciężki… Dwa tygodnie leżałam w łóżku z gorączką. W międzyczasie napisałam podsumowanie jesiennych warsztatów Canid. Nagrałam też film instruktażowy jak nauczyć psa „poprosia”. Napisałam ten wpis i zamierzam się dobrze bawić na sylwestra nad morzem, w towarzystwie przyjaciół i naszych psów.

Najlepsze zdjęcie grudnia:

Nooo to tyle. Przydałoby się jeszcze rozliczenie planów na 2018 rok i stworzenie listy kolejnych wyzwań.

  1. Zamerdanych spacerów nie udało mi się kontynuować, nad czym trochę ubolewam. I, mimo że mam w sąsiedztwie zarówno tereny, jak i psy na spotkania socjalizacyjne dla Dośka, jakoś nie było czasu tego kontynuować. Może uda się odnowić je w 2019?
  2. Kolejny start w HDR zaliczony, z dobrym czasem – mogę być dumna.
  3. Plany co do warsztatów w Canid udało mi się praktycznie spełnić. Nie udało mi się tylko dotrzeć na warsztaty z ratownictwa… no ale Singapur wygrał.
  4. Ciągle nie dotarliśmy do Cardimanii… może w tym roku uda się wpaść do naszych ulubionych corgiasków i twórców ulubionego psiego bloga M. Szczególnie że planujemy (planujemy od dłuższego czasu) wyjazd z psami w Alpy, więc będziemy mieć po drodze ich domek z Widokiem na Góry.
  5. Nie zaczęłam z Elą mantrailing, ale zaczęłyśmy frisbee i speedway – także jest nie źle!
  6. I oczywiście kolejny raz byliśmy ambasadorami Top for Dog.

Także całkiem nieźle wypełniliśmy plany z 2018.

A co bym sobie życzyła na 2019?

Mimo wszystko trochę więcej czasu na prowadzenie bloga, żeby móc bardziej dopieścić zdjęcia i wpisy, a przede wszystkim móc robić relacje na bieżąco… nie tak jak było pod koniec roku, tak że wrześniowe wyjazdy relacjonowałam w grudniu… ale tego nie przewidzę. Mam zaplanowaną, super współpracę na maj i mam nadzieję, że wypali, bo jest to coś WOW!, coś, o czym marzy, myślę większość blogerów – nie tylko psich. Chciałabym też, żeby udało nam się zrealizować z M. nasze prywatne plany, no i zawodowe, bo chyba czas trochę bardziej się rozwinąć i może stanąć po tej drugiej stronie? Ale rok to za mało, by to osiągnąć. Ale warto już teraz zacząć. Na pewno muszę zainwestować w nowy telefon z przyzwoitym aparatem. Z pieskami chciałabym spróbować weight pullingu, wrócić do treningów bikejoringu (ale M. mi nie pozwala…), ponownie wziąć udział w HDR razem z #BlogerzyAtakują, Dog Games, wrócić z Dośkiem do dogtrekkingów. Chciałabym też troszkę bardziej pójść w filmiki – nie vloga, ale filmiki produktowe, z ćwiczeń czy wycieczek. Z wyzwań fotograficznych na pewno planuję sesję psy i dzieci, sesję na Starym Mieście w Warszawie. Chciałabym też w końcu wybrać się do siostry do Krakowa i tam również zrobić psią sesję, zaliczyć Pustynię Błędowską i kilka okolicznych atrakcji. Mam też zamiar pobawić się trochę fotografią analogową, bo żal mi Zenitów, żeby kurzem porastały. Na pewno wpadną jakieś Canidowe warsztaty, może jakieś inne też się pojawią. Fajnie by było kolejny raz wziąć udział w Top For Dog, choć nie mam jakichś wielkich marzeń względem nowych produktów. Na pewno muszę kupić nowy pas Sali.pl i jeśli uda mi się majowy projekt to będę całorocznie ukontentowana. Także, jak widzicie takie bardzo przyziemne plany i marzenia.

To tyle. Jeszcze raz, życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt i do przeczytania w 2019 roku pewnie relacji z naszego Sylwestra na plaży. Ale zaglądajcie na Instagrama i Facebooka – tam na pewno na bieżąco będą jakieś zdjęcia z tego, co u nas słychać!

PS. A na zakończenie – czy Was też tak zirytował nowy edytor wpisów na wordpressie jak mnie? Jak chcecie się go pozbyć, zainstalujcie sobie wtyczkę „Classic Editor” i wszystko znowu będzie prost i czytelne.

Ogółem: 203, dzisiaj: 1

4 Comments:

Pozostaw odpowiedź Agata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *